Dziennikarz Obywatelski 2010 Roku w kategorii Multimedia i zdobywca największej liczby głosów SMS-owych, Grzegorz Frąc, o sobie dla czytelników serwisu Wiadomości24.
Urodziłem się 18 lipca 1988 roku w Jaworze, ale większość życia spędziłem w Legnicy. Dla spoglądającej z okna na ósmym piętrze mamy, musiałem być maleńki. W rzeczywistości zawsze byłem najwyższy w gronie moich znajomych. Gdy licznik zatrzymał się na 197 centymetrach odetchnąłem z ulgą. Od najmłodszych lat pasjonowały mnie wszelkie odmiany sportu, zarówno osobiste jego doświadczanie, jak i śledzenie medialnych doniesień. Przez kilka lat byłem bramkarzem w juniorskich drużynach Miedzi Legnica i choć przygodę zakończyłem z kontuzjowanym barkiem i wielką, pooperacyjną blizną na ramieniu, to niczego nie żałuję. Sport nauczył mnie wielu rzeczy i robi to nawet dziś, gdy wraz z kolegami ze studiów spotykam się by pograć w piłkę, albo porzucać do kosza.
Na studia wybrałem się do Wrocławia, gdzie zgłębianie tajników dziennikarstwa na tamtejszym Uniwersytecie miało pewnego dnia pozwolić mi być, choć w niewielkim stopniu, podobnym do Zdzisława Ambroziaka. Niestety okazało się, że studia w Polsce są rajem dla przeciętniaków, wylęgarnią magistrów "bezrobocia". Na drugim roku zacząłem język angielski na Nauczycielskim Kolegium Języków Obcych we Wrocławiu, by mieć strefę bezpiecznego lądowania. Rok później zostałem stypendystą Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Wraz z końcem czerwca wylatuję do Londynu, gdzie odbędę trzymiesięczny staż w redakcji tygodnika Cooltura.
Należę do pokolenia, o którym media ostatnio piszą, jako o generacji straconej. Podróże po Polsce przekonują mnie jednak, że moi rówieśnicy często prezentują poziom o wiele wyższy niż osoby od nich starsze. Ludzie z pokolenia +40 są w mojej opinii historycznie i ideologicznie skrzywdzeni. Nauczono ich bezradności i stawiania wymagań innym. Świat w którym przyszło żyć mi i moim rówieśnikom, jest tworem powstałym również na skutek ich działań. A kult „ciasnych umysłów”, konserwatyzm i roszczenie sobie prawa do decydowania za inne istoty ludzkie to potworki, szerzące się przeważnie w głowach przedstawicieli starszych pokoleń.