Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

264 miejsce

Dobry weterynarz? Rzecz cenna

Z racji opiekowania się kotami moje kontakty z lekarzami weterynarii są dość częste. Wiadomo, że koty też chorują i bez fachowej pomocy weterynaryjnej czasami się nie obejdzie. Podobno w moim mieście jest około siedemdziesięciu lecznic dla zwierząt, ale sęk tkwi w tym, by z chorym kotem trafić do tej najlepszej.

"Czekoladka", czyli Simba, ma już swój dom / Fot. foto: Maciej Oborski /zdjęcie wykorzystane za zgodą autora/Zupełny przypadek sprawił niedawno, że chcąc uratować od śmierci dwa małe kociaki, zainfekowane kocim katarem, trafiłam do lecznicy, o której nawet nie wiedziałam, że istnieje. W ramach współpracy z fundacją "Kocia Mama", która to fundacja zadeklarowała pokrycie kosztów leczenia kocich maluchów, a następnie zaś poszukanie im domów - znalazłam się wraz z kotami w lecznicy, która bardziej przypomina blokowe M3, niż szpitalik dla zwierząt. Domowa atmosfera lecznicy, powadzonej przez dwie lekarki, już na wstępie mojej wizyty zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Zwierzęta, leczone (głównie koty) i rezydujące w lecznicy do czasu ich wyleczenia, nie robią wrażenia zestresowanych - co z pewnością wpływa na ich szybszy powrót do zdrowia. Obszerne i wygodne klatki dla pacjentów, specjalistyczna karma, oczywiście kocie "toalety", a także stała i bardzo fachowa opieka weterynaryjna, a przede wszystkim miłość do futrzaków - to walory tej przychodni.Zefirynka, czyli Lusia - kociak odrzucony przez matkę. Trafił do dobrego domu. Pławi się teraz w luksusach. / Fot. foto: Ewa Łazowska

Do lecznicy jechałam z kocimi maluchami z mieszanymi uczuciami. Jeden z nich, śliczny, pręgowany "marmurek", został zaatakowany wirusem kociego kataru i właściwie już utracił wzrok - co uprzednio stwierdziła inna lekarka weterynarii, do której z chorym kotem się udałam. O uśpieniu malucha, zdaniem tej lekarki, nawet nie mogło być mowy, bo kot martwy to kot, który nie przynosi dochodów żadnej z lecznic.

Wstępne oględziny "marmurka" diagnozę tamtej lekarki podważyły, a nawet dały nadzieję, że przynajmniej jedno oko kotu da się uratować. Drugie, rzekomo już martwe, miało być zoperowane.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (13):

Sortuj komentarze:

Pocieszne te kocięta. Dobrze, że im się poszczęściło.
Ciekawe, że kolor sierści zależy od odżywienia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Stefanio, już samym dla nich nieszczęściem jest to, że przyszło im żyć na działkach, bo miejsce to nie jest przyjazne dla futrzaków. Skoro tak - moją ambicją jest ulżyć im nieco. A czy mi się to udaje? Nie zawsze. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mają szczęście te działkowe koty, że mają tak oddaną opiekunkę!
Pozdrawiam serdecznie :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jadziu, nowa opiekunka "Czekoladki" nigdy nie miała dotąd kota, ale kiedyś trzeba zacząć :) Z karmą na zimę dla bezdomniaków jest średnio. Potem będę się martwić - co dalej. Serdeczne głaski dla Nulki i pozdrowienia dla Ciebie - dobra kobieto. Póki co - wczoraj miałam na ganku wizytę... lisa.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Jadwiga Ślawska Szalewicz
  • Jadwiga Ślawska Szalewicz
  • 05.11.2011 07:22

To miła wiadomość, jeszcze żeby dostał się do dobrego domu, tak jak Twoja Nulka wpadła do mnie i teraz leży koło komputera na stole prosząc o pieszczoty, gdyby nie stan ciężki mojego Taty wzięłabym kota, ale cóż roboty mam po kokardę wieć nie mogę, rozum mówi nie, choć serce chce.
pozdrawiam Ewo i gratuluję, jak tamj karma na zimę masz wystarczająco?
j

Komentarz został ukrytyrozwiń

Basiu, bez pomocy ze strony ludzi z pasją i chcących ratować koty niewiele mogłabym zdziałać. W ratowaniu oka marmurowego burasia na swoje zasługi nie tylko rzeczona lecznica, ale fundacja "kocia Mama", która wzięła na siebie zobowiązanie sfinansowania leczenia chorych oczu kiciusia. Gdy go zobaczyłam po raz pierwszy na działkach - kociak poruszał się jak ślepiec. Po omacku.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czyli kocie nie będzie ślepe. To zmienia postać rzeczy. Ewo, dzielna jesteś bardzo ! Ale Twoi podopieczni także.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ewuniu, ten brązowy kolor sierści podobno wynika z braku mikroelementów i witamin w organizmie kociaka gdy go znalazłam. Kocio ma się teraz dobrze. a kolor czekolady pozostał. I bardzo dobrze, bo śliczny jest.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Super, dzięki za info. Zapomniałam dodać, że śliczne te koteczki (a takiego brązowego to jeszcze nie widziałam).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przepraszam czytelników, że nie podałam nazwy tej lecznicy. Dostałam uwagę od Redakcji, że w tekście zgłoszonym do moderacji uprawiam reklamę i lobbuję tę lecznicę. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.