Rajd z przeszkodami
Joanna Kowalska jeździ konno od pięciu lat. Również nie pierwszy raz wybrała się na rajd Transjurajskim Szlakiem Konnym. Pierwszy raz jednak była tak niemile zaskoczona przeszkodami, które napotkała po drodze. – Najgorzej było na odcinku z Mirowa do rezerwatu Ostrężnik. Powalone drzewa, których nie mogłam ominąć, zarośla utrudniające przejazd, spłoszone konie – wylicza turystka.
Pani Joanna uważa, że o utrudnieniach na szlaku powinna informować turystów jakaś tabliczka. – Wiem, że zwaliska drzew nie powstały z winy człowieka, że przechodziły nawałnice, ale przecież powinien tym szlakiem ktoś przejść i sprawdzić, w jakim jest stanie.
Poszukiwany właściciel
Lech Tota, prezes Oddziału Regionalnego Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego w Częstochowie, poinformował DZ, że oddział PTTK, którym kieruje, nie wyznaczał w Jurze szlaków konnych, a jedynie szlaki piesze i rowerowe.
Wszystkie szlaki turystyczne powinny być odnawiane co dwa, trzy lata. – Penetrujemy te trakty i sprawdzamy, czy znaki są czytelne, czy warunki atmosferyczne nie spowodowały zniszczeń. W miarę potrzeby zmieniamy przebieg szlaku, malujemy nowe znaki. Jeżeli na drodze znajdują się powalone drzewa, zgłaszamy ten fakt właścicielowi terenu, a interwencje podejmują służby leśne – mówi Jolanta Śledzińska, pełnomocnik do spraw promocji Zarządu Głównego PTTK.
W Nadleśnictwie Złoty Potok dowiedzieliśmy się, że odcinek szlaku, na którym nasza pani Joanna musiała pokonywać nieoczekiwane przeszkody, nie leży na terenie Lasów Państwowych, należy więc do prywatnych właścicieli. – Na naszych terenach na bieżąco usuwamy złomowiska. Szlaki turystyczne muszą być przejezdne, bo często są jednocześnie drogami pożarowymi – mówi Irmina Barczyk z Nadleśnictwa Złoty Potok.
Zaznacza jednak, że leśniczy nie jest w stanie dotrzeć do wszystkich utrudnień na drodze w momencie ich powstania. Dlatego zarówno nadleśnictwa, jak i organizacje, które wyznaczały trasy, czekają na sygnały o zagrożeniach przekazywanych przez samych turystów.
Znaczyć każdy może

PTTK odnawia szlaki, jeśli dostanie na ten cel fundusze z Ministerstwa Gospodarki. Tymczasem w biurze Zarządu Głównego PTTK dowiedzieliśmy się, że w tym roku organizacja nie dostała ani złotówki na odnawianie szlaków konnych i kajakowych, a niewiele na renowację szlaków pieszych i rowerowych. – O środki na znakowanie szlaków turystycznych może ubiegać się w ramach konkursu każde stowarzyszenie, fundacja, gmina, osoba prywatna, gospodarstwo agroturystyczne. Jednostka taka musi tylko uzyskać zgodę na znakowanie od właściciela terenu. Nikt jednak nie kontroluje, w jaki sposób trasy są znakowane i czy w ogóle ktoś o nie dba. Efekt jest taki, że w kwestii wyznaczania szlaków turystycznych panuje w Polsce wielki nieład – twierdzi Jolanta Śledzińska.
PTTK bezskutecznie postuluje, aby wyznaczanie szlaków wreszcie doczekało się unormowania prawnego, które nakazywałoby znakować je według ujednoliconego systemu. – Teraz każdy może stosować różnorodną kolorystykę. W Beskidach niedawno spotkałam się ze szlakiem, który był oznakowany tabliczkami przytwierdzonymi gwoźdźmi do drzewa - opowiada Śledzińska.
Jej zdaniem, powinna też powstać centralna rejestracja wszystkich szlaków i każdy, kto wyznacza nowy trakt, musiałby dokonać stosownego zgłoszenia.
Nie ma winnych
Transjurajski Szlak Konny miał być w tym roku odnowiony, ale nie będzie, ponieważ nie ma na to pieniędzy. Marek Krzemień, przewodniczący Komisji Górskiej Turystyki Jeździeckiej Zarządu Głównego PTTK, zapewnia jednak, że trasa na pewno jest przejezdna.
Kogo jednak turysta może obciążyć odpowiedzialnością, gdy ulegnie wypadkowi na źle oznakowanym lub zaniedbanym szlaku? – Trudno mówić w tym wypadku o odpowiedzialności. Szlaki turystyczne w Polsce są niczyje – kwituje Marek Krzemień.
To, że Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze opiekuje się szlakami, które wyznaczyło i stara się pozyskać środki na ich renowację, jest tylko dobrą wolą tego towarzystwa. – Szlaki turystyczne powinny być własnością wojewody, który dostawałby z budżetu państwa określone dotacje i zlecałby komuś nadzór nad nimi, roboty przy odnawianiu i monitoring. Najlepiej naszej organizacji, bo znamy się na tym najlepiej – twierdzi Marek Krzemień.
Katarzyna Wolnik
PT