Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

14447 miejsce

Do Sejmu prasa wchodzi wejściem D5

Współautorzy: Agata Paziewska

Dziś w Sejmie ważny dzień. Pierwszy raz, po wakacyjnej przerwie, w ławach zasiedli posłowie. By się do nich dostać, musiałyśmy walczyć z biurokracją rodem z PRL-u.

Jest 21 sierpnia, dzień przed wielkim powrotem posłów do sejmowych ław. Udajemy się na pierwszy w naszym życiu rekonesans po korytarzach sejmowych.


Trudne początki


Zdjęcie recepcji w "Domu Poselskim" / Fot. Katarzyna KaraśZgłaszamy się do biura przepustek (budynek H), dostajemy plakietki z napisem "PRASA", które natychmiast przyczepiamy do bluzek (niestety robią dziury). Zadowolone udajemy się do budynku D o dumnie brzmiącej nazwie "Dom Poselski". To właśnie tu zatrzymują się wszyscy posłowie. Przekraczamy bramki, pokazujemy legitymacje. Panowie zwracają uwagę nie tylko na to, że mamy nie swoje przepustki (Agata to Kasia, a Kasia to Agata; nie nasza wina - tak nam je podał pan z okienka), ale także na to, że mamy ze sobą kamerę i aparat fotograficzny. Bo tymczasem okazuje się, iż pomimo posiadania przepustki prasowej, na robienie zdjęć powinnyśmy mieć pozwolenie. Postanawiamy najpierw się rozejrzeć zanim wrócimy do biura poselskiego, aby nie fatygować się na darmo. W holu "Domu Poselskiego" znajduje się recepcja z setkami kluczyków i skrytek, informacja Intercity i restauracja. Co i rusz do holu wchodzą posłowie z walizkami. Wspinamy się na górę. W korytarzu kręcą się panie sprzątaczki. Idziemy za strzałką "do sali lustrzanej". Nasza wędrówka trwa dość długo. Mijamy dziesiątki takich samych drewnianych drzwi. Dochodzimy do ściany, na której wisi wielka tafla lustra. Idziemy dalej. Kluczymy, skręcamy to w lewo, to w prawo, a tu ciągle te same rzędy identycznych drzwi. I nagle ściana. No nic, trzeba się wrócić. Na drugim piętrze napotykamy specjalny wózek dla bliźniąt. Ten wózek ostatecznie przekonuje nas, że trzeba jednak wrócić po pozwolenie. Wracamy więc do budynku H, aby dowiedzieć się, gdzie mieści się biuro prasowe i gdzie wydają pozwolenia. Na nasze szczęście można to załatwić telefonicznie z biura przepustek. Podajemy swoje dane i czekamy na wyrok z drugiego końca linii. Czekanie przedłuża się w nieskończoność. W końcu pani informuje nas, że pozwolenie dostaniemy i zaczyna wyliczać, co można a czego nie można filmować. Po pierwszych kilku ostrzeżeniach przestaję powtarzać swoje "yhmm" i pani chyba orientuje się, że zapamiętanie wszystkich tych reguł przekracza moje możliwości. Abyśmy nie trafiły do kryminału, dostaniemy przewodnika z biura prasowego.


Na szlaku z przewodnikiem


Umawiamy się przy Straży Marszałkowskiej (nie mamy pojęcia, gdzie to jest ale spokojnie). Spotykamy się z Rzut okiem na salę sejmową / Fot. Katarzyna KaraśIzabelą Sobolewską, która pomoże nam uniknąć więzienia. Szybko okazuje się, że odpada kamerowanie restauracji, posłów, korytarzy, recepcjonistek, sprzątaczek, obsługi, pracowników obsługujących bramki itp. Filmować można ... sam korytarz. Nie wybrzydzamy, choć niestety nie o to nam chodziło. Podczas gdy Agata nagrywa kolumny i sofy, ja próbuję przekonać panią z recepcji, że zrobię zdjęcie z daleka i nie będzie jej widać. Schodzimy wraz z panią Izabelą piętro niżej. Mijamy sklepiki z pamiątkami, mebelkami i innymi (nie wolno fotografować). Przechodzimy przez korytarze, na których ścianach wiszą jedna przy drugiej tajemnicze skrytki i skrzyneczki (zakaz fotografowania). Podziemną bramką i kręconymi schodami trafiamy do głównego budynku sejmu.


W Sejmie


Krzesełka w korytarzu sejmowym / Fot. Katarzyna KaraśWreszcie w sejmie. Można fotografować niemal wszystko, więc żegnamy się z panią Sobolewską, która na wszelki wypadek zostawia nam swój numer telefonu. Trafiamy w sam środek cyklonu (czytaj: wycieczkę szkolną). Możemy robić zdjęcia, więc cykamy jedno za drugim. Na parterze główną atrakcją jest gablotka z laskami marszałkowskimi (najstarsza, niestety kopia, pochodzi z 1788 roku i należała do Stanisława Małachowskiego). Filmujemy meble i marmury. Czysto tu i schludnie, ale nie znajdujemy nic na Pulitzera. Ruszamy na górę. Oglądamy wystawę i tablicę upamiętniającą posłów z poprzednich kadencji. Wystarczy rzut oka na kłębowisko po drugiej stronie holu, by zorientować się, że to tam koncentruje się dzisiaj całe sejmowe życie. Chodzą słuchy, że coś jest planowane na 12. Postanawiamy poczekać. W międzyczasie oglądamy galerię dla dziennikarzy (z każdego miejsca można objąć całą salę sejmu). Wyrażamy swoje uznanie na temat niesamowitej klimatyzacji. W sali jest chłodno choć nie ma żadnego okna. Wychodzimy na korytarz. Co i rusz mija nas grupka dziennikarzy. Prasa zajmuje rząd foteli ciągnący się wzdłuż korytarza. Wszyscy ubrani na Komorowski zaatakowany przez kamery / Fot. Katarzyna Karaśluzie, w kolorowych koszuleczkach. Elegancko i porządnie wyglądają tylko ci dziennikarze, którzy występują przed kamerą (i to zazwyczaj tylko do pasa). Przed oczami migają nam kamery, o walające się kable (mimo iż przyklejone taśmami do podłogi) co chwilę ktoś się potyka. Panowie z obsługi ciągną korytarzami plansze z logo partii politycznych. Na końcu korytarza błyskają flesze, niebezpiecznie huśtają się mikrofony na długich wysięgnikach. W tłumie dostrzegamy posła PO, Bronisława Komorowskiego. Pada informacja - głosowanie o samorozwiązanie sejmu kiedy indziej. Kamery i mikrofony pędzą na drugi koniec korytarza, gdzie na pytania dziennikarzy odpowiada szef klubu parlamentarnego PiS - Marek Kuchciński. Padają mocne słowa. Dziennikarz stacji telewizyjnej zadaje krępujące pytania - o komisję w sprawie Barbary Blidy i CBA. Przez chwilę jest spokojnie. Potem na schodach pojawia się Wojciech Wierzejski z LPR. Na początku podchodzi do niego jeden dziennikarz, następnie już otaczają go wszyscy. Wierzejski coś tłumaczy, ale stoimy za daleko, aby usłyszeć. Po korytarzu chodzą dziennikarze znani z serwisów informacyjnych. Minęła 12 i bomba nie wybuchła. Wiemy, że na później zaplanowane są konferencje, ale nie możemy tak długo zostać.


Wychodzimy


Tłum dziennikarzy wokół Kuchcińskiego / Fot. Katarzyna KaraśNa koniec wycieczki postanawiamy zobaczyć jeszcze schody do senatu (podobno bardzo ładne). Ktoś pomaga nam wyjść z budynku (nie można wyjść drzwiami głównymi, bo są tylko dla posłów) i ruszamy w kierunku senatu. Już stojąc w drzwiach widzimy owe piękne schody. Przechodzimy przez bramki, gdy okazuje się, że nie ma mowy, abyśmy zrobiły zdjęcie (od schodów dzieli nas jakieś 5 metrów). Dlaczego? Bo jako dziennikarki powinnyśmy przejść do senatu z korytarza, z budynku D5 wejść górą, zejść schodami (tak właśnie tymi, które chcemy sfotografować) i dopiero zrobić im zdjęcie. Gdy zdajemy sobie sprawę, że D5 to budynek, który dopiero co opuściłyśmy, dajemy za wygraną. Kończymy naszą podróż po sejmie niepocieszone. Musiałyśmy zostawić nasze przepustki.


Chociaż plakietka z napisem "PRASA" pozwoliła nam wejść do budynków niedostępnych dla turystów, okazało się, że ów dostęp obwarowany jest tysiącem strasznych reguł i zasad. W związku z czym nasza wizyta w Sejmie trwała prawie dwie godziny, choć to samo mogłyśmy załatwić w pół. Dzięki wczorajszej przygodzie mamy nadzieję, że następnym razem będzie nam już łatwiej odnaleźć się w marmurowym labiryncie.









Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (16):

Sortuj komentarze:

Ach... jak mi się marzy relacjonowanie z Sejmu ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oj młodzi, duzo przegapiliście. przede wszystkiem weszliscie do "Nowego Domu Poselskiego" (NDP) jest i start ale tam sa biura komisji i całkiem nowe skrzydło niedawn ( ok. 5 lat temu dobudowane). Wcześniej posłowie mieszkali po dwóch w pokoju, teraz mogą pojedynczo. W holu NDP po przejściu "bramek na lewo jest portiernia, na srodku fotele dla osób czelajacych dalej za fotelami na wprost portierni restauracja. Jest to jedna z dwóch restauracji i to ta mniej stylowa. Przez restauracje jest przejscie do nowego skrzydła ( są i inne). Druga jest w Starym Domu Poselskim, jest to drogi "Hawełek" (na przeciw wejścia do biblioteki Sejmowej). wracajac do holu NDP. Schody prowadza do pokoi poselskich. Pod schodami jest barek zwany przez dawnych bywalców barkiem "pod schodami" a noworyszy "Za kratą" dalej jest kiosk z gazetami (na przeciw wind) I była ajencja PKO. Na przeciw wejscie do toalet ( któtki kotytarzyk) i na przeciw toalet fryzjer - bardzo miły starszy pan - jesli jeszcze tam pracuje. Za portiernią stała maszyna do czyszcenia butów i była szatnia dla gości. Z Holu jest też wejscie do ksiegarni, na zaplecze techniczne, i zejscie na dół gdzie jest kilka sklepów, kwiaciarnia, basen chyba sauna, kaplica i... szczelne pomieszcenie dla Komisji ds. słóżb spec....
Co prawda nie byłem tam już chyba ze 4 lata (za wyjątkiem biblioteki) ale chyba niewiele się zmieniło. Warto wspomnieć że wszystkie budynki Sejmu i Senatu są połączone przejściami naziemnymi i podziemnymi, tak że można nie wychodzić na światło dzienne przez kilka dni (żadnych manifestacji nie słychac ;-)). Słyszałem że od dwóch kadencji parlamentarzysci bardzo dbają by nikt ich nie widział i są "dzikie" ograniczenia dla prasy i gości. PS W podziemnym przejściu przy Starym Domu jest barek samoobsługowy który służy obsłudze, gościom i co mniej wymagajacym kulinarnir posłom.
Pozdrawiam eksplorerów :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

TomekITD: Gdy ja chodziłem (nie jako żadna tam prasa!), to ludzie (bo ci luźniej to zazwyczaj kamerzyści) i "trzymacze" mikrofonów, byli ładnie ubrani. Elegancka koszula i jeansy. Elegancko i wygodnie. Więc żaden tam warzywniak!

Przynajmniej w maju br. tak było, gdy znajdowałem się w Wysokiej Izbie (w loży prasy, bo jest ona niedaleko wejścia, a do tej dla publczności po co się pchać (choć i tak było prawie pusto, bo żasdnych obrad ani niczego)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 23.08.2007 15:05

Chciałbym zwrócić uwagę na sposób ubioru większości dziennikarzy pracujących w sejmie. Rozumiem że każdy ubiera się jak jest mu najwygodniej, ale nie oznacza to, że można chodzić po sejmie ubranym jak do warzywniaka.. Przecież można i wygodnie, i elegancko...

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

ej nie noooo... restauracje akurat remontowali i nie widzialam;/

Komentarz został ukrytyrozwiń

Widziałem jeszcze bardziej interesujące miejsca tam. Restaurację, hotel poselski i klymatyczną, oldskulową "polerowarkę" do mokasynów.
Stare dzieje...

Komentarz został ukrytyrozwiń

ah no i w palarni nie bylyście? ;p

toż to takie interesujące miejsce;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

nie wiem dlaczego, ale z tą samą przepustk a "prasa" chodzilam sobie gdzie chcialam;p

i schody tez ogladalam, i wszystko;]


chyba ze jak posly z wakacji dzis wrocily i ogone zamieszanie bylo, to moze bardziej pilnowali.

albo ja mialam takie szczescie ze nigdy, przez tyle razy nikogo nie spotkalam;]

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 22.08.2007 21:37

boski - racja z tym Asteriksem. Chociaż mnie z nim zawsze bardziej kojarzyło się wyrabianie dowodu osobistego (miałam nie-przyjemność już 2 razy).

Co do samego tekstu - pomysł fajny, ale język ktoś by jednak mógł zmoderować... Bardzo dużo powtórzeń, za długie zdania, w których można się zgubić (szczególnie pod pierwszym śródtytułem). Tego: "Na drugim piętrze napotykamy specjalny wózek dla bliźniąt. Ten wózek ostatecznie przekonuje nas, że trzeba jednak wrócić po pozwolenie." to nie rozumiem w ogóle. Czyżby jakiś nadzwyczajny środek lokomocji dla pary prezydent-premier?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.