Facebook Google+ Twitter

Do garnka! Cel! Pal!

Kiedy wpada mi w ręce dowolna książka historyczna, opisująca zmagania wrogich armii, za każdym razem trafiam w niej na opisy żołnierskich kuchni. Wojak przecież też jeść musi.

Wnętrze wiejskiej kuchni. / Fot. Szymon NiemiecNie wiem, czy potrawa, którą chcę wam opisać, wzięła swoją nazwę wprost z arsenału Bellony. Niewątpliwie jednak wygląd zaproponowanych przeze mnie klusek nawiązuje do pewnego rodzaju uzbrojenia.
Co więcej, przepis ten poznałem w dosyć militarnych okolicznościach. Przekazała mi go bowiem żona nadleśniczego, z którego gospodarstwem przez wiele lat wiązało się moje dzieciństwo. A, że przepis musiałem zdobyć nieomal wojennym fortelem, przy udziale zdolności szpiegowskich, możemy śmiało przyjąć, że proponowaną potrawę zaliczyć można do łupów wojennych. Mieszkańcy wschodniej Polski już zapewne zorientowali się, o czym chcę wam dzisiaj opowiedzieć. Zatem drogie Panie i drodzy Panowie...

Garnek kartaczami załadować!

Kartacze, w nomenklaturze wojskowej, to specjalne pociski, stosowane w dawnych armiach. Miały ogromną siłę rażenia, gdyż po uderzeniu w cel dodatkowo rozrywały się. Nasze kartacze również posiadają ogromną siłę rażenia...smakiem i sytością. Muszę przyznać, że jest to jeden z nielicznych rodzajów klusek, których nie jestem w stanie zjeść więcej niż 3 - 4 sztuki. Wspaniale bowiem zapychają żołądek i stanowią doskonałą zaprawę dla wszystkich tych, którzy lubią łazić godzinami po bezdrożach. Są także bardzo proste w przygotowaniu i znakomicie nadają się do odgrzewania na patelni. Kartacze są bardzo dobrze znane mieszkańcom wschodniej Polski, oraz Litwy, skąd się wywodzą. Aby jednak nie pozbawiać mieszkańców pozostałych części naszego kraju tego wyjątkowego przysmaku, postanowiłem podzielić się nim z wami.

Działania bojowe

Przygotowanie kartaczy zaczniemy od zrobienia nadzienia. Będziemy potrzebowali trzech rodzajów mięsa w równych ilościach. W oryginalnym przepisie Ciocia Henia używała wołowiny, wieprzowiny i dziczyzny. Ponieważ jednak zdobycie dziczyzny w dzisiejszych czasach nie jest rzeczą najprostszą, polecam zastąpienie jej baraniną lub dowolnym innym mięsem.

Mięso mielimy i mieszamy razem w misce. Dodajemy do masy mięsnej pieprz, sól, majeranek i mielone ziarna jałowca (tego ostatniego naprawdę odrobinę, jedynie dla smaku). Masa mięsna musi być dobrze wyrobiona, jeżeli wyda się nam nieco zbyt rzadka, warto dodać odrobinę tartej bułki. Kiedy mamy gotowe nadzienie, zabieramy się do samych klusek.

Obrane z łupin ziemniaki (tyle, ile ich mamy) dzielimy na pół. Jedną część gotujemy na miękko, drugą zaś ścieramy jak na placki ziemniaczane. Odciskamy większość soku ze startych ziemniaków i pozwalamy mu chwilę się odstać, aby na dnie naczynia zebrała się naturalna skrobia, którą z powrotem dodajemy do masy ziemniaczanej. Ugotowane i ostudzone ziemniaki ubijamy na masę, do której dodajemy powoli surowe kartofle. Całość dobrze wyrabiamy ręką, aby uzyskać jednolitą konsystencję. Masa powinna przypominać nieco ciasto na pyzy. Jeżeli jest za rzadka, dodajemy trochę mąki ziemniaczanej. Tym sposobem mamy przygotowane wszystko do wielkiego finału.

Przygotowanie do wystrzału

Przyszedł czas na lepienie kartaczy. Sprawa wymaga wyczucia. Jedną ręką nabieramy masy ziemniaczanej. Rozklepujemy ją na dłoni i nakładamy nadzienie. Na jednego kartacza powinniśmy dać mniej więcej łyżkę stołową nadzienia. Całość zawijamy i formujemy w kulę. Kartacze robione przez Ciocię Henię były mniej więcej wielkości dwóch pięści, ale nic się nie stanie, jeżeli wasze będą mniejsze. W dużym garnku zagotowujemy osoloną wodę z listkiem laurowym. Do wrzątku wrzucamy po kolei nasze kule. Pozwalamy się im gotować, aż wypłyną na powierzchnię.

Cel! Pal!

Ugotowane kartacze wyjmujemy z garnka i podajemy z podsmażoną cebulką. Prawdziwym jednak sekretem Cioci Heni było zostawienie kilku kartaczy na następny dzień i podawanie ich, pokrojonych w grube plastry i odsmażanych na tłuszczu. Potrawa ta jest bez wątpienia wysokokaloryczna, ale podczas wędrówek, polowań czy wycieczek, jest niezastąpionym źródłem siły i energii. Smacznego zatem i Darz Bór!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (13):

Sortuj komentarze:

Zazdroszczę

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 10.08.2007 16:06

Szymku, mamy tutaj rzeznika sprzedajacego dziczyzne, to nie byl problem :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gratuluje Adamie, że udało ci się nie tylko namówić szanowną małżonkę, ale i zdobyć dziczyznę.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 02.08.2007 09:57

Moja szanowna malzonka dala sie ublagac :-) i bylo jak u Cioci Heni... z dziczyzna...
Polecam kazdemu smakoszowi...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Uf.....mistrzu :) códawianki na kiju, że pozwolę sobię tak rzec, sliniawki pracują czytając o takich frykasach

Komentarz został ukrytyrozwiń

Hehe, to może ja się też przekonam (nie do garnków oczywiście) :)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Po dłuższej przerwie wkraczasz, Szymonie, z iście wojskowa werwą. I te kartacze! Oczywisty plus w strefie zdemilitaryzowanej, czyli w kuchni...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mniam (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 18.07.2007 20:03

Ago... :-)))

Mimo moich wielu niezaprzeczalnych zalet :-))) gotowanie czegokolwiek, procz wody na herbate, nie jest moja silna strona :-))))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Adamie

wścieknie się, bo doskonale gotujesz a jej wtedy "w bioderka idzie" czy wścieknie się bo nie gotujesz wcale, za to kartaczy (kartaczów??) zażądasz??

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.