Facebook Google+ Twitter

Dobiega końca proces w sprawie wypadku policjantów pod Siedlcami

  • Źródło: IAR
  • Data dodania: 2008-09-22 15:05

Dobiega końca proces w sprawie policjantów, oskarżonych w związku ze śmiercią swoich podwładnych w wypadku samochodowym pod Siedlcami w 2006 roku. 5 listopada zostaną wygłoszone mowy końcowe.

W sprawie oskarżonymi jest były urzędnik MSWiA Tomasz S. oraz Waldemar P., były szef komisariatu kolejowego na warszawskim Dworcu Centralnym. Ten ostatni wydał dwóm policjantom: Justynie Zawadce i Tomaszowi Twardo polecenie odwiezienia Tomasza S. do domu do Siedlec. W drodze powrotnej funkcjonariusze zginęli w wypadku. Oskarżonym o przekroczenie uprawnień i nakłanianie do złamanie procedur grozi do 3 lat więzienia.

Obrońca byłego szefa komisariatu na Dworcu Centralnym, mecenas Jarosław Majewski nie zgadza się z prokuratorskimi zarzutami, które dotyczą zwiększenia zagrożenia w związku z decyzją Waldemara P. o wysłaniu radiowozu poza Warszawę. Obrońca zaznaczyl, iż mimo braku w obsadzie dwóch funkcjonariuszy, rejon Dworca nie pozostał bez nadzoru i kontroli policyjnej. "W jednostce została wystarczająca liczba funkcjonariuszy, natomiast decyzja o wysłaniu dwójki do Siedlec poprzedzona była oceną sytuacji. Z prognoz wynikało, że między 1 w nocy a 4 rano nie powinno dojść do sytuacji, która wymagałaby zaangażowania wszystkich funkcjonariuszy" - stwierdził mecenas Majewski.
Adwokat podkreśla, że prokuratorskie zarzuty nie dotyczą przyczynienia się do spowodowania śmierci dwójki policjantów, do której doszło - jak zaznacza - w wyniku nieszczęsliwego wypadku.

Pełnomocnik rodzin zmarłych policjantów, mecenas Mikołaj Pietrzak nie chce komentować przebiegu procesu. Podkreślił, że swoje stanowisko ujawni przed sądem w wystąpieniu końcowym. Zeznający przed sądem świadkowie - policjanci pracujący w komisariacie na Dworcu Centralnym przyznawali, że rejon warszawskiego Dworca to specyficzne miejsce i w tym przypadku można mówić o tak zwanych "martwych godzinach", gdy właściwie nie ma żadnych interwencji i nic się nie dzieje. Świadkowie zeznawali, że na podstawie doświadczeń z poprzednich lat i statystyk można prognozować, że między północą a czwartą rano policjanci "nic nie mają do roboty". Pytani jednak przez sąd, czy zawsze można być tego pewnym, stanowczo zaprzeczali.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.