Facebook Google+ Twitter

Do boju Polsko! O Euro 2012

  • Źródło: Głos Wielkopolski
  • Data dodania: 2007-04-13 12:48

18 kwietnia 2007 roku może zmienić historię naszego kraju. Za pięć dni w samo południe dwunastu członków Komitetu Wykonawczego UEFA zadecyduje w walijskim Cardiff, kto zorganizuje 14. Finały Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej.

Jeśli Euro 2012 trafi do Polski i Ukrainy, w obu krajach nie tylko będzie wielka radość, ale i pewność, że przez pięć lat zmieni się wokół nas rzeczywistość. Zanim jednak dowiemy się, czy władze piłkarskie postawią na wschodzące rynki, porównajmy szanse wszystkich kandydatów.
Czy Polsce uda się zostać współorganizatorem Euro 2012?
Oprócz Polski i Ukrainy o trzecią imprezę sportową na świecie (po piłkarskich MŚ i igrzyskach) walczą Węgry wspólnie z Chorwacją oraz Włochy. Dzień przed ogłoszeniem organizatora imprezy odbędzie się ostatnia prezentacja kandydatów. Polskę mają reprezentować m.in. trener piłkarskiej kadry, Leo Beenhakker, Artur Boruc, Ebi Smolarek i prezes Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, Irena Szewińska. Honoru naszych wschodnich sąsiadów bronić będą natomiast słynny tyczkarz Siergiej Bubka i nie mniej słynny piłkarz, Andrij Szewczenko.

Europejska rodzina

– Stawiamy na emocje, czyli przede wszystkim na wspaniałych kibiców oraz turystyczne walory obu krajów. Nasza propozycja to połączenie Wschodu z Zachodem, czyli wykorzystanie hasła integracji z europejską rodziną – wyjaśnił Michał Nykowski, szef Projektu Euro 2012.
Jego zdaniem mamy 80 procent szans na sukces. W zwycięstwo naszej oferty wierzy też kapitan Lecha, Piotr Reiss, ale przestrzega przed lekceważeniem rywali.
– Z natury jestem optymistą, więc bardzo liczę na wygraną. Z grona przeciwników wyżej oceniam szanse Włochów, którzy mogą być zdeterminowani w walce o Euro ze względu na konieczność modernizacji stadionów. Mistrzostwa świata mieli 17 lat temu i ich sztandarowe obiekty lekko się już zestarzały – zauważył Piotr Reiss.

Boniek się obraził

Mniej entuzjastycznie nasze możliwości ocenił Zbigniew Boniek, który miał być w polskiej ekipie jadącej na głosowanie do Walii, ale ostatecznie nie przyjął zaproszenia. Były wiceprezes PZPN obraził się, że niektórzy działacze sugerowali, że może sprzyjać... Włochom.
– W Cardiff mamy takie szanse, jak zespół środka tabeli, który przyjeżdża do Warszawy na Łazienkowską. Jest w stanie wygrać z Legią, ale faworytem na pewno nie jest. Przecież Polska nie organizowała dotąd nawet finału Pucharu UEFA czy finałów mistrzostw kontynentu do lat 21. Dlatego opowiadanie kibicom, że jesteśmy faworytami w wyścigu o Euro 2012, uważam za bezsens – mówił w jednym z wywiadów Zbigniew Boniek.

Problemy mają wszyscy

Niektórzy uważają też, że naszą pozycję osłabiła afera korupcyjna w polskiej piłce, a także niestabilna sytuacja polityczna na Ukrainie. Zawieszenie w prawach członka FIFA i UEFA już nam jednak nie grozi. Natomiast próba sił na kijowskim Majdanie też raczej nie grozi wybuchem społecznym.
Zresztą kłopoty mają wszyscy kandydaci. Włosi nie tylko z krewkimi fanami, ale również z czystością rozgrywek. Przed ubiegłorocznym mundialem aferę korupcyjną zakończyły degradacje i minusowe punkty dla najbardziej zaangażowanych w kupowanie meczów klubów. Z kolei na Węgrzech podczas wizyty delegatów UEFA fani Honvedu Budapeszt bezpardonowo wkroczyli do sali obrad, chcąc wymusić na działaczach finansową pomoc... dla ich ukochanej drużyny. W Chorwacji zaś nie mogą sobie poradzić z rasistowskimi flagami i okrzykami kibiców.

Zbliżymy się do siebie i... Europy

Sceptycy Euro w Polsce zwracają uwagę, że turniej organizowany przez dwa państwa może być zbyt dużym wyzwaniem, zwłaszcza że oba kraje nie mają poważnego doświadczenia w przeprowadzaniu wielkich imprez. Wątpliwości rozwiał Friedrich Stickler, prezydent Austriackiego Związku Piłki Nożnej. Austriacy wspólnie ze Szwajcarami będą gospodarzami ME w przyszłym roku.
– Chcemy przenieść fantastyczną atmosferę z Portugalii. Zorganizujemy najwspanialsze zawody piłkarskie w festiwalowym duchu. Współpraca między naszymi dwoma małymi krajami dała nam bardzo wiele. Niewątpliwie odczujemy wzrost znaczenia naszych narodowych federacji piłkarskich, wzrośnie poziom naszego futbolu no i oczywiście spodziewamy się korzyści czysto ekonomicznych. Jesteśmy najlepszym dowodem na to, że nie tylko silne piłkarsko kraje mogą dostać taką szansę – przyznał Friedrich Stickler.
Polska i Ukraina też nie są futbolowymi potentatami, ale zdaje się, że mają więcej atutów niż Austria i Szwajcaria. – My budujemy standardy demokratyczne od kilkunastu lat, Ukraińcy – od kilku. Mamy w dodatku potencjał w postaci 90 milionów obywateli. Teraz jest najlepszy moment, żeby nasze rynki jeszcze bardziej zbliżyć do trochę wypalonej już Europy – stwierdził z kolei prezes PZPN, Michał Listkiewicz.

Dziwna walka miast

O finały ME walczy trzech kandydatów, ale w tle zmagań na szczytach władzy toczy się bezpardonowa rywalizacja miast i ich stadionów o organizację turniejowych meczów. Polska wytypowała sześć obiektów. Oferta Poznania została najwyżej oceniona, więc znalazł się on w pierwszej czwórce, ale coraz głośniej mówi się o tym, że UEFA po wytypowaniu zwycięzcy zarządzi nowe rozdanie.
– Nie ma sensu martwić się na zapas. Po pierwsze, być może w Euro 2012 zagrają 24 zespoły, a nie tak jak dotychczas 16, więc wtedy będą potrzebne stadiony we wszystkich sześciu miejscach. A po drugie, sam zapis o miastach głównych i rezerwowych jest czysto umowny. Do Euro zostało pięć lat i Kraków wcale nie stracił swojej szansy. Macie duży plus – prawie gotowy stadion. A choćby w Warszawie może być spory problem z wybudowaniem obiektu – pocieszał krakowskich włodarzy Michał Nykowski. Kilka dni później przekonywał jednak wszystkich, że pozycja Poznania jest niezagrożona...
– Z tym wyborem miast to dziwna sprawa. Postawiono na Gdańsk i Wrocław, choć w obu ośrodkach nie ma odpowiednich stadionów ani drużyn w ekstraklasie. W Krakowie są dwa pierwszoligowe kluby i rozbudowywany oraz modernizowany obiekt Wisły. Mimo to znalazł się on tylko na liście rezerwowej. Boję się, że jak nie wywalczymy Euro, to nasz stadion nie stanie się supernowoczesny tak szybko, jak myślimy. Pewnie zabraknie środków i motywacji. Jeśli o wszystkim zadecydują pieniądze, to nie mamy szans, ale jak działacze UEFA postawią też na rozsądek, to w Cardiff możemy mieć swój wielki dzień – przewidywał Piotr Reiss.

Liczby Euro 2012

3 – tylu kandydatów zostało na placu boju
12 – tyle miast ma szanse zorganizować mecze finałowe, jeśli turniej odbędzie się w Polsce i na Ukrainie
35 – tyle milionów Polaków i Ukraińców zadeklarowało chęć chodzenia na stadiony podczas trwania mistrzostw
150 – co najmniej tyle milionów euro musi się znaleźć w budżecie imprezy
200 – w tylu krajach będzie można zobaczyć relacje telewizyjne z finałowych meczów
1800 – tyle osób będzie zaangażowanych w organizację każdego spotkania ME

Przyjdźcie na Plac Wolności!

Poznaniacy będą mogli wydarzenia z Cardiff śledzić od godziny 11. na Placu Wolności. Ustawiony zostanie tam specjalny telebim. W środowy poranek na ulicach Poznania pojawi się też autobus, reklamujący Euro 2012. Jeśli wygra oferta Polski i Ukrainy, feta po południu przeniesie się na stadion przy Bułgarskiej, gdzie o godz. 18 rozpocznie się mecz Lecha z Pogonią Szczecin. - Nie chcemy przesadzić z wydatkami, bo w razie niepowodzenia możemy narazić się na krytykę mieszkańców - tłumaczy Ewa Bąk, dyrektor Wydziału Kultury Fizycznej i Turystyki Urzędu Miasta. Znajdzie się ona w 3-osobowej delegacji Poznania na wybory Komitetu Wykonawczego UEFA. Na jej czele stanie wiceprezydent Maciej Frankiewicz, a prezydent Ryszard Grobelny na wieści z Walii będzie czekał razem z poznaniakami. Półgodzinną relację z Cardiff (początek o godz. 11.30) przeprowadzi Eurosport. Transmisję zapowiada również TVP.

Surkis, czyli człowiek-klucz

Pieniądze rzeczywiście nie są naszym atutem w globalnej skali. Inicjatorem organizacji finałów ME w Polsce i na Ukrainie był jednak człowiek, który nie narzeka na brak gotówki. Mowa o prezesie Ukraińskiej Federacji Piłkarskiej, Hryhoriju Surkisie. Od trzech lat zasiada on w Komitecie Wykonawczym UEFA, ale w środę nie weźmie udziału w głosowaniu.
Fortuny dorobił się, stojąc na czele koncernu przemysłowo -finansowego ,,Sławutycz”. A potem budował potęgę kijowskiego Dynama, które od połowy lat 90. regularnie gra w Lidze Mistrzów. Surkisowi tak bardzo zależało na dobrych wynikach, że swego czasu sprezentował sędziom tureckie kożuchy. Sprawę wyciszono, ale pozostało przekonanie, że ukraiński prezes lubi przemawiać do wyobraźni ludzi w niekonwencjonalny sposób. Jeśli pogłoski o jego wpływach w UEFA są prawdą, to o wynik głosowania możemy być spokojni...
Radosław Patroniak

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Coś mi się nie chce wierzyć żeby Polska wygrała...Ale kto wie?... Trzymam kciuki!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.