Facebook Google+ Twitter

Dobra emigracja, czyli punkty odniesienia

Do zjawiska emigracji zarobkowej zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Temat ten jest regularnie przerabiany przez media, które piszą albo o kolejnej fali wyjazdów albo o skutkach zjawiska dla polskiego rynku pracy.

Zdjęcie ilustracyjne. / Fot. Mikołaj Nowacki/Gazeta WrocławskaJeśli wierzyć statystykom (co najmniej kilkaset tysięcy osób, które wyjechały na stałe lub tymczasowo), większość Polaków ma w swoim otoczeniu kogoś, kto emigrował. Wielu z nas posiada więc choćby pośrednią wiedzę, doświadczenie i może opowiedzieć jak to jest pracować w innym kraju, czy to dzięki przeżyciom własnym czy opowieściom znajomych. Nie inaczej jest ze mną.

Pod koniec grudnia miałem okazję uczestniczyć w kolacji, na którą zaproszony zostałem jako osoba towarzysząca. W spotkaniu uczestniczyło ponad 10 osób, z czego większość przyjechała do Polski tylko na okres świąteczno-sylwestrowy i w pierwszej połowie stycznia zamierza wrócić tam, gdzie żyje i pracuje. Jako, że byłem bardzo ciekaw tego jak im się powodzi i co za granicą robią, rad byłem, że chętnie dzielili się swoimi przeżyciami.

Wyjechali nie po to, żeby uciec?


Obraz, który wyłonił się z ożywionej dyskusji był bardzo pozytywny. Rozmawiałem z kilkoma młodymi lekarzami, dobrze zarabiającym pracownikiem jednego z czołowych koncernów naftowych oraz z samodzielnym inwestorem giełdowym. Niektórzy pracują w Anglii, część w Luksemburgu, a jeden z lekarzy przez pewien okres leczył także we Francji.

Pierwszą rzeczą, którą dało się zauważyć było to, że ludzie ci wyjechali nie po to by uciec przed polskim rynkiem pracy czy, by zarobić trochę grosza na przeżycie i wrócić. Oni nie musieli wyjeżdżać, w polskiej rzeczywistości poradziliby sobie bardzo dobrze, niemniej ich wykształcenie, kwalifikacje i doświadczenie zawodowe sprawiało, że mieli wybór. Mogli pracować i tu, i tam, wzięli pod uwagę wszelkie za i przeciw, i podjęli decyzję. W innych krajach czują się bardzo dobrze i doskonale radzą sobie finansowo. Ich umiejętności zostały po prostu docenione, są też równorzędnymi współpracownikami dla zagranicznych kolegów i koleżanek. Budują bogactwo krajów, w których mieszkają, płacą w nich podatki, wzmacniają też swoimi oszczędnościami tamtejsze rynki finansowe. Wyjazd wyszedł na dobre zarówno im jak i społecznościom, które ich przyjęły.

Łatwo domyślić się, że o powrocie póki co nie myślą, bo nie za bardzo mają po co wracać. Tam, gdzie mieszkają teraz wykształcili już sobie grono znajomych, prowadzą regularne życie rodzinne i zawodowe, posyłają dzieci do tamtejszych szkół. Polska, poprzez różnice widoczne w trakcie nieregularnych przyjazdów do kraju, jawi im się jako kraj przedziwny. Pełen ambitnych ludzi, którzy nie wykorzystują szansy na to, by żyć inaczej, na wyższym poziomie. Ludzi dobrze wykształconych lub wykształcenie zdobywających, którzy z jakichś niezrozumiałych powodów nie chcą sięgnąć po nagrodę, która jest na wyciągnięcie ręki. Życie w kraju wysoko rozwiniętym posiada przecież inną jakość. Jeśli ktoś przywozi ze sobą poszukiwane umiejętności, to w zamian otrzymuje nie tylko odpowiednie wynagrodzenie, ale także dostęp do potężniejszego rynku konsumenckiego i inwestycyjnego ze wszelkimi tego zaletami (bogactwem i jakością oferty, niższymi cenami), do usług publicznych na wyższym poziomie czy urzędników, którzy zamiast utrudniać, starają się przynajmniej nie przeszkadzać pomimo tego, że nadal są urzędnikami. Zmiana jakości życia odczuwalna jest w wielu wymiarach, nie tylko gdy patrzy się na środki na koncie.


Prawdziwy obraz emigrantów


Nie chciałbym być źle rozumiany. Nie próbuję powiedzieć, że ci, którym się tak dobrze powodzi, to miarodajny obraz polskiej emigracji. Przeciwnie, to tylko niewielki jej wycinek, kolejny obrazek w zbiorze wielu tysięcy innych. Wszystkie te jednostkowe przypadki składają się jednak na pewien całościowy obraz. Obraz, który niekoniecznie musi się różnić od tego, który widzimy w naszym kraju. Przecież w Polsce również są osoby, które zarabiają niewiele i wykonują mało popularne prace oraz takie, którym dzięki swojemu wysiłkowi udaje się wybić ponad przeciętność. Pod tym względem emigranci nie są inni, zmieniają się jedynie punkty odniesienia. Dla mnie opisywana kolacja była przede wszystkim źródłem motywacji, zachętą do tego by spróbować pójść śladem moich rozmówców, odpowiednio się przygotować i w pewnym momencie bez kompleksów wyjechać nie po to, by wykonywać jakąś prostą pracę, ale by szukać jej tam, gdzie szukają jej specjaliści z innych krajów. Innymi słowy - by mieć większy wybór.

Co jest potrzebne? Przede wszystkim doświadczenie i znajomość języka. Wykształcenie jest ważne, ale nie wszędzie jest kluczowe, zwłaszcza, że obywatele UE mają dość szerokie możliwości studiowania za granicą, szczególnie w krajach bardziej otwartych na imigrantów jak Wielka Brytania. Oczywiście jeśli ktoś chce być lekarzem lub architektem, będzie musiał przejść proces formalnej certyfikacji, rozpoczynającej się od studiów wyższych i zakończonej zdobyciem specjalizacji czy uprawnień niezbędnych do wykonywania zawodu.

To nie emigracja


Przede wszystkim chodzi jednak o to, by zdjąć z "pracy za granicą" resztki zasłony tajemniczości, by wyjazd do Szwajcarii, Belgii, Niemiec czy Anglii traktować dokładnie tak jak traktuje się przeprowadzkę z jednego miasta do drugiego. Zamiast myśleć o "emigracji" czy "wyjeździe", mieć w głowie obraz zwykłych przenosin wiążących się z kilkoma dodatkowymi formalnościami i pewnym wysiłkiem niezbędnym do tego by zaaklimatyzować się w nieco odmiennej kulturze.

Bardzo często przecież okazuje się, że prawdziwym problemem nie są czynniki obiektywne tylko sposób myślenia, który przeszkadza w dostrzeżeniu oczywistych szans.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.