Jest pięć rodzajów mocy sprawczej.
Moc nagrody - sprawiasz, że ktoś coś czyni, gdyż w zamian za to coś mu dajesz, np. w zamian za bycie grzecznym w sklepie, rodzic obiecuje dziecku, że mu coś kupi.
Moc kary lub zagrożenia karą - ktoś przestaje się spóźniać do pracy, gdyż jego menedżer dał mu znać, że jak jeszcze raz się spóźni, to straci premię.
Moc respektowania stanowiska - są osoby, które z założenia wykonują polecenia osób do tego uprawnionych - patrz: konduktor w tramwaju, policjant na skrzyżowaniu.
Moc charyzmy - Lech Wałęsa nie miał prawa w 1981 roku wydawać poleceń milionom, jednakże te miliony dały mu moc sprawczą, gdyż on swoją osobowością wzbudził w nich chęć podporządkowania się. I wreszcie
moc eksperta - robimy to co mówi do nas specjalista, gdyż myślimy: „on się zna”.
Dwa pierwsze rodzaje mocy sprawczej nie budują lojalności, stabilnej motywacji. Są efektem „chwilowego układu sił”. Dwa ostatnie natomiast to rodzaje siły sprawczej, którą chciałby mieć każdy menedżer, nauczyciel czy po prostu przełożony. Mieć zarówno prawo do zarządzania, jak i mieć - a więc uzyskać od podopiecznych - moc sprawczą: to cel każdego menedżera! Co to w efekcie oznacza? Cóż, zmianę paradygmatu dla wielu zarządzających. To oni mają dbać o podopiecznych najpierw, żeby podopieczni w następstwie działali tak, jak oni chcą! Uświadomienie sobie tego faktu jest fundamentem efektywności menedżerskiej. Każda organizacja w Polsce, która nie uświadomi swojej kadrze tego logicznego i trudnego mentalnie do zaakceptowania dla naszego społeczeństwa faktu, będzie w najbliższych latach tracić powoli swoją moc konkurowania!
I dodatkowy wniosek dla wielu z nas... Rodzic uzyskuje moc sprawczą od dziecka! To trudne, ale prawdziwe...
c.d.n.
Autor: Krzysztof Sarnecki
Pierwsza publikacja:
nf.pl