Facebook Google+ Twitter

Dlaczego się nie ubezpieczyli?

Kolejna duża powódź za nami. Wiele osób straciło swój dobytek, poniosło wymierne straty. Duża część z poszkodowanych nie była ubezpieczona.

Wiem, że temat jest bardzo drażliwy, delikatny, budzący emocje. U progu powodzi tysiąclecia, ówczesny premier Cimoszewicz zebrał gromy za niefortunną i cyniczną wypowiedź sugerującą, że to sami poszkodowani są sobie winni, gdy nie wykupili polis ubezpieczeniowych. Późniejszy żywioł uzmysłowił wszystkim, że nikt nie był w stanie przewidzieć aż tak dużego rozmiaru tragedii. Lecz wątpliwości pozostały, może już czas je rozwiać.

Oczywiste prawa natury


Rzeki i górskie potoki od zawsze stanowiły zagrożenie powodziowe. Nadmierne opady deszczu czy szybka odwilż i roztopy śniegu podnoszą stany rzek i strumieni, w skrajnych przypadkach prowadząc do wylewów i powodzi. Ludzie od stuleci zabezpieczali się przed powodzią, budując wały, regulując bieg rzek, budując zapory i zbiorniki retencyjne. Od zawsze istniały również kontrolowane tereny zalewowe, przyjmujące nadmiar wody, nie mieszczący się w korycie rzek. Tereny te wyłączone były spod zabudowy. Niestety, na przestrzeni ostatniego wieku, ekspansja urbanistyczna człowieka przebiegała w niekontrolowany sposób. W wielu przypadkach uwierzono, że skoro ostatni kataklizm miał miejsce kilkaset lub kilkadziesiąt lat wcześniej to już nigdy nie nastąpi. I zaczęło się zabudowywanie i zagospodarowywanie polderów i naturalnych terenów zalewowych. Nie dotyczyło to jedynie Polski, lecz również innych krajów. Podobne błędy popełniono na przykład w Stanach Zjednoczonych wzdłuż wielkiej Missisipi i w okolicach Nowego Orleanu.

Często podnoszono wały, zapominając że istnieją inżynieryjne granice ich skuteczności. W Polsce dołożyła się do tego niewydolność ekonomiczna komunizmu i bałagan okresu przemian ustrojowych.

Wydarzenia roku 1997 roku były bolesną nauczką dla tych wszystkich, którzy przez lata lekceważyli zagrożenia. Władza ustawodawcza i wykonawcza różnych szczebli oraz obywatele przekonali się, że woda jest groźna, nieobliczalna i zdolna do wszystkiego.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

Ubezpieczenia? jak bym chciał ubezpieczyć dom od katastrof naturalnych,pożaru,włamania itd to bym musiał zarabiać trzy razy tyle co obecnie i nie wiem czy zostało by mi na kromkę chleba.Ludzie czy wy nie wiecie gdzie żyjecie to kraj absurdu wszelakiego jest!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Artykuł dotyka tak wielu wątków (planowanie przestrznne, odpowiedzialność, ubezpieczenie, rozwój (nie)zrównoważony, itp), że komentarzy mogłoby być wiele. Ale mówiąc krótko chciałbym podzielić się tragiczną refleksją i hipotezą. Musimy jeszcze przeżyć kilka poważnych powodzi, zanim system państwowy, regionalny i lokalny zaakceptuje, że powodzie w Polsce nie są tematem "Wydarzeń" z odległych krajów Azji czy Ameryki. Zanim Kowalski zrozumie, że ryzyko zalania może go dotknąć jutro lub pojutrze i co może z tym faktem zrobić. A można zrobić bardzo wiele by tak wielkich powodzi unikać lub redukować ich skutki. Dopóki jednak nie zdamy sobie sprawy jak wielkie straty przynoszą, nie będziemy chętni, by na działania zapobiegające poświęcić choćby 10% środków, które potencjalnie możemy stracić gdy żywioł szaleje... Zbyt ogólnie ? Betonowane lub asfaltowane parkingi i drogi nie wchłaniają wody, a mogłyby... Wyprostowane i uregulowane strumienie, rzeczki, rzeki nie mają naturalnych możliwości odbierania nadmiaru wody, a mogłby mieć... Wysuszone naturalne mokradła nie mogą stanowić naturalnego buforu dla sytuacji zwiększonych opadów/przepływów, a mogłby... to tylko malutka kropelka wiedzy z rozwiązaniami, bo jest tego dużo więcej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja rozumiem intencje, a raczej tragedie, przynajmniej niektorych z nieubezpieczonych powodzian - tych 200, 300 zl oni po prostu nie maja.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wojtku, nie wszystko jest tak proste. Towarzystwa ubezpieczeniowe oceniają ryzyko wystąpienia "zdarzenia ubezpieczeniowego", w skrajnych przypadkach mogą nawet odmówić zawarcia umowy ubezpieczenia. W emitowanych w związku z powodzią programach poruszono ten problem. Jeśli budynki stoją w odległości mniejszej niż 1 km od wałów, to składka ubezpieczeniowa wzrasta do niebotycznych rozmiarów, lub nie ma mowy o zawarciu ubezpieczenia. Pozostaje jeszcze problem wydawania zgody na zabudowę w takich terenach. Ale to inna skrzynka gwoździ.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 18.07.2009 09:38

Zgadzam się to ludzie są sobie bardzo często winni.
Budują gdzie popadnie, bo Polak wie lepiej....potem płacze....

Komentarz został ukrytyrozwiń

Powódz to temat rzeka, a więc chciałem ograniczyć sie do jednego aspektu.
Jak twierdzą specjaliści, przy ocenie zjawiska powodzi trzeba sobie jedną podstawową rzecz uzmysłowić. Człowiek nie jest w stanie wygrać z tak potężną siłą natury. Może tylko ograniczać jej skutki. Kataklizm dotyka zarówno kraje biedne jak i bogate.
Wazne jest mądre i perspektywiczne planowanie i realizacja wszelkich mozliwych zabezpieczeń.
Polisa ubezpieczeniowa jest oczywiście rozwiazaniem w skali mikro, bo i tak ktoś musi ciężar odszkodowań ponieść...

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 17.07.2009 22:40

Artykuł jest zaledwie kropelką w morzu, gdyż odsłania tylko fragment prawdy o powodziach i ich skutkach jakie nas dotykają coraz częściej. Faktem jest, że trzeba wymagać od władz żeby coś w tym kierunku zrobiły, niestety władze u nas w kraju tak szybko się zmieniają, że nie nadążamy ich zapamiętać. Dużą rolę odegrać tu powinni samorządowcy lokalni. Pozwolenie na budowę wydają władze lokalne , znając ukształtowanie i usytuowanie terenu zdają sobie sprawę z tego, że stanowi on w pewnym sensie jakieś zagrożenie. Ceny takich parceli są wtedy niższe i chętnych do ich nabycia nie brakuje… Problem miejskich aglomeracji też budzi wiele zastrzeżeń. Aglomeracja miejska rozbudowuje się błyskawicznie. Przybywa budynków, każdy musi mieć przyłącze do kanalizacji, a kanalizacja…. Każda kanalizacja odprowadzająca ścieki ma swoją przepustowość i musi posiadać określony procent zapasu swej przepustowości, chociaż by ze względu na intensywne opady, roztopy. Kanalizacje naszych miast nie posiadają żadnych zapasów, a wręcz są już przepełnione, że ledwie nadążają z bieżącym odprowadzaniem ścieków. Studzienki odbierające wody opadowe w większości przypadków działają na takiej zasadzie, że woda zbiera się w studzience i duża część jej wsiąka w ziemię, mało kiedy studzienki wód opadowych maja odprowadzenia do ścieków. ( Sprawdzono). Sztaby kryzysowe hm. O zgrozo!!! Kto tam zasiada, czym dysponują? Jaka jest koordynacja działań ! Jeżeli już, to wszystko ogranicza się do regionu, a gdzie koordynowanie zaporami na całej długości rzek? Powódź się skończyła, rząd pieniądze da lub nie i wracamy punktu wyjścia. Kadencja samorządowców się kończy, powodzie to już problem następców.. Brak ubezpieczenia to notoryczny problem, a raczej skąpstwo właścicieli posesji. Proszę pamiętać, że ubezpieczyciel zapoznaje się ze stanem ryzyka, jakie niesie za sobą ewentualne wypłacenie odszkodowań i odpowiednio stawkę ubezpieczenia ustala. Potrafi też wyegzekwować poniesione straty z racji wypłaconych odszkodowań. Winni szybciutko się znajdą ( sprawdzono) Trzeba nagłaśniać takie sprawy, ludzi uświadamiać i artykuł jest tego dobrym przykładem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.