Po tym jak nasza reprezentacja, pod wodzą Daniela Castellaniego, zwyciężyła w mistrzostwach Europy, przyszło jej grać w Pucharze Wielkich Mistrzów. Po przegranych z Brazylią, Kubą i Japonią zajęliśmy w nim „dopiero" czwarte miejsce, tuż przed Iranem i Egiptem, a „niespodziewanie” zwyciężyli Brazylijczycy. I tu nasuwa się pytanie, które zadają sobie chyba wszyscy eksperci w dziedzinie siatkówki: dlaczego jest ona mniej popularna od piłki nożnej, mimo że odnosimy w niej większe sukcesy?
Po pierwsze jest to wina rządu, ponieważ w większości szkół nie ma odpowiednich obiektów do trenowania tej dyscypliny. Natomiast boisko do gry w piłkę nożną posiada prawie każda szkoła. Do tego wszystkiego dochodzi program „Orlik”, który promuje piłkę nożną, a nie siatkówkę. Czy mistrzostwo Europy to za mało, aby rozpocząć masową promocję i próbę znalezienia następców w tym sporcie?
W drugiej kolejności winę ponosi PZPS (Polski Związek Piłki Siatkowej), który nie dba tak bardzo o promocję tego sportu, tak jak to robi PZPN (Polski Związek Piłki Nożnej). Również nagrody dla zawodników nie odzwierciedlają osiągnięć. Polscy piłkarze dostają podobną kwotę pieniędzy za awans do jakichkolwiek mistrzostw do tej, którą siatkarze za wywalczony medal.
Kolejną przeszkodą może być polskie społeczeństwo, które z przyzwyczajenia woli oglądać piłkę nożną, stadiony piłkarskie mogą pomieścić większą liczbę kibiców, mecze reprezentacji zawsze możemy oglądać na otwartych kanałach telewizyjnych, natomiast siatkówkę nie zawsze – doskonałym przykładem był wspomniany wcześniej Puchar Wielkich Mistrzów, który można było zobaczyć tylko w kanale Eurosport 2. To zmusza sponsorów do większego wkładu pieniędzy w futbol niż siatkówkę, co prowadzi do mniejszych kwot w kasach klubów oraz płac dla zawodników.
Dowodem może być porównanie rocznych pensji najlepiej zarabiającego w polskiej lidze piłkarza -Łukasza Garguły (około 1,5 mln rocznie) z pensją Mariusza Wlazłego - około 1 mln rocznie. Na pieniądze w siatkówce wpływa również ogólnoświatowa polityka transferowa, która pozwala na zmianę klubu przez zawodnika jedynie na mocy prawa znanego w piłce nożnej jako „prawo bosmana”, czyli klub nie zarabia na przejściu zawodnika do innej drużyny, ale może on zmienić barwy jedynie po zakończeniu dotychczasowego kontraktu.
Niestety na pieniądze, decyzje rządu i PZPS nie mamy wpływu, pozostaje nam jedynie wierzyć, że po ostatnich sukcesach polskich siatkarzy i siatkarek coś się zmieni w tym sporcie od strony organizacyjnej, i że będą to zmiany na lepsze.
www.domkultury.com.pl