Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

67906 miejsce

Dlaczego tutaj jestem? - pyta Wiktoria w swoim liście

Współautorzy: Marta Wróbel

Choroba to ogromne obciążenie dla samego pacjenta. Codzienne zmaganie się z objawami choroby jest bardzo trudne. Ale jeszcze trudniejsze jest borykanie się z odrzuceniem społeczeństwa, z tym, że odmienność fizyczna jest przez ludzi traktowana, jako coś innego, czyli gorszego.

Dostałyśmy list od młodej dziewczyny z czterokończynowym porażeniem mózgowym, która nie mówi. Autorka tego listu prosi abyśmy jej tekst opublikowały. Oto jej refleksje, manifest - obojętnie jak to nazwiecie, który Wam prezentujemy.

Mam prawo

Dlaczego tutaj jestem?
Dlaczego pada deszcz?
Dlaczego nikt nie słyszy moich myśli?
Dlaczego tak niewielu ludzi chce je poznać?
Dlaczego ludzie ranią mnie i tego nie zauważają?
Dlaczego ludzie widzą tylko to, co na zewnątrz?
Dlaczego nie dostrzegają wnętrza drugiego człowieka?
Ciągle pytam, dlaczego?

Ktoś, kto jest zdrowy sam może zadbać o to, by inni cenili go nie za to jak wygląda, ale kim jest. Ale co mam zrobić ja?

W jaki sposób przekonać innych, że człowiek to nie tylko ciało, często słabe i chore, że człowiek to przede wszystkim jego myśli, duch. Jak mam przekazać innym swoje myśli, przecież nie mówię? Jak przekonać ich, że to, co myślę jest ważne, ciekawe? Pragnę to zrobić, ale jak? Wszyscy ciągle spieszą się, mają swoje sprawy, zadania.

Chociaż nie żyjemy w średniowieczu ( tak wiem, co oznacza ten termin) osoby niepełnosprawne nadal często są traktowane jak dziwadła, które wzbudzają zainteresowanie swoją odmiennością.

Człowiek, który siedzi na wózku inwalidzkim często więcej widzi. Inni nie dostrzegają go. A raczej dostrzegają tylko jego kalectwo. Nie widzą człowieka, widzą osobę niepełnosprawną.
Jeśli czegoś się bardzo pragnie, to spełnia się. Mam nadzieję, że uda mi się was przekonać, że człowiek na wózku ma takie same pragnienia, wątpliwości jak człowiek zdrowy. Ma takie same prawa. Myślę, ale co z tego. Ludzie widzą tylko moje chore ciało.

Ciekawa jestem czy ktoś wie, że wiele razy byłam w teatrze, kinie, restauracji. Nie tylko byłam, ale lubię np. oglądać sztuki teatralne. Gdy jest się na wózku nie jest to takie łatwe. Bez pomocy innych ludzi nie mogę samodzielnie wejść do teatru, restauracji. Często budynki, w których znajdują się te instytucje mają liczne schody, nie są dostosowane do potrzeb ludzi niepełnosprawnych.

Czy wiecie, jakie to trudne, gdy nie można krzyknąć NIE, odejść, gdy całkiem obcy ludzie chcą mnie głaskać po głowie? Komu ma to sprawić przyjemność? Mnie czy im? Ja tego nie lubię. Nie chcę również, by mówili do mnie jak do małego dziecka. By traktowali mnie jak biedulkę, nad którą trzeba się litować. To prawda jest mi ciężko. Wiele spraw, działań wymaga od mnie więcej wysiłku niż od ludzi sprawnych. Nie oczekuję jednak litości, współczucia. Oczekuję normalnego traktowania, pomocy w sytuacjach, w których sama nie mogę sobie poradzić. Pomocy, jakiej udzielają sobie ludzie zdrowi, gdy nie wystarcza im sił, lub gdy robią coś wspólnie.

Każdy człowiek w ciągu jednej chwili może stać się osobą niepełnosprawną, znaleźć się na wózku inwalidzkim. Możesz to być ty, mogą to być twoi rodzice, rodzeństwo, koledzy. I co wtedy? Zobaczysz jak szybko przestaniesz być dla nich atrakcyjny? Jak szybko możesz zostać sam? Bo nie jesteś już taki szybki. Bo nie możesz robić wielu rzeczy. Bo nie mówisz? Czy oznacza to jednak, że nie będziesz myślał? Pomyśl o tym czasem. Trudno poznać, polubić kogoś po jednorazowym spotkaniu. By mieć przyjaciół trzeba móc przebywać wśród ludzi, nie sporadycznie, lecz systematycznie. Nie wystarczy raz spotkać się z osobą niepełnosprawną i do tego jeszcze obiecywać kolejne wizyty. Pytam, po co? Po to, by poczuć się lepiej. Może po to, by zdobyć kolejne punkty np. potrzebne do oceny z zachowania lub by napisać wywiad do szkolnej gazetki?

Dla ludzi fakt, iż jestem osobą niepełnosprawną, a w dodatku nie mogę porozumiewać się w konwencjonalny sposób oznacza również, że nie mogę czuć się oszukana, zraniona, że nie można mnie obrazić. Nie powinnam też według tych ludzi odczuwać wściekłości, złości czy smutku.

Ja tak jak inni ludzie mam prawo do życia. Do życia - nie do wegetacji. Ja też mam prawo wychodzić z domu, przebywać wśród ludzi, poznawać świat. Prawo do życia ma nie tylko moje ciało, ale także mój duch. To nic, że moje fizyczne życie jest okaleczone, ale mój duch jest zdrowy, silny, aktywny i nadal nie może pogodzić się z tym, że moje ciało mnie nie słucha. To nie jest cała prawda. Kalectwo mojego ciała jestem w stanie znieść. Nie mogę pogodzić się z tym, że nie mogę mówić.

Lekarze na wszystkie dolegliwości przepisują lekarstwa. Myślę, że to mnie nie uzdrowi. Czy oznacza to, że ja nic nie czuję? Niektórzy myślą, że jestem jak roślina. Do życia potrzebuję tylko jedzenia i ciepła. Spróbujcie być tylko rośliną. Ja nią na pewno nie jestem!

Jedno z praw człowieka brzmi Zakaz tortur". Powiecie przecież: Nie jesteś poddawana torturom. Wszystkie niedogodności, na które jest narażone moje ciało wytrzymam. Wszystkie fizyczne bóle zniosę. Najgorsze są inne tortury. Słowa ludzi, które ranią. Traktowanie mnie jak małego, głupiutkiego dziecka. Traktowanie mnie tak, jakby mnie nie było, chociaż jestem razem z innymi uczestnikami spotkania, czy rozmowy.

Czy mam prawo do wolności i bezpieczeństwa osobistego? Czy jestem wolna? NIE. Mój wózek, brak możliwości samodzielnego działania jest dla mnie ogromnym ograniczeniem. Wolny jest mój umysł, moje serce.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (16):

Sortuj komentarze:

Tylko czy to jest właściwe, gdy ktoś obcy podchodzi do człowieka np. siedzącego w parku na ławce, stojącego na przystanku i zaczyna głaskać go po głowie lub rękach? Jak w takiej sytuacji reagujemy? Odsuwamy się. Uchylamy. Równocześnie słownie protestujemy. W naszej najbiżej nas otaczajacej sferze intymności są zazwyczaj bardzo bliscy nam ludzie. Czasem odsuwamy się gdy ktoś obcy zaczyna z nami rozmawiać z takiej odległości jakby był naszym przyjacielem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ma pan rację, ale ta osoba musi mieć kogoś kto pokaże drogę, da sygnał do działania, pokaże że są jakieś możliwości.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ludzie niepełnosprawni są bardzo często zdolni, kreatywni z pomysłami, ale boją się pokazywać to co potrafią. Boją się że kolejny raz zostaną wyśmiani ( często są w życiu poniżani ). Boją się dać sobie szanse jak to Pani Aniu Pani napisała. Dlatego ważne jest zrozumienie i chęć pomocy...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Magdo, Marto! Bardzo dobry, mądry i ważny tekst - gratuluję:-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wstrząsające i prawdziwe wyznania. Ale jednak zbyt skrajny osąd ludzi, którzy chcą Autorkę "głaskac po głowie" . Oni z głębi serca chca uczynić jakiś dobry, ludzki i przyjazny gest, chcą wyrazic swoje dobre i przyjazne emocje, a nie za bardzo wiedzą jak. nawet gdy kryje sie za tym litośc, na ktorej rzekomo nikomu nie zalezy, nie potępiajmy ich. Obrażająć się nich, także ich ranimy. Czyli postępujemy akurat tak samo, przeciwko czemu protestujemy

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgadzam się z Panią Karoliną od osób którym się pomaga można wiele otrzymać. Może to być ich uwaga, czas czy troska itd. Tutaj nie ma litości jest zwyczajna a może niezwyczajna miłość bliżniego. Ustąpienie miejsca osobie niepełnosprawnej to zwykły ludzki odruch, wyraz dobrego wychowania, miłości bliżniego tutaj nie ma nic z litości. Matka Teresa z Kalkuty mówiła:"Zawsze ilekroć pozwolisz, by Bóg pokochał innych przez Ciebie, zawsze wtedy jest Boże Narodzenie." a przecież lubimy czas Bożego Narodzenia.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 16.11.2009 16:10

Relacja z osobami,którym pomaga się,nie może być relacją jednostronną..nie tylko dawanie..One też nas uczą miłości do życia.Tu raczej niema litości a jest zrozumienie i wzajemna troska.

A poza tym ,sama niewiem czy nie będe kiedyś postawiona w takiej sytuacji...

"W życiu ważne jest,aby wiedzieć,że możemy liczyć na pomoc przyjaciół" -Piotr Dolny

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Tadeuszu nie uraził mnie Pan. Rozumów też nie pozjadałam. Jednak jestem przekonana, że ludzie nie potrzebują litości, tylko wsparcia, pomocy. Zarówno zdrowi jak i chorzy (oczywiście chorzy potrzebują go więcej). Można łagodzić negatywne reakcje tak jak Pan to proponuje. Tylko czy rzeczywiscie bez szkody dla innych? Tutaj nie jestem już tego pewna. I bardzo nie lubię, gdy ktoś do mojego Taty mówi dziadku (oczywiście poza wnukami biologicznymi i przyszywanymi). Pozdrawiam serdeczie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wszystkim polecam książkę "Skafander i motyl" autor JAN -DOMINIQUE BAUBY. Jej autor był dziennikarzem, redaktorem naczelnym "Elle" , zmarł w 1997 r. Jest zarazem głównym bohaterem ksiażki. Jeszcze raz gorąco polecam wszystkim, którzy zmagają się z próbą zrozumienia niepełnosprawnych fizycznie osób.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Jadwigo, wszystko można tłumaczyć lękiem i bezradnością. Zawsze znajdziemy coś dzięki czemu wytłumaczymy nasze działanie lub jego brak. Dotyczy to zarówno zdrowych jak i chorych. Mówimy o integracji osób niepełnosprawnych ze zdrowymi. Powinno być inaczej to zdrowi powinni integrować się z niepełnosprawnymi (Dlaczego, bo są zdrowi i maja wręcz nieograniczone możliwości). To zdrowi powinni mieć nie tylko świadomość, ale również chęci wyrażające się miedzy innymi w czasie przeznaczonym na to działanie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.