Facebook Google+ Twitter

"Do nowego anioła": Czy to jest miłość?

Krakowskie Wydawnictwo Znak jest gwarantem, że proponowana przezeń książka będzie tą z najwyższej półki. Ciekawe tematy, utalentowani autorzy to niewątpliwe atuty propozycji edytorskich Znaku. Tak też zapowiadało się i tym razem...

Okładka książki "Do nowego anioła" zaprojektowana przez Roberta Kleemanna / Fot. materiały Wydawnictwa ZnakZainteresowanie budziło już samo "z holenderska" brzmiące nazwisko autora, bo literatura tego kraju nie jest raczej nazbyt często tłumaczona na język polski. Arno Bohlmeijer, urodzony w 1956 roku w Wilnis, maleńkiej wiosce położonej między Utrechtem a Amsterdamem nie jest w Polsce pisarzem powszechnie znanym, choć jego pierwsza powieść, "Zupełnie się nie boimy", powstała 16 lat temu. Najnowsza na polskim rynku wydawniczym książka Bohlmeijera "Do nowego anioła" jest reklamowana jako "przepiękna, głęboka i pełna nadziei" opowieść, która "nie pozwoli zapomnieć o tym, iż jak śmierć potężna jest miłość".

Książka istotnie ma dość ciekawą formę, jest bowiem monologiem mężczyzny (jest nim sam autor), skierowanym do żony, Marian, która przez dwanaście dni przebywa w stanie śmierci klinicznej po wypadku samochodowym, a następnie zostaje odłączona od aparatury podtrzymującej życie. W narracji tej autobiograficznej powieści pojawiają się także, jakże by inaczej, dzieci państwa Bohlmeijer: 9-letnia Rosemyn i 6-letnia Phoebe, które wraz z ojcem przebywają w szpitalu, innym jednakże niż ich umierająca matka.

Arno dzieli się w duchu i na odległość z nieprzytomną kobietą swoimi obserwacjami dotyczącymi szpitalnego życia, trudnościami nowej sytuacji, w jakiej się znalazł (ach, ten cewnik!) oraz uczuciami, z których na plan pierwszy wysuwają się żal, bezsilność, zwątpienie, ból i obawa czy poradzi sobie w dalszym życiu bez żony.

Niestety, w mojej ocenie, opowieść ta stanowi suchą, pozbawioną głębszych emocji i refleksji relację z 26 dni życia pisarza i jego rodziny, życia odmienionego przez tragiczne w skutkach zderzenie z drzewem. W szczegółach poznajemy przebieg terapii powypadkowej, organizację pogrzebu itp. Niewiele natomiast dowiadujemy się o samej Marian (poza tym, że napisała książkę o jodze); nie wiemy, jakie stosunki panowały w tej rodzinie przed wypadkiem, bo wspomina się o tym mniej niż zdawkowo.

Czy zatem wyznania miłosne kierowane co jakiś czas do nieświadomej żony, to wyrażanie prawdziwych uczuć Arno, czy może tylko wyrzut sumienia za dotychczasowe życie i spowodowanie katastrofy? Dla mnie w każdym razie Arno nie jest przekonujący, a cała jego opowieść nie wywołuje głębszego poruszenia, jakie powodowała choćby - zbliżona w tematyce - książka Williama Whartona "Niezawinione śmierci". Ponadto przyjęta przez pisarza konwencja narracyjna, jaką jest rozmowa z żoną z pominięciem czytelnika, powoduje niejaki chaos, dotyczący orientacji kto jest kim w tym świecie. Bohlmeijer nie przedstawia czytelnikowi pewnych postaci, bo "przecież Marian je znała". Dlatego nie wiem, czy Leon to syn państwa B., czy może tylko kuzyn, którego dziewczynki nazywają bratem?

Wiem natomiast, że bardzo denerwowały mnie błędy drukarskie (i nie tylko), które pojawiły się w książce, szczególnie natrętne używanie formy "tą" zamiast "tę": " bitwę musi stoczyć sama" (strona 17); "grudkę trzeba będzie wykaszleć gwałtownie" (s.46).

"Do nowego anioła"
Arno Bohlmeijer

Wydawnictwo Znak

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

+ Dobre książki są na wagę złota. Dziękuję za artykuł.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.