Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

5387 miejsce

Dlaczego Polska nie jest państwem demokratycznym?

"Polska ordynacja wyborcza jest najgłupszą na świecie" stwierdził kilka lat temu prof. Brzeziński, doradca prezydenta USA ds.bezpieczeństwa Jimmi Cartera. Ordynacja i regulacje dot. referendum sprawiają, że Polskę trudno nazwać demokracją

Od kilkunastu lat regułą jest, że najpierw Polacy masowo głosują na jakąś formację polityczną, a po czterech latach bardzo tego żałują, zaś partia rządząca ponosi klęskę wyborczą lub w ogóle przestaje istnieć (np. blok Solidarności, postkomuniści, AWS i znowu SLD). Wybrani przez 38-milionowy naród w środku Europy w XXI wieku parlamentarzyści to np. tacy giganci intelektualni, jak Beger, Misztal, Palikot czy Wierzejski.

Po ładnych paru latach funkcjonowania systemu, który polski establishment polityczny sam nazwał demokracją, szef Rady Bezpieczeństwa USA w czasie rządów prezydenta Jimmi Cartera, profesor politologii Zbigniew Brzeziński, który jako Polak z amerykańskim paszportem zajmował najwyższe stanowisko w administracji amerykańskiej, stwierdził, że funkcjonująca w III RP ordynacja wyborcza jest "najgłupszą na świecie". Skąd się wzięła tak ostra ocena naszego systemu wyborczego?

Wyobraźmy sobie, że w jakimś okręgu wyborczym w Polsce jakiś kandydat zdobyłby 99.000 procent wszystkich głosów. Powiedzmy, że głosowałoby na niego 99.000 osób. Inni kandydaci zdobyliby w tym okręgu w sumie 1000 głosów, czyli na każdego przypadałoby - powiedzmy - po 50 głosów. Gdyby nasz lider startował z listy partyjnej, która w skali kraju nie przekroczyłaby 5-procentowego progu, zamiast niego do Sejmu wszedłby któryś z jego konkurentów z wynikiem 50 głosów! Jest to przykład skrajny, ale bardzo dobrze obrazujący istotę naszej tak zwanej "proporcjonalnej" ordynacji wyborczej. To że ma ona być proporcjonalna jest nawet zapisane w artykule 96 naszej Konstytucji ! W związku z tym należy stwierdzić, że obowiązująca ordynacja (która - tak naprawdę - niewiele ma wspólnego z proporcjonalnością) powinna jako niezgodna z Konstytucją zostać unieważniona przez Trybunał Konstytucyjny.

Jako że wybory odbywają się u nas wg tak zwanego systemu d'Hondta lub Sainte-Lague partia, która jest w danym momencie najsilniejsza, otrzymuje znacznie więcej miejsc w Sejmie niż wynikałoby to z zasady proporcjonalności i jej faktycznego wyniku wyborczego. Proporcjonalność zapisana w Konstytucji RP jest więc czystą fikcją. Paradoksalnie zwolennicy obecnej ordynacji wyborczej bronią jej, twierdząc, że zmiana wymagałaby niemożliwej do przeprowadzenia w Sejmie zmiany Konstytucji. Gdy tymczasem to właśnie obecna ordynacja wyborcza łamie Konstytucję!

Samo-nie-rząd po polsku



Miłościwie nam panujący tak znowelizowali w tamtym roku inną ordynację wyborczą (do rad gmin, powiatów i sejmików), że możliwe stało się tak zwane blokowanie list wyborczych. Oznacza to, że w danej gminie wiele komitetów wyborczych może podpisać porozumienie, w wyniku którego komisja wyborcza będzie najpierw sumowała w każdym okręgu wyborczym wszystkie głosy oddane na wszystkie zblokowane listy i na tej podstawie ustali liczbę radnych z danego bloku list wyborczych. Oznacza to w praktyce, że kilka lub nawet kilkanaście komitetów wyborczych - jako jedna całość!!!! - porównywane są z komitetem, który się nie zblokował. To tak, jakby na boisko wybiegła z jednej strony tradycyjna drużyna złożona z 1001 zawodników, a z drugiej np. pięć drużyn, złożonych w sumie z 55 zawodników.

Co ciekawe, Trybunał Konstytucyjny, tak czujny w innych sprawach legislacyjnych, nie zakwestionował Konstytucja RP i Ustawa samorządowa oraz ordynacje wyborcze nie gwarantują w Polsce demokracji / Fot. Fot. Marek Ciesielczyk omawianej tu nowelizacji ordynacji wyborczej, choć jest ona niezgodna nie tylko z Konstytucją, ale zdrowym rozsądkiem. Gdyby ta samorządowa ordynacja wyborcza obowiązywała za 3 lata, w Tarnowie powstała inicjatywa utworzenia bloku 100 list wyborczych po 50 kandydatów do Rady Miejskiej. Nawet jeśli na każdego kandydata oddany zostanie tylko jeden głos (czyli on sam na siebie zagłosuje), to i tak w sumie ten blok otrzyma 50 głosów, co w warunkach tarnowskich gwarantuje temu blokowi wprowadzenie do rady znacznej ilości kandydatów. Choć na każdego takiego radnego zagłosowałaby tylko jedna osoba, to i tak "pokonałby" kandydatów z innych nie zblokowanych list wyborczych i to nawet takich, którzy otrzymaliby np. nie 100, ale 1000 głosów.

Ten przykład, który za 3 lata może stać się rzeczywistością, także pokazuje, iż profesor Brzeziński ma rację. Rzekomo proporcjonalnej ordynacji wyborczej tak naprawdę nie chce zmienić żadna partia z bardzo prostej przyczyny. To liderzy partyjni, a nie społeczeństwo, ustalają skład Sejmu, gdyż to oni wyłącznie decydują o tym, kto znajdzie się na 3 - 5 pierwszych miejscach list wyborczych. Ponieważ każdy komitet wyborczy ma prawo w każdym okręgu wystawić listy z liczbą nazwisk kandydatów, która może być dwukrotnie większa niż liczba mandatów poselskich z danego okręgu wyborczego, ogólna liczba kandydatów jest tak duża w danym okręgu (to średnio kilkaset nazwisk), iż wyborcy nie mają najmniejszych szans w czasie dwumiesięcznej kampanii wyborczej ich poznać. W związku z tym zdecydowana większość wyborców głosuje na pierwszego na danej liście partyjnej. Nie dlatego, że ceni tego akurat kandydata, lecz popiera nawet nie daną partię, ale jej wyrazistego lidera (Kaczyńskiego, Tuska, Leppera, Giertycha etc.). Liderzy partyjni decydując faktycznie, kto wejdzie do Sejmu, zapewniają sobie zamiast osobowości - "mięso" poselskie, które staje się maszynką do głosowania.

Wyższość większościowej nad proporcjonalną



Po 1989 roku o zmianie ordynacji wyborczej z "proporcjonalnej" na większościową mówiły jak dotychczas tylko dwie partie - UPR i PO. Pierwsza była zbyt egzotyczna, by się przebić z tego typu postulatem, druga przestała o tym mówić po wyborach, co jest dość typowym zachowaniem wśród polityków. Od wielu już lat o zmianę ordynacji wyborczej walczy stowarzyszenie czy raczej ruch na rzecz jednomandatowych okręgów wyborczych - JOW (www.jow.pl), który skupia głównie pracowników naukowych polskich uczelni (np. prof. Jerzy Przystawa z Wrocławia).

Głównym zarzutem wobec ordynacji większościowej jest to, że gdyby zaczęła obowiązywać, w polskim parlamencie zapanowałby chaos, jako że mielibyśmy 460 niezależnych posłów, wybranych w jednomandatowych okręgach wyborczych, poza kontrolą wszelkich partii. Tymczasem zarówno teoria jak i praktyka mówią zupełnie coś innego. Francuski socjolog i prawnik Maurice Duverger (ur. w 1917 r.), który zajmował się problemem ordynacji wyborczych sformułował zasadę, którą dziś nazywa się nawet "PRAWEM DUVERGERA", według którego ordynacja większościowa nie tylko że nie prowadzi do rozdrobnienia sceny politycznej, lecz do systemu dwupartyjnego. Jednomandatowe okręgi wyborcze wymuszają bowiem na partiach łączenie, skoro z danego okręgu do parlamentu może wyjść tylko jeden kandydat z największą ilością głosów. Każdej partii zależy poza tym, by ich kandydat nie był jak dzisiaj lojalnym aparatczykiem partyjnym, lecz znaną w danym okręgu wyborczym osobowością, która jest w stanie wygrać wybory.

Dzisiaj okręgi wyborcze są bardzo duże (średnio 100 na 100 km z 1 milionem mieszkańców). Kandydatów jest kilkuset, a każdy wyborca ma tylko jeden głos (co także jest niekonstytucyjne i nielogiczne, skoro z danego okręgu wchodzi kilku lub kilkunastu kandydatów do Sejmu!). Wyborcy nie mają szans poznać kandydatów, a ci - nie mają szans w czasie 2-miesięcznej kampanii wyborczej zaprezentować się skutecznie. Gdyby zaś w Polsce obowiązywała ordynacja większościowa, kraj nasz podzielony byłby na 460 małych okręgów (po ok. 60 tys. wyborców). Kandydatów byłoby najwyżej kilku. Po wyborach można by było jednego z nich, który wejdzie do Sejmu, skutecznie kontrolować. Teraz posłami są często ludzie spoza okręgu, którzy głównie przebywają na ul. Wiejskiej.

Oprócz prawa Duvergera podstawowy zarzut wobec ordynacji większościowej obala po prostu praktyka polityczna. Ordynacja większościowa obowiązuje w większym lub mniejszym stopniu np. w 7 najbogatszych państwach świata. Przeważnie ten system wyborczy prowadził do dwupartyjności (np. USA czy Wielka Brytania). W Niemczech, w których system jest mieszany proporcjonalno-większościowy, liczą się tak naprawdę też tylko dwie partie, a dwie pozostałe to swego rodzaju "przystawki".

W Japonii czy Włoszech, gdzie po wojnie funkcjonowała ordynacja proporcjonalna, skorumpowanie systemu politycznego osiągnęło takie rozmiary, iż w końcu zmieniono ordynację. Wyszło to na zdrowie obydwu krajom.

Nieszwajcarska RP



Drugą przyczyną, dla której trudno nazwać Polskę krajem demokratycznym są przepisy dotyczące referendum. Jest to metoda oddziaływania w każdym państwie demokratycznym w okresie między wyborami, gdy dochodzi do sytuacji, w której demokratycznie (według normalnej ordynacji wyborczej) wybrany parlament może mieć w jakiejś sprawie inne zdanie niż większość społeczeństwa. Wówczas decyduje wynik referendum. W Polsce ta niezwykle ważna w normalnych demokracjach metoda nacisku społecznego jest czystą fikcją.

Co prawda artykuł 125 Konstytucji RP mówi, że referendum ogólnokrajowe "może" być przeprowadzone, lecz już ustęp 2 tegoż artykułu ogranicza w istotny sposób prawa obywatelskie. Nawet gdyby wszyscy uprawnieni do tego Polacy (oprócz 231 posłów) chcieli referendum i podpisali się pod takim wnioskiem, to Sejm może się na to i tak nie zgodzić. Nawet wybierany w Polsce w wyborach bezpośrednich Prezydent gdyby chciał zarządzić referendum, musiałby zostać poparty przez bezwzględną większość Senatu!

Co ciekawe, gdyby już doszło do referendum, to byłoby ono ważne, gdyby wzięła w nim udział ponad połowa uprawnionych Polaków. Mając na uwadze wyjątkowo niską frekwencję wyborczą, należy wątpić, by teraz jakieś referendum było ważne. A jeszcze ciekawsze jest to, że najważniejsze referendum - bo konstytucyjne - jest ważne niezależnie od frekwencji. Ot, polska logika. Także na niższym szczeblu referendum jest czystą fikcją. Referendum gminne wymaga najpierw zebrania 10 proc. podpisów dorosłych mieszkańców danej gminy, co w przypadku większych miast oznacza, że tak naprawdę do referendum gminnego mogłaby doprowadzić tylko duża, dobrze zorganizowana partia, gdyż każda inicjatywa obywatelska byłaby za słaba, by tego dokonać. Ważniejszym jest jednak to, że od kilkunastu lat do uznania takiego referendum gminnego potrzebna jest co najmniej 30-procentowa frekwencja. Dotychczasowa praktyka pokazuje, że po roku 1989 w żadnym większym mieście nie udało się jeszcze przeprowadzić skutecznie referendum gminnego w jakiejś ważnej sprawie. Czyli z praktycznego punktu widzenia referendum jest w Polsce czymś czysto wirtualnym.

Co najmniej z dwóch powodów Polski nie można uznać za państwo demokratyczne - ze względu na "najgłupszą na świecie ordynację wyborczą" oraz fikcyjny charakter instytucji referendum. Tak długo, jak nie zmienią się te regulacje prawne, Polacy nie będą w stanie wyłonić takich parlamentarzystów i oczekiwać takich decyzji, które zadowalały by przynajmniej 50 proc. społeczeństwa.

patrz także

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (12):

Sortuj komentarze:

Tadeusz
  • Tadeusz
  • 19.02.2012 11:13

Wczoraj (18 lutego 2012 rok)w telewizji Trwam występował geniusz intelektu senator , wiadomo, z PiS !!Próbowałem słuchać dialogu tego senatora Stanisław Kogut był to raczej raczej monolog????Stanisława Kogut autorytatywnie powtarzał wielokrotnie ,że redemptorysta ojciec Tadeusz Rydzyk jest mętem stanu!Wypowiadał peany pochwalne wobec redemptorystów ,że są oni naszym w Polsce zbawicielami zesłanymi przez samego Pana Boga!!!!!!Do końca nie wytrwałem , pomimo zmuszania się do słuchania jego wynurzeń i "nadzwyczaj mądrych " , odkrywczych”prawd objawionych!Boże chroń nas od takich nawiedzonych prostaków!
Boże wszechmogący chroń nas przed takimi ludźmi, jeśli oczywiście jesteś .Boże wszechmogący widzisz takich ludzi, którzy nam Polsce szkodzą i nie grzmisz!!!Dlaczego?!!
Polska i my Polacy zasługujemy na mądrych przedstawiciel a TY BOŻE NAM ZSYŁASZ MIERNOTY O ZANIKU LUDZKIEGO UMYSŁU ( tak twierdzę na podstawie tego co słuchałem wczoraj w Telewizji Trwam)!!Dlaczego znowu nas Polskę krzywdzisz i nam Polakom zsyłasz takich oszołomów!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

jakaś choroba społeczna?! Ot, dla przykładu, zamiana SLD na "pajęczynę":

http://www.wnowogardzie.pl/aktualnosci/burmistrz-i-sprawa-miesa/

Komentarz został ukrytyrozwiń
pawel
  • pawel
  • 09.07.2011 17:49

No dobrze, a kto jest władny zgłosić do trybunału konstytucyjnego wątpliwości odnośnie tych niekonstytucyjnych ordynacji żeby to zmienić?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak , nie możemy porównywać działajacego systemu w Szwajcarii gdyż tak jak piszesz wypracowali sobie oni również coś talkiego jak "szacunek do drugiego obywatela" nie ważne ile ma na koncie. Ale dlaczego nie poszukiwać możlwiości dochodzenia to tego "etycznego systemu wartości". Na dziś dzień nie ma takiej możliwości by przenieść jednym "prikazem" system Szwajacarski gdyż ludzie nie są do tego przygotowani w szczególności ci którzy "zarzadzają" tu trzeba pracować nad kwestią "etyki politycznej" i "etyki międzyludzkiej" , trzeba nauczyć może inaczej "wpoić" iż służba publiczna to nie tylko apanaże ale przedewszystkim praca dla innych - tych mniej zaradnych , mniej krestywnych , mniej operatywnych , dlatego może te kolejne 20 lat poswięcić na wypracowanie i nowego modelu demokracji na podobieństwo "najlepszych" i pracować nad innym sposobem sprawowania władzy i relacji urzednik - obywatel. Szkoda by było zmarnować te 20 lat bezpowrotnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja jestem bardzo otwarty na kontrargumenty Przemku nie twierdzę że mam patent na wszystko i wiem dobrze że trzeba czasu i setki analizy by coś zmienić właściwie , i wiem również że chyba nigdy nie doczekamy się "jedynego skutecznego" rozwiązania gdyż nie da się takiego "odkryć". Zawsze znajdzie się kontrargument i ktoś z inną nową "wizją". Cenię sobie bardzo dyskusję na te tematy , gdyż tylko one dają nam możliwość poszukiwania legendarnego "grala" a to rozwija jakby na to nie patrzeć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zagrożeniem w tym wypadku mogą być Prezydenci Miast z regóły bezpartyjni popularni w swoich miastach ale ilu takich jest 50 może 100 którzy weszli by do Sejmu - ale z drugiej strony może lepiej jak wejdą tam ludzie "przetestowani" w pracy na urzędzie niż "wyrwani" przez przypadek z "masy krytycznej" ludzie. Nie ma to jak "praktycy" tak więć wole na nich postawić niż na przypadkowych ludzi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

System demokratyczny cechuje coś takiego jak "wolny rynek" a bodaj on jest "motorem" rozwoju czego przykładem jest również Polska gdyż 90% firm działa w tym systemie i musi sobie w nim radzić , reszta jest centralnie zarządzana i mamy z tym co chwilę poważne problemy , może jednak lepiej również zastosować "wolny rynek polityczny" będzie wówczas zdrowa konkurencja i postęp w kształtowniu być może "dobrego prawa".
Co do okręgów wyborczych - mamy w Polsce 379 powiatów czyli każdy powiat swobodnie może posiadać swojego przedstawiciela , resztę manadatów można rozdzielić na duże miasta by zachować jakąś proporcję.
Co do rozbicia partii politycznych w systemie wiekszościowym nie ma żadnej obawy gdyż już dziś mamy tego namacalny dowód w Senacie gdzie obowiazuje wiekszościowa ordynacja i jakoś nikt poza Cimoszewiczem nie wszedł do tej izby , nie możemy w tym wypadku mówić o "anarchii politycznej" wybierając w ten sposób.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Adamie
Osobiście jestem za systemem wiekszościowym i jednomandatowymi okręgami wyborczymi gdyż wolę swojego posła niż kolejnego "aparatczyka" który zasiada w Sejemie 4 lata i nawet nie zalicza jednego wystąpienia gdyż "klika" za niego decyduje.
Ordynacja większościowa ma swoje wady ale też na swoje plusy mi: właśnie taki że trzeba o takch "wolnych" strzelców zabiegać a czym ich wiecej tym trudniej nimi zarządzać i wprowadzać tylko "swoje rozwiązania - jedynie słuszne i własciwe". Demokracja ma swoje prawa i musi być element konkurencji i wolnego rynku oraz poszukiwanie kompromisów.
Obecnie mamy taką ordunację jaką mamy i progi takie jakie mamy , może i dobrze ale dlaczego 4 partie pobierają pieniądze podatników i tworzą sobie dzięki nim "państwo w państwie" czy to jest sprawiedliwe i demokratyczne , jakie szanse ma inna inicjatywa kontr "wiodącej sile 4 partii politycznych" żadne , to walka jak za PRL "wiodącej siły PZPR" i nieliczacych się innych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Wyobraźmy sobie, że w jakimś okręgu wyborczym w Polsce jakiś kandydat zdobyłby 99.000 procent wszystkich głosów. Powiedzmy, że głosowałoby na niego 99.000 osób. Inni kandydaci zdobyliby w tym okręgu w sumie 1000 głosów, czyli na każdego przypadałoby - powiedzmy - po 50 głosów. Gdyby nasz lider startował z listy partyjnej, która w skali kraju nie przekroczyłaby 5-procentowego progu, zamiast niego do Sejmu wszedłby któryś z jego konkurentów z wynikiem 50 głosów!"

No i wejdzie taki człowiek z 99.000 głosów i w sejmie będzie sam a polityki nie robi się w pojedynkę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Artykuł na wysokim poziomie. Oby takich więcej na link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.