Facebook Google+ Twitter

Do e-mowy uwag kilka...

,,Skonektował się z hostem i łejtuje na replaj”. Czyż nie przypomina to panatuwimowej „holajzy”?

Podzwonne dla profesora Miodka

Konflikt pokoleń jest oczywistym faktem. Tym oczywistszym, im człowiek jest starszy. No cóż! Moja młodość odeszła w odległe czasy, a i wiek średni dopełnia się szybciej niż bym sobie tego życzył. Pozwala mi to bez większego trudu dojść do takiej oto konstatacji: kolejne, nadchodzące po sobie pokolenia rezygnują z ambicji kulturalnych w większym niż ich poprzednicy stopniu.

Współcześni młodzi ludzie za grzech największy mają czytanie książek, „obcowanie” (czemu nie przyjaźnienie się?) ze sztuką, posługiwanie się poprawną polszczyzną. Słuchają „lepiszcza” trzech dźwięków, nazywając to muzyką! Fascynują się tekstami raperów czy hiphopowców, określając to mianem poezji.

Zgroza, ruja, porubstwo…

Drżyj, wielce mi szanowny, profesorze Miodek – biją na pogrzeb. Na pogrzeb polskiej kultury i polskiego języka. Czy należy, ba! czy choćby można się dziwić, że młodzież używa języka polskiego lub polskopodobnego w przedziwny zaiste sposób. Od kilkudziesięciu, a na pewno od kilkunastu lat, nauki humanistyczne znajdują się w „najgłębszej pogardzie” (kilkanaście miesięcy temu zmarł Jacques Derrida; jego śmierć przeszła bez echa!!! A propos – kto zacz koteczku Derrida?).
Sukcesy święcą nauki techniczne. Gdzie te czasy kiedy technica była jedynie nauką służącą wygodzie wyznawców theorii!

Dokąd zmierzasz świecie?

Nauki techniczne wiodą zatem prym, a że rozwijają się głównie w innych częściach świata niż Polska, to i przynoszą ze sobą nomenklaturę obcojęzyczną. Język polski zaczął się więc roić współczesnymi „makaronizmami”. Ot, próbka: ,,skonektował się z hostem i łejtuje na replaj”. Czyż nie przypomina to panatuwimowej „holajzy”? A te „drajwery” i „interfejsy”… Jednak nie tylko w słownictwie problem. Ogromny wpływ na kształtowanie języka wywiera także słowo pisane. Z tego punktu widzenia niebezpiecznym wrogiem kultury językowej jest internet. Jest to paradoksalne, gdyż ma on przeogromne możliwości kulturotwórcze, ale na razie pozostają one - by użyć określenia popularnego w świecie internetowym - w sferze wirtualnej. Sfera realna zaś przepojona jest infantylizmem, przejawiającym się w zastępowaniu słowa ilustracją, przy czym ilustracja jest z reguły kiepskiej jakości, za to się rusza i wydaje dźwięk.

Tak wygląda nowa mowa. Żeby nikt się nie połapał o co chodzi, ukuto na ten infantylizm mądre słowo - póki co bez słowa jednak ani rusz - ,,multimedia”. Wracamy do pisma obrazkowego. Piktogramy, coraz powszechniej zwane ikonami (jak nazywać w takim razie ikony?) dokładają swój kamyczek do ogródka infantylizmu. Kamyczek ten nosi nazwę ,,juzer-frendly interfejs”. Ale prawdziwa zaraza to internetowa epistolografia. Kto dzisiaj pisze listy na papierze? Jeśli nawet jeszcze pisze, to niebawem przestanie i będzie korzystał z poczty elektronicznej, gdzie tymczasem niepodzielnie zapanuje pisanie byle czego i byle jak, używanie skrótów, makaronizmów, no i przede wszystkim będzie obowiązywał całkowity zakaz stosowania polskich liter. Małe są szanse, że jakiś ,,standard” wygra, a żeby listy nie przychodziły w postaci krzaczków-maczków, trzeba będzie unikać polskich znaków diakrytycznych.

Słowo pisane to oczywiście nie tylko internet. To przede wszystkim codzienna prasa i literatura – zwana kiedyś piękną – dziś niepiękna. O prasie codziennej – nie bez racji zwanej brukową – nie wspominam. Język, którym posługują się dziennikarze (najmimordy mówią złośliwcy) urąga wszelkim zasadom, rządzącym polszczyzną. Z kulturą ma tyle wspólnego ile remiza z filharmonią. Literatura epatuje słowami obscenicznymi. Film, sztuka teatralna również.

Czy w związku z tym należy się dziwić takiej oto (bardzo powszechnej) scence. Matka do kilkuletniego syna: „zamknił pysk sk…synu bo ci przy…dolę…”. „ No i ch…” – odpowiada synek. Autentyczne – podsłuchane w parku Sowińskiego w Warszawie! Jak słodko brzmią pisane za czasów „komuny” hasła i obwieszczenia: „Wszystkie nasze serca, myśli i czyny socjalistycznej ojczyźnie” (napis z muru więziennego, umieszczonego tam z okazji 1 Maja), „z powodu choroby sklepowa daje od tyłu” (wywieszka na drzwiach sklepu pod Wyszkowem) czy „kiosek zamknięty, bo my go zamkli, bo odbytu nijak nie było” (napis na budce w miejscowości nomen omen Tumanek) czy cytat z przemówienia towarzysza Wiesława o tym, jak „dysydenci manipulują członkiem pod płaszczykiem…”.

I na koniec autentyczny cytat z akt milicyjnych, spisanych przez panią sierżant (z litości pominę nazwisko): „ mężczyzna uf, załatwiał się – szczał, na skrzyżowaniu, męskim, grubym (co za spostrzegawczość!) członkiem płciowym, a na zwróconą przeze mnie uwagę zelżył mnie słowami pochodzenia zagranicznego – bonżur ty stara k…”.

Śmialiśmy się z tego 20 - 30 lat temu. Pan profesor Miodek miał nad czym myśleć i pracować. Dziś, siedząc w pubie, dokonując zakupów w markecie słuchamy nowomowy i popłakujemy z cicha za „komunistyczną nowomową”. Na larum biją, panie profesorze!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

Spóźniony plus za świetny artykuł o języku.

Komentarz został ukrytyrozwiń
akselbant
  • akselbant
  • 10.09.2006 18:42

w porzo, spoko, nara --- WYSWIG

Komentarz został ukrytyrozwiń
łodzianin
  • łodzianin
  • 01.08.2006 17:28

Wiele lat temu Grzegorz Miecugow w trakcie porannej audycji w radiowej Trójce zadał słuchaczom mniej więcej taką zagadkę: "Z czym się państwu kojarzy taka instrukcja? Włożyć palec w dziurkę, dociągnąć do języczka oporowego. Czynność powtarzać, aż do końca numeru. ...Otóż jest to fragment dawnej książki telefonicznej o tym, jak posługiwać się tarczowym aparatem telefonicznym". Bardzo mi się to wtedy spodobało.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Taki żarcik może nie na temat :). Byłem świadkiem jak facet robiący zakupy w sklepie spożywczym poprosił ekspedientkę o koncentrat pomidorowy, ekspedientka chyba niedosłysząc zapytała ów klienta czy z pomidorów, a on na to nie z truskawek. Mieliśmy ubaw po pachy. Taki żarcik sytuacyjny może zostać niezrozumiany.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dołączam się więc do zabawy. Z dawnych czasów przypomniał mi się napis na drzwiach sklepu: Mieli my kawę.
Ale i obecnie można się pośmiać, np. gdy ekspedientka, przyjmując reklamację, pisze notatkę na temat wadliwego towaru (sukienki): Szef się obraca (sic!).

Komentarz został ukrytyrozwiń
podobno
  • podobno
  • 30.07.2006 12:59

Bez przesady, są śmieszne rzeczy, ale nie jest tak źle. Z tego co wiem prof. Miodek sam stwierdził, że język ulega zmianie i wiele wyrazów w j. polskim czerpiemy z innych języków, teraz z j. angielskiego, tak jak kiedyś z łaciny...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja dołożę jeszcze do tego autentyczny fragment z zakresu obowiązków kelnerki z pewnego ośrodka wypoczynkowego. Brzmiał on tak: "Robienie lodów klientom w sezonie".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.