Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

20459 miejsce

Dobra wróżka - wolontariuszka!

Wolontariat to dziecięcy śmiech, łzy, często też wiele wyrzeczeń i poświęceń. Marysia Żabińska jest wolontariuszką już od kilku dobrych lat. Z uśmiechem mówi o sobie, że jest takim "pomagaczem" i opowiada o pracy z dziećmi z trudnych rodzin

 / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Fritz_Uhde_Die_Kinderstube_1889.jpgMarysia Żabińska mówi o sobie, że jest takim "pomagaczem". Zamienia dziecięcy płacz i smutek w radość i śmiech. Uwielbia dzieci i to poczucie, że jest potrzebna. To właśnie taka dobra wróżka - wolontariuszka. Od kilku dobrych lat aktywnie udziela się w białostockim Stowarzyszeniu "Droga - Nasz Dom", gdzie - jak to zwykle bywa w życiu - trafiła przez zupełny przypadek. Pierwszego spotkania nigdy się nie zapomina. To emocje, często mieszane uczucia - chęć pomocy, ale jednocześnie taki strach - czy sprosta się wyzwaniu.

- W stowarzyszeniu panuje rodzinna atmosfera. Dzieci do wolontariuszy i pracowników mówią „ciociu”, „wujku” - opowiada Marysia. - Są bardzo otwarte, ale także zazdrosne. Chcą mieć kogoś tylko dla siebie. Poszłam tam pierwszy raz i od razu poczułam, że nie mogę odejść.

Wspomnieniom z pracy w stowarzyszeniu towarzyszą emocje. Bo tam nie ma żadnej przewidywalności, rutyny.

Wspomnienie 1: Ach, ta rodzinka


Marysia ma pod swoją opieką kilka rodzin. Dogląda ich, sprawdza, kontroluje. W dobrej mierze. Pewnego dnia jedna z matek nie przyszła do ośrodka po trójkę swoich dzieci. Już wcześniej bywało, że znikała z domu, miewała ciągi alkoholowe. Jej konkubent siedział w więzieniu. Trudna rodzina, jedna z wielu, które stowarzyszenie ma pod swoimi skrzydłami.

- Wraz z kierownikiem zdecydowaliśmy, że pojedziemy do ich domu i zobaczymy, co się tam się dzieje. Zastaliśmy straszny widok. Dwuletnie dziecko brudne, zapłakane biegało na golasa. Na nasz widok ucichło, wyciągnęło ufnie rączki i zaczęło się przytulać. Gestami pokazywało, że chce pić. Było wygłodniałe i spragnione. Nigdy tego nie zapomnę!

W domu nie było, co jeść, ani pić - lodówka była pusta. W drugim pokoju leżał pijany mężczyzna, który podobno zajmował się dzieckiem. Matki nie było.

- Zdecydowaliśmy, że zabierzemy te dzieci. Przez tydzień zajmowałam się nimi dwadzieścia cztery godziny na dobę. Czułam się za nie odpowiedzialna jak nigdy. Stały mi się bardzo bliskie i żal było się potem rozstawać. Było to takie osobiste, a jednocześnie chyba pierwsze tak trudne przeżycie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kwestia wolontariatu powinna być właśnie takimi artykułami znacznie bardziej nagłaśniana. Wielkie brawa dla takich ludzi!!! 5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.