Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

2660 miejsce

Do twarzy czy z twarzą? Część 1

Poniżyć, zabić, obedrzeć ze skóry, zdegradować środowisko – kto by pomyślał, że kupując beztrosko ubranie, można zaliczyć współudział w czynnościach, które naturalnie większość z nas uważa za nieprzysparzające powodów do dumy.

 / Fot. marissaortonZasada jest prosta, jeżeli nie widzimy bezpośrednio skutków, trudno nam dostrzec w naszych działaniach przyczynę. W erze globalizacji ta zasada niestety znajduje odniesienie powszechnie. Innymi słowy każdy nasz wybór, zwłaszcza decyzja konsumencka, ma znaczenie nie tylko dla nas, ale może oddziaływać na innych ludzi, zwierzęta czy środowisko oddalone o tysiące kilometrów.

W tym kontekście zakup ubrania nie jest już tylko kwestią estetyki, ale ma charakter etyczny. To zagadnienie właśnie przedmiotem swojej książki pt. Etyka w modzie uczyniła Magdalena Płonka, wykładowca w policealnej szkole projektowania ubioru MSKPU. Właściwie jest to pierwsza w Polsce tak kompleksowa publikacja, która dostarcza wiedzy o ciemnej stronie przemysłu konfekcyjnego, a z drugiej strony podpowiada, jak dokonywać odpowiedzialnych wyborów. Książka to niezwykle cenna, bo o ile większość z nas jest zdecydowanie za tym, aby prawa zwierząt, ludzi czy przyrody były bardziej respektowane w modzie, o tyle możemy mieć kłopot z ukonkretnieniem lub rozwinięciem odpowiedzi na pytanie, czym jest respektowanie tychże praw.

Poznaj swojego krawca

Jednym z podstawowych problemów związanych z produkcją ubrań jest tzw. shipping, czyli przenoszenie produkcji do innych krajów. Zazwyczaj mowa tutaj o takich lokalizacjach jak Chiny, Wietnam, Indie czy Bangladesz. Jak łatwo się domyślić, chodzi przede wszystkim o tanią siłę roboczą. Nie mniej jednak większa spolegliwość pracowników w tych rejonach – rozwijających się ekonomicznie, jak również o niezbyt silnej demokracji – też jest na rękę producentom ubrań. Tutaj łatwo narzucić niskie stawki wynagrodzeń, które nie pozwalają na zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych, kilkunastogodzinny dzień pracy, często dochodzący nawet do 18 godzin na dobę, łatwiej też zastąpić zmęczonego, chorego, czy skarżącego się pracownika. Maksymalizacji zysków ma służyć skracanie terminów produkcji, a to wszystko odbywa się w finale kosztem pracowników najniższego szczebla. Na porządku dziennym jest więc trwałe zamykanie okien, drzwi ewakuacyjnych, czy niedostępność toalet, tak aby mieć pewność, że pracownik wykorzysta czas pracy w 100% na wykonywanie obowiązków. Tego typu procedery to nie tylko powód dyskomfortu pracowników, ale również zagrożenie dla ich bezpieczeństwa. Pożary w fabrykach nie należą do rzadkości i pochłaniają jednorazowo dziesiątki a nawet setki uwięzionych ludzi. Oczywiście od czasu do czasu wybuchają protesty przeciw uwłaczającym godności ludzkiej warunkom pracy. Ale prawo sprzeciwu też jest w tych regionach ograniczone – pracowników spotykają liczne represje, włącznie z przemocą, a nawet morderstwami.

Trzeba zdać sobie sprawę, że za każdym razem kupując ubranie, na którego metce widnieje napis made in Bangladesh, India, China, Cambodia istnieje ryzyko, że wobec ludzi, którzy je produkowali stosowane były nieuczciwe praktyki. Mieć czyste sumienie, czyli zyskać pewność w tym zakresie nie jest prosto, bo globalni producenci raczej nie umieszczają informacji o procesie produkcji oferowanych ubrań. Dlatego najrozsądniejszym rozwiązaniem jest zakup ubrań pochodzących od lokalnych producentów. Tutaj łatwiej zasięgnąć informacji, a w razie oporu są większe możliwości, by wywrzeć nacisk w celu ich uzyskania. Odchodzi również kwestia transportu i związany z tym wpływ na środowisko naturalne. To ma znaczenie, kiedy przykładowy ciuch, by zawisnąć na sklepowym wieszaku musi wpierw przebyć kilka czy kilkanaście tysięcy kilometrów. Głębiej się nad tym zastanawiając, to nie tylko nieekologiczne, ale wręcz absurdalne. Jeżeli jednak jesteśmy zdeterminowani, by zakupu dokonać od firmy stosującej shipping, to autorka książki Etyka w modzie doradza, by lepiej wybierać tych, którzy produkcję prowadzą w krajach o ustroju demokratycznym. Jednym z rozwiązań jest również zakup ubrań certyfikowanych. Przyznawaniem certyfikatów zajmują się specjalne komisje, które badają proces produkcji oraz jakość wyrobu. Wybrane certyfikaty to: WFTO (World Fair Trade Organization, Fair Wear Foundation), ETI (Ethical Trading Initiative) czy Fair Trade.


Milczenie owiec i popyt na futra

Kolejnym wielkim przegranym w zderzeniu z konfekcyjną machiną jest świat zwierząt. Kwitnie interes owczy, skórzany, futrzany, paradoksalnie w parze z dobrą koniunkturą idą niehumanitarne warunki hodowli. Przykładowo wobec owiec w Australii stosowany jest mulesing, czyli wycinanie fragmentów skóry żywej owcy za pomocą nożyc ogrodniczych lub innego ostrego narzędzia, bez znieczulenia i niekoniecznie przez weterynarza. Ten proceder kilka lat temu wyszedł na jaw i spotkał się z bojkotem klientów. Dzisiaj świadomych kupujących wełniane wyroby jest coraz więcej, zwracają oni uwagę, czy wełniane produkty posiadają odpowiednie oznaczenie – non mulesed wool.

W nie lepszej sytuacji niż owce są zwierzęta futerkowe. I nie zanosi się na poprawę, tym bardziej że popyt na futra rośnie. Pomimo że centrum produkcji futer jest Europa, to większość obróbki od kilku lat jest przenoszona do Azji, zwłaszcza do Chin. Nie jest to najszczęśliwszy kierunek, bo w Państwie Środka, gdzie nie przestrzega się praw ludzi, a zanieczyszczeniami środowiska nikt nie zaprząta sobie na poważnie głowy, trudno wyobrazić sobie, że szczególną troską miałyby być otaczane zwierzęta. Niczym nadzwyczajnym jest uśmiercanie przez rzucanie o mur lub ziemię, uderzenie tępym narzędziem w głowę czy obdzieranie na żywca ze skóry, co prowadzi do agonii w męczarniach. Dokumentują to nagrania wykonane ukrytą kamerą (wykonane np. przez organizację PETA), które można znaleźć w internecie. Nikt nie robi też wyjątku dla psów i kotów, na których aktów egzekucji często dokonuje się publicznie. Skóry z nich pozyskane obrabia się w ten sposób, aby imitowały inne zwierzęta, a następnie sprzedaje w krajach zachodnich. Przypadki niehumanitarnego traktowania to nie tylko domena Chin, również w Europie zanotowano ich niemałą liczbę. W Kanadzie z kolei wiosną urządza się masowe polowania na foki i focze szczenięta. Za humanitarne w tym przypadku może być uznane użycie broni palnej, większość bowiem morskich psów ginie od wbicia metalowego haka w głowę, bądź zmiażdżenia czaszki pałką.

A jak na tym tle wypada Polska? Nie ma się czym chwalić. Rocznie zabija się u nas 4 mln norek amerykańskich, 300 tys. lisów, 2 tys, jenotów i 40 tys. szynszyli. Jesteśmy w czołówce światowej jeśli chodzi o hodowlę zwierząt dla skór. Przy czym jak zbadał NIK warunki panujące w fermach są dalekie od ideału.

Abstrahując od sposobów, w jaki pozbawiane są życia zwierzęta, warto zauważyć, że już samo przetrzymywanie wielu z nich przysparza niewyobrażalnych cierpień fizycznych czy psychicznych, co skutkuje anormalnymi zachowaniami. Trudno wyobrazić sobie bowiem, że na przykład lis z natury przyzwyczajony do terytorium liczonego w kilometrach kwadratowych, nagle poczuje się komfortowo w przestrzeni (klatce) o wymiarach przeliczanych w centymetrach.

Oprócz gwałtu na naturze zwierząt, fermy hodowlane, garbarnie, farbiarnie są źródłem ogromnych zanieczyszczeń w postaci ścieków czy odpadów zwierzęcych, które trafiają do wód gruntowych. Do tego doliczyć należy ilość zużytej energii, która jest 66 razy większa niż w przypadku futer syntetycznych. Obróbka ponadto, z uwagi na narzucone wysokie tempo, wymaga stosowania chemii, a wśród używanych środków wymienia się formaldehyd czy chrom, ale również cyjanek czy arszenik, które kojarzą się jednoznacznie.

Bestialstwo względem zwierząt i ignorancja względem środowiska nie znajduje najmniejszego praktycznego uzasadnienia. Nawet w rejonach, gdzie występują niskie temperatury. Dużo bardziej konkurencyjne względem futer są nowoczesne tekstylia – bardziej ergonomiczne, zdrowsze i tańsze. Dla miłośników futrzanej estetyki w ostateczności istnieje szeroki wybór futer syntetycznych. Śmierć zwierząt na potrzeby mody, stała się w tym przypadku kwestią wyboru... dla tych, którzy nic sobie nie robią z cierpienia - jest wręcz kaprysem.


Ciąg dalszy nastąpi...



Tego autora również:
Groźba katastrofy coraz bardziej realna
Bogatszy świat, ale dla kogo
Polska w krainie koszmarów. "Prześniona rewolucja" Andrzeja Ledera

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.