Facebook Google+ Twitter

Dlaczego nie lubię House'a

Pytanie konkursowe postawione "ostro": dlaczego NIE lubię House'a, natychmiast postawiło mnie na nogi skuteczniej niż kawa i skłoniło do podzielenia się opinią na temat tego niezwykle popularnego serialu. Czym jest fenomen House'a?

Dr House na DVD / Fot. Fot. dystrybutora"Mamo!!! House już jest!!!Przeeełącz!!!", wołają wszyscy moi potomkowie w liczbie dwóch. Nieistotne, że chciałabym obejrzeć do końca mecz Polska-Bułgaria (skądinąd bardziej emocjonujący) czy nawet rzucić okiem na inny film nadawany w tym czasie przez telewizorowe pudło. Jest House. Więc teraz klękajcie narody, byle tylko z pilotem w ręku i najlepiej palcem wskazującym na guziku zwiększającym głośność. Dlaczego? Żeby każde słowo było dokładnie słychać.

Nic to, że jak dotąd moje pociechy zdołały dzięki serialowi poznać co najwyżej angielskie zwroty: "Biopsja", "Zróbcie testy" i "Jesteście idiotami" (nie będę przytaczać określeń mniej cenzuralnych). Oglądam wraz z nimi serial i zastanawiam się, w czym tkwi moc Grega House'a, a raczej Hugh Lauriego, bo to on kreuje tę postać. Czy to skrajnie szowinistyczne, rasistowskie, seksistowskie wypowiedzi genialnego doktorka? Czy może jego chora noga usprawiedliwiająca każde chamstwo, którego się dopuści? Nie, czekajcie: być może wysublimowane złośliwości, niezmordowanie w poniżaniu innych, dalekie od konwencjonalnych metody zbierania wywiadu od pacjenta (czyt. doprowadzanie do załamania nerwowego lub ciężkich psychosomatycznych objawów innej choroby psychicznej)? Sypianie z kim popadnie? Wymuszanie od zwierzchniczki zgody na najbardziej szalone pomysły paramedyczne? Szafowanie zdrowiem i życiem ludzi?

Tak naprawdę każdy odcinek ma tę samą fabułę: preludium do „przypadku”, czołówka, marsz korytarzem House’a wraz z bandą jego niziołków, nieśmiertelna biała tablica do wypisywania tego, co przyjdzie na myśl geniuszowi i (nieraz) jego sługom, pacjent w stanie ciężkim, bardzo ciężkim, krytycznym, agonalnym, wreszcie dzięki (wielokrotnie mocno naciąganemu) zbiegowi okoliczności - rozwiązanie zagadki w ostatniej chwili. Fanfary, parę mniejszych lub większych złośliwości na koniec odcinka. Nieraz trochę prywaty w kwestii bólu nogi House’a czy perypetii łóżkowo-życiowych lekarzy. Do tego jakieś pięć milionów określeń medycznych, które sprawiają, że „House’a” tak samo nie rozumieją Brytyjczycy jak Francuzi, Włosi czy Brazylijczycy (chyba że są przez przypadek lekarzami). Dlaczego zatem oglądam ten demoralizujący, deprawujący, nieraz prostacki serial? Dzięki wszystkim aktorom poza panem Hugh Lauriem, dzięki historiom ludzi, które nieraz są znacznie ciekawsze niż medyczne zawiłości, dzięki dobrej ścieżce dźwiękowej i dzięki temu, że .... mam w domu jeden telewizor? Tak, coś w tym musi być.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

Ja też nie oglądałam nigdy i w ogóle nie wiem, o co chodzi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zastanawiam się, zawsze w takich sytuacjach co tak naprawdę daje oglądającemu ten czy inny serial? Bo to że, zabiera bezpowrotnie czas który mógłby poświecić sobie dzieciom rodzinie to fakt.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Też jakoś nie wariuje na punkcie tego serialu. Nie jest najgorszy no ale żeby... to nie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Hm.. prostackie to mogą być telenowele brazylijskie,albo nasze polskie tasiemce. House to najbarwniejsza z postaci w filmie, a aktor, który go gra ma niesamowite umiejętności -> dzięki temu budzi skrajne emocje :))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Muszę kiedyś pooglądać,
tyle krzyku wokół...:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zupełnie inne zdanie na temat serialu ma Internetowy Obserwator Mediów, p. Bogdan Miś, prowadzący niezwykle interesujacego bloga:
http://bogdan.wordpress.com/2009/08/21/wyznanie-neofity/#more-1557

"... – background naukowy serialu jest na najwyższym poziomie. Tu nie ma lipy medycznej; każdy przypadek – choć bywają skrajnie nietypowe – jest uzasadniony, logiczny i wytłumaczony naukowo; często wyjaśniony za pomocą pomysłowej animacji, która “siedzi” w opowieści niezmiernie naturalnie. W żadnym momencie nie mamy wrażenia, że ktoś bawi się z nami w jakąś natrętną dydaktykę. Jest to więc fabularny serial popularnonaukowy, ale zrobiony tak, że owa popularyzacja jest absolutnie niedostrzegalna."

Komentarz został ukrytyrozwiń

Troszkę odpowiedź pokrętna, nie na temat, ale ciekawe;p

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.