Facebook Google+ Twitter

Dlaczego nie należy bojkotować olimpiady w Pekinie?

Olimpiada wydaje się dla Chińczyków tym, czym dla Polaków był wybór papieża Jana Pawła II, przyznanie rodakom nagród Nobla, czy przyznanie Polsce współorganizacji Euro 2012.

Jestem prywatną osoba, którą bardzo poruszyły ostatnie wydarzenia w Tybecie. Nigdy wcześniej nie podejmowałem żadnych zorganizowanych działań w kwestii przestrzegania praw człowieka w Tybecie, ani w całych Chinach, jednak tym razem czułem, że muszę zrobić coś więcej niż tylko wysłać kolejny list, czy podpisać następną petycję. Zainicjowałem więc i zorganizowałem razem z kilkoma osobami dobrej woli manifestację solidarności z Tybetańczykami. Odbyła się ona 5 kwietnia w Gliwicach.

Przed manifestacją i po niej wielokrotnie zastanawiałem się, jakie postulaty powinny być priorytetowe. Najważniejszą decyzję, jaką w związku z tym podjąłem to, że nie będziemy wzywać do bojkotu olimpiady w Pekinie. Jedyne nawiązanie do olimpiady podczas manifestacji dotyczyło wycofania Tybetu z drogi znicza olimpijskiego. Początkowo, zanim jeszcze doszło do krwawego stłumienia protestów w Tybecie, byłem zdecydowanym przeciwnikiem zorganizowania olimpiady w Pekinie, dlatego doskonale rozumiem tych, którzy są jej przeciwni.

Dalej uważam, że przyznanie Chinom tego zaszczytu było błędem. Niemniej jednak doszedłem do wniosku, że bojkotowanie olimpiady teraz byłoby jeszcze gorsze. Przekonało mnie kilka argumentów. Po pierwsze, najbardziej rozpoznawalny przedstawiciel Tybetańczyków- XIV Dalajlama wielokrotnie wyrażał swój sprzeciw wobec bojkotu. Nie wzywała również do niego Amnesty International- organizacja, którą darzę dużym szacunkiem. Ponadto uznałem, że jest to nie fair w stosunku do sportowców. To oni ponieśliby największy bezpośredni koszt bojkotu- nie mogliby uczestniczyć w wydarzeniu kluczowym dla ich kariery zawodowej.

Jestem przekonany, że wszelkie polityczne deklaracje sportowców podczas olimpiady, które mogą zakończyć się nawet odebraniem zdobytych z trudem medali, należy pozostawić ich sumieniu i traktować w kategoriach heroizmu. Ja sam nie uważam się za bohatera, trudno więc, abym wymagał od innych więcej niż od siebie. Nie chciałem też wzywać do bojkotu olimpiady, ponieważ zależało mi, aby przekaz manifestacji (sprzeciw wobec zbrodni w Tybecie) był jak najbardziej jednoznaczny i klarowny, a przez to przekonywający
dla jak największej liczby osób, w tym dla osób publicznych.

Zaważyła też tutaj, być może najważniejsza z wszystkich wymienionych, kwestia narodowej dumy Chińczyków. Wydaje się, że wiążą oni z olimpiadą mniej więcej takie emocje, jak Polacy z przyznaniem organizacji Euro 2012, wyborem papieża Jana Pawła II, czy przyznaniem rodakom nagród Nobla- jest to dla nich coś, z czego po latach upokorzeń mogą i chcą być dumni. Takie ujęcie tej kwestii jest niewątpliwym sukcesem propagandowym rządu ChRL, co nie zmienia jednak faktu, że ostatnią rzeczą na której powinno zależeć Zachodowi przy egzekwowaniu od władz Chin respektowania praw człowieka, jest wzbudzanie w zwykłych Chińczykach poczucia klęski, upokorzenia i zawodu.

Otwarta pozostaje natomiast kwestia, czy politycy powinni zbojkotować ceremonię otwarcia olimpiady w Pekinie. Taki gest zapowiedział już m.in. premier Donald Tusk. W świetle powyższych rozważań nie jest oczywiste, jaka powinna być właściwa postawa. Trudno ocenić zwłaszcza to, jak taki gest zostanie odebrany przez zwykłych Chińczyków. Mimo tych wątpliwości popieram jednak tę inicjatywę. Brak obecności zachodnich notabli na ceremonii otwarcia igrzysk będzie z pewnością wyraźnym sygnałem dla chińskiej partii komunistycznej, że nie jesteśmy obojętni na łamanie praw człowieka w Chinach.

Z drugiej strony obecność zachodnich polityków w tej uroczystości zostałaby na pewno wykorzystana przez chińską propagandę dla legitymizacji obecnej władzy. Powinniśmy oczywiście unikać takich sytuacji. Bojkot ceremonii otwarcia nie jest też wymierzony samą ideę olimpiady. Przede wszystkim w żaden sposób nie uderzy w sportowców. Brak zdecydowanych działań w związku z łamaniem praw człowieka w Chinach jest również często usprawiedliwiany sprzeciwem wobec łączenia sportu i polityki. Nieobecność polityków w otwarciu sportowej imprezy, w szczególności takiej, która już jest wykorzystywana do propagandy autorytarnego mocarstwa, jest jak najbardziej zgodna z logiką nie łączenia sportu i polityki.

Co natomiast my wszyscy możemy zrobić, w związku z łamaniem praw człowieka w Chinach? Na to pytanie staram się odpowiedzieć w artykule "Jeśli nie bojkot, to co? O relacjach Zachodu z Chinami".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Gorąco polecam książkę "Rok Koguta" Guy Sormana. Jest to niezwykła relacja autora z rocznego pobytu w Chinach poświęconemu właśnie poznaniu "tubylców" i zrozumieniu mechanizmów społecznych, politycznych i gospodarczych rządzących tym krajem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.