Facebook Google+ Twitter

Do Polski przygnała ich niepohamowana ciekawość świata

Byli pewni sukcesu, lecz gdy stanęli w cieniu renesansowych kamienic Starego Miasta i zagrali pierwszy szlagierowy utwór, okazało się że ten rodzaj muzyki i sposób jej wykonania daleki był od gustów tutejszych mieszkańców.

Sakshorn. / Fot. http://pl.wikipedia.org/wiki/Grafika:Saxhornbasse.jpgGdy pytałem ich, skąd przybyli, spoglądali po siebie, długo nic nie mówiąc. Tylko Mundek, który od samego początku szefował tej grupie i który ich namówił do wyjazdu z ojczyzny, spojrzał mi prosto w oczy i bez cienia zażenowania stwierdził łamaną polszczyzną: - My z gorszego świata, dumajesz... I tak od słowa do słowa dowiedziałem się, że na głębokiej Ukrainie pozostawili żony i dzieci, a przyjazd do Polski okupili tęgimi łapówkami. A wszystko po to, aby dać upust niepohamowanej ciekawości świata.

Był luty, a może marzec, gdy w gospodzie „Pod Muchą” w Kozmovej Mundek roztaczał przed kolegami bajkową wizję podróży na zachód, do Polski. Ten kraj w ich świadomości zawsze budził respekt: „Solidarność”, Wałęsa, a teraz jeszcze Unia Europejska i mocna waluta. - To chyba nie dla nas... - mamrotał Igor, który nie mógł uwierzyć w to, że plan może się ziścić. Wątpliwości zgłaszali również Danił i Wiktor, ale obraz, który Mundek z zapałem rysował w ich wyobraźni, ostatecznie zwyciężył.

Ojciec Daniła grywał na zabawach i weselach na skrzypcach. Widać zdolności odziedziczył po nim syn, bo jeszcze w podstawówce zaczął z powodzeniem grać na trąbce-skrzydłówce w miejscowej orkiestrze dętej, a później w kwartecie, do którego dołączyli Wiktor - klarnecista, Igor - basista i Mundek na sakshornie. Tak powstał zespół muzyczny, który w krótkim czasie zyskał wielkie uznanie wśród miejscowych.

Mundek, którego natychmiast okrzyknięto „kamandirem”, przedstawił plan: „Jedziemy do Polski, a tam będziemy grali dla ludzi. Na pewno Polacy lubią muzykę, więc nie będą szczędzili grosza. Byt mamy więc zapewniony. A gdy już porządnie zarobimy, to jedziemy dalej: Niemcy, Francja, Hiszpania, a potem nawet Włochy, Grecja...”.

W pełni lata przybyli do Gdańska, w spłowiałych marynarkach i w rozczłapanych butach, taszcząc tekturowe walizki, a w płóciennych futerałach - mizerne instrumenty. Byli pewni sukcesu, lecz gdy stanęli w cieniu renesansowych kamienic Starego Miasta i zagrali pierwszy szlagierowy utwór, okazało się że ten rodzaj muzyki i sposób jej wykonania daleki był od gustów tutejszych mieszkańców. Co prawda ich gra wzbudziła pewne zainteresowanie przechodniów, ale raczej jako coś dziwacznego i hałaśliwego. Z tego też powodu do otwartego futerału, pełniącego rolę skarbonki, nie posypały się upragnione złotówki. Na dodatek, nie wiadomo skąd, zjawili się mundurowi strażnicy miejscy, którzy najpierw wylegitymowali muzyków, a potem zagrozili mandatem w przypadku, jeżeli nie zaprzestaną „dalszego zakłócania spokoju”.

Mundek jednak nie dawał za wygraną. - Pójdziemy grać na osiedla! - zawyrokował. Więc zatłoczonym autobusem, „na gapę”, dotarli na Morenę, gdzie w latach 70. powstała wielka dzielnica mieszkaniowa, zwana „sypialnią Gdańska”. Stanęli pod jednym z wieżowców i rozpoczęli koncert. Dźwięki uderzyły w betonowe mury, a na balkonach pojawili się pierwsi słuchacze, jednak z ich reakcji wynikało, że nie są ciekawi muzyki, tylko zwabił ich hałas, który zakłócał domowy spokój. Co prawda poleciało w ich stronę kilka monet, które Mudek zręcznie wyłowił z trawy, ale trudno było to nazwać zarobkiem. Jednym słowem, wszystko na nic. W kolejnych dniach, w podobny sposób, „koncertowali” w Sopocie i Gdyni, trochę na osiedlach, trochę na ulicach. Wszędzie z tym samym, groszowym efektem. Zniechęceni, z bólem serca, podjęli więc decyzję o powrocie.

I kiedy po raz ostatni spotkałem ich na gdańskim dworcu kolejowym, gdzie, tuż przed wyjazdem do ojczystego kraju, łamali i jedli suchy chleb, dzieląc się nim ze stadem gołębi, usłyszałem od Mundka na pożegnanie: - Ech, Polsza, Polsza! Niby Jewropa, a na charoszej muzyce to się całkiem nie znajut - i ściskając mi przyjacielsko dłoń dodał: - Ale za to kraj u was priekrasnyj!.

Na prośbę bohaterów tego reportażu, nie podałem ich nazwisk.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Marto, widać polskie upodobania są odmienne od ukraińskich, chociaż na mój gust nie grali wcale tak źle. Może trochę za głośno. Bardzo żałowałem tego, że im się nie udało, bo to uczciwe "chłopaki" i chcieli ucziwie zarobić parę złotych, a do tego zwiedzić trochę świata. Jednak życie nie zawsze spełnia wszystkie marzenia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Trzeba było nagrać tę ich muzykę. Ciekawe, czemu ludziom się nie podobała?

Komentarz został ukrytyrozwiń

W poprzednie lato podobnych ludzi spotkalem w Szczecinie. Tylko jeden mowil lamana polszczyzna, przyjechali z Rumunii. A muzyka byla piekna...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.