Facebook Google+ Twitter

"Do Amsterdamu", czyli piwo, piosenki i śpiew w Teatrze Polskim

Jeśli mieszkasz w Warszawie i masz ochotę spędzić wieczór w towarzystwie piosenki i humoru, to koniecznie odwiedź Amsterdam w Teatrze Polskim.

Muzyczny spektakl w reżyserii Adama Biernackiego to przedstawienie, którego koniec następuje o wiele za szybko. Zachwycona publiczność kilkakrotnie wywoływała aktorów i muzyków na scenę, by jeszcze przez chwilę pozostać w świecie piosenki Jacques’a Brela. Co sprawia, że nawet trzykrotny bis to wciąż za mało dla zachwyconej widowni?

Aktorskie trio w składzie Izabella Bukowska, Piotr Bajtlik i Wojciech Czerwiński w spektaklu „Do Amsterdamu” zabiera widza w podróż złożoną z dźwięku i słów, humoru i łez, wiary i zwątpienia. Kolejne utwory to opowieści sytuacjach, często znanych z życia codziennego. Szkoda tylko, że początkowo wszystko przebiega nieco chaotycznie, a poszczególne piosenki nie tworzą zwartej całości. Raz widz słyszy żale mężczyzny, którego żona sypia z innym, po chwili dochodzą do niego skargi księdza przeżywającego kryzys wiary, a zaraz dowiaduje się o przeżyciach młodej kobiety, którą czeka niedalekie zamążpójście. Trochę brak w tym spójności, co jednak nie umniejsza walorów estetycznych spektaklu, szczególnie obecnych w dalszej części.

Na pochwałę zasługuje Piotr Bajtlik, którego świetny, mocny głos idealnie współgra z tematami wykonywanych przez niego piosenek. Z kolei umiejętnościami aktorskimi zachwyca Wojciech Czerwiński, który gładko i sprawnie wciela się w role zarówno nieporadnego rogacza, jak i wielbiciela piwka w portowym barze. Ponadto, odgrywane przez niego emocje sprawiają wrażenie autentycznych, przez co widz współczuje biedakowi zdradzanemu przez żonę i cieszy się, gdy ten wyzwala się z toksycznego miłosnego trójkąta. Natomiast Izabella Bukowska to chodzący wulkan energii, który wybucha przede wszystkim przy piosence „Flamandowie”. Zresztą, ten utwór to popis całej trójki, która nie tylko wzorowo śpiewa, ale i świetnie się bawi, dając w ten sposób wiele radości widzom.

Piosenki napisane i skomponowane przez Jacques’a Brela królowały w latach 60. Europa nuciła wówczas „Amsterdam”, „Walc na tysiąc pa” czy „Nie opuszczaj mnie”. Polskie tłumaczenia, stworzone przez Wojciecha Młynarskiego, Jerzego Menela, Dariusza Wasilewskiego, Józefa Opalskiego i Romana Kołakowskiego wykonywane w zupełnie nowej aranżacji dają możliwość powrotu do najlepszych wzorców muzycznych sprzed pół wieku. Biernacki dodał do utworów garść humoru i szczyptę wulgarności, dzięki czemu amsterdamski port zdaje się być o kilka metrów od widza.

W końcu wszyscy płyniemy do jakiejś przystani, więc dlaczego ma nią nie być Amsterdam, w którym marynarze umierają, piją piwo i klną. Przesłanie wypływające z piosenek to właśnie próba zmuszenia widza do odpowiedzi na pytanie o sens jego podróżowania, o autentyczność przeżywanych sytuacji. Dlatego po wyjściu ze spektaklu wychodzi się zrelaksowanym, ale i nieco zadumanym. Oznacza to, że przedstawienie zapewniło nam katharsis.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Bardzo zgrabnie napisana recenzja (5*). Poza tym lubię piosenki Brela.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.