Facebook Google+ Twitter

Dlaczego referenda nie zawsze są demokratyczne?

Kwestia doliny Rospudy nie nadaje się przeprowadzenia referendum. Głosowanie byłoby i niedemokratyczne i bez sensu - przynajmniej na razie.

fot. PAP/Paweł Supernak Konflikt, który rozgrywa się w ostatnich tygodniach wokół doliny Rospudy jest klasycznym i znanym od kilkudziesięciu lat w Europie Zachodniej sporem między ekologią i ekonomią.

W Europie Zachodniej ten konflikt powstał w wyniku zmian w hierarchii wartości społeczeństwa postindustrialalnego: im lepiej wiodło się ludziom, zwłaszcza młodym, którzy nie pamiętali wojny, tym mniej uwagi przywiązali oni do takich wartości jak bezpieczeństwo, dobra materialne, dobrze opłacana praca, a tym ważniejsze stały się dla nich kwestie jak sensowność własnej pracy, możliwości autorealizacji, jakość życia. Ich rodzice podczas i po wojnie dbali głównie o to, aby przeżyć, jako jednostka i wspólnota. Dzieci zaś, wychowane w warunkach dostatku, dbają o lepszą jakość życia.

Dla niektórych politologów, ten konflikt stanowi nawet uzupełnienie klasycznych podziałów społeczno-ekonomicznych, znanych z historii. Społeczeństwo dzieli nie tylko konflikt między kościołem i państwem, między kapitałem i pracą, między centrum i peryferią ale i spór między wartościami materialnymi (bezpieczeństwo, praca, pieniądze, wspólnota) i wartościami postmaterialnymi (jakość życia, autorealizacja, jednostka). W Europie na tym tle urosły w latach 80. partie Zielonych. Polska prawdopodobnie teraz to „nadrabia”.

Jeśli tak jest, to oznacza to, że kwestia doliny Rozpudy jest jak najbardziej kwestią polityczną, która antagonizuje znaczne odłamy i grupy społeczne i wytwarza podziały w społeczeństwie, na skutek czego mogą się pojawić nowe partie i później – nowe koalicje i tym samym nowe koncepcje dotyczące podziału zasobów państwa. A to oznacza, że konflikt wokół doliny Rozpudy nie może być rozwiązane przez paru technokratów, którzy muszą tylko znaleźć najlepszą alternatywę dla obecnej koncepcji prowadzenia drogi krajowej.

Jedna z możliwości to ogłoszenie referendum. Tego w Europie Zachodniej domagali się często Zieloni. Stopień ich nieufności wobec establishmentu politycznego i zaufanie, którym darzą oni „prosty lud” albo „dojrzałego obywatela” są równie wielkie jak w przypadku rządzącej koalicji w Polsce. Postulat przeprowadzenia referendum ma jeszcze ten atut, że trudno jest go zakwestionować – czy można być przeciwko najbardziej demokratycznej ze wszystkich procedur? Referendum to sama istota demokracji.

Ale mimo to – w określonych sytuacjach referendum może być nie tylko bezsensowne, ale i niedemokratyczne. Demokracja to bowiem coś więcej niż tylko głosowanie większościowe i władza większości. Gdyby było inaczej, rację miałby Karol Marks, według którego dyktatura proletariatu była demokratyczna, ponieważ proletariuszy było więcej niż kapitalistów.

Istnieje parę warunków, które muszą być spełnione, aby jakieś głosowanie mogło uchodzić za demokratyczne:
– głosujący muszą wiedzieć, nad czym głosują i według jakich reguł ich głos będzie się liczył,
– grupa głosujących musi się pokrywać z grupą dotkniętych wynikiem głosowania – inaczej Rada Miasta mogłaby uchwalić budżet państwa albo sejm znieść karę śmierci w Stanach Zjednoczonych,
– samo głosowanie nie może doprowadzić do sprzecznych lub wzajemnie znoszących się decyzji – dlatego np. nikt nie przeprowadza referendum nad kształtem budżetu państwa, bo groziłoby to sytuacją, w której obywatele najpierw zmniejszają podatki i potem zwiększają wydatki socjalne.

Jeśli te kryteria stosować do kwestii doliny Rospudy, to widać, na jakie przeszkody natrafiłoby referendum już na wstępie: nie da się bowiem jednoznacznie określić granic grupy, która byłaby dotknięta wynikiem głosowania. Mieszkańcy Augustowa i mieszkańcy województwa – to ci, którzy mają interes w określonym przebiegu drogi krajowej do granicy. Ale jak zdefiniować tych, którzy są zainteresowani utrzymaniem status quo w dolinie? Nawet gdyby rząd przeprowadził krajowe referendum, to powstałby problem ewentualnie bezsensownej, wewnętrznie sprzecznej decyzji w jego wyniku. W obecnej chwili można by bowiem jedynie głosować nad obecną trasą drogi krajowej do granicy i zatrzymaniem robót. Pierwszy wariant byłby sprzeczny ze zobowiązaniami Polski wobec UE (które, zgodnie z konstytucją, mają pierwszeństwo przed prawem krajowym), drugi nie rozwiązałby podstawowego problemu transportowego, z powodu którego cały konflikt dopiero powstał. Równie dobrze można by więc przeprowadzić referendum o tym, czy nadal w nocy ma być ciemno – wynik będzie bardzo „demokratyczny” ale zupełnie bez sensu.

Procedury demokratyczne mają sens tam, gdzie legitymizują decyzje, które można wcielić w życie. W przypadku doliny Rospudy taka sytuacja mogłaby zaistnieć wtedy, kiedy rząd opracowałby np. dwa warianty przebiegu trasy, które nie byłyby sprzeczne ze zobowiązaniami wobec UE, ale antagonizowałyby duże grupy społeczne. Wtedy referendum mogłoby rozwiązać konflikt i doprowadzić do rozstrzygnięcia, które można by implementować sensownie.

W obecnej sytuacji jednak prawdopodobnie już jeden dodatkowy wariant, który nie narusza prawa UE, wystarczyłby do rozładowania konfliktu. Gdyby powstał, sprawa przestałaby pewnie być konfliktowa i zniknęłaby i debata o referendum. Tak czy owak – kwestia doliny Rospudy nie nadaje się do referendum. To jednak nie oznacza, że referenda w ogóle się nie nadają do rozstrzygnięcia sporów między ekonomią i ekologią. W przypadku budowania elektrowni jądrowej referendum może się okazać nawet ostatnią deską ratunku. Ale w tym przypadku nie byłoby problemów z definicją zasięgu głosowania i z sensownością wyniku.

Klaus Bachmann

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Witam,
do pierwszego komentarza sie nie odnoszę, bo go nie rozumiem.
do drugiego: Obserwowałem negocjacje Polski z UE, napisałem kilka książek o nich, znam wszystkich negocjatorów po stronie KE i Polski osobiście. Trasa augustowska nigdy nie była przedmiotem negocjacji i nie mogła być, bo UE nie może akceptować lub nie akceptować przebieg jakiejś trasy przed akcesją. KE i ETS również teraz nie mogą tego robić, one tylko oceniają, czy Polska dotrzymuje swoje zobowiązania wynikające z prawa UE, które sama wzięła na siebie. A te obowiązują do ochrony pewnych obszarów i gatunków. W Brukseli nie ma żadnego urzędu, który ocenia, akceptuje lub odrzuca przebieg jakiejś drogi krajowej w UE. UE tak nie funkcjonuje.
Co do reszty zarzutów nie mogę się wypowiadać, bo się na tym nie znam.
KB

Komentarz został ukrytyrozwiń

Projekt trasy oprotestowywanej teraz przez "ekologów" był przedstawiony i zaakceptowany przez Unię Europejską jeszcze na etapie akcesji Polski do Unii. Dzięki temu właśnie Unia chce dotować ta budowę.Twierdzenie teraz,że ten projekt łamie prawa unijne jest przynajmniej manipulacją. Greenpeace-owcom nie wierze już od.. ponad 20 lat, jak jeszcze ich u nas nie było, obserwowałem ich działania na zachodzie , to jest "maszynka do robienia pieniędzy" a nie organizacja ekologiczna.Poza tym jakoś nie przekonuje mnie liderka akcji w Rospudzie siedząca w środku "klejnotu natury" i paląca jednego peta za drugim. Projektowana trasarasa przebiega w miejscu zaśmieconym, więc trudno tutaj mówić o jakichś zniszczeniach środowiska, no chyba ze "czyste środowisko" to również śmietnik. Mnie uczono czegoś zupełnie innego. Do tego rzeka wcale nie jest taka czyściutka, jak to przedstawiają "ekolodzy". Tak, zgadzam się jest to problem polityczny, na którym po raz kolejny chce zarobić greenpeace. BTW , jak do prawa i demokracji ma się fakt,że wszystkie formalności zastały wcześniej załatwione, zgody wydane, opiniowane pozytywnie, nawet przez Unię, a teraz "ekolodzy" blokują tą budowę. Przecież to jest łamanie prawa. aha, jeszcze jedno, estakada ma być budowana metodą nasuwania przęseł, coś takiego odbywało się niedawno nad A4 w Katowicach, ruch na drodze przebiegał prawie normalnie.Plac budowy mieścił się na tej budowanej estakadzie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Według Autora głosowanie w przypadku budowania elektrowni jądrowej spełnia wyżej wymienione kryteria, z których pierwszym jest wiedza nad czym się głosuje. Głosujący MUSI wiedzieć i w tym przypadku będzie wiedział. Dlaczego będzie wiedział? Ponieważ Klaus Bachmann wie, że będzie. I dlatego wynik głosowania będzie sensowny.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.