Facebook Google+ Twitter

Dobrzy fachowcy tylko partyjni

Od 10 lat miesięcznik Press przyznaje nagrody Grand Press, w tym „Dziennikarza Roku”. Jak każdy konkurs, także ten ma swoje wady i zalety. Nigdy jednak nie zdarzyło się, aby przyznano nagrodę tak kontrowersyjną i tak jawnie polityczną jak podczas ostatniej edycji.

Mam na myśli oczywiście „Dziennikarza Roku” dla Andrzeja Morozowskiego i Tomasza Sekielskiego. Nazywanie tej nagrody „polskim Pulitzerem” to policzek dla Pulitzera.

Zanim przejdziemy do Pulitzera, wróćmy do Grand Pressa. Idea jest piękna: sami dziennikarze, a właściwie redakcje zgłaszają kandydatów i głosują na laureatów. O demokracji mówi się, że ma poważne wady, ale nie wymyślono jeszcze nic lepszego. Podobnie z procedurą Grand Pressa: ma wady, ale czy można to zrobić inaczej? W Polsce na razie chyba nie. W efekcie „Dziennikarz Roku”, to w dużej mierze konkurs piękności, gdzie zwyciężają nie te kandydatki, które są najpiękniejsze, ale te które publika zna lepiej. Nigdy się bowiem nie zdarzyło, aby wybrany został ktoś inny niż czołowy dziennikarz mediów ogólnopolskich: Żakowski, Lis, Durczok, Pochanke, Paradowska, Olejnik, Marszałek – to w większości dziennikarze ciągle występujący w telewizji. Nic więc dziwnego, że znani, lubiani… to większość redakcji będzie głosowała np. na Monikę Olejnik, chociaż zachowuje się niekiedy prostacko, niż na przykład na jakąś nikomu nieznaną Janinę Kowalską z Rzeszowa.

Nazywanie Grand Pressa „polskim Pulitzerem” to obraza i policzek dla tej amerykańskiej nagrody. Wystarczy kuknąć, kto tam i za co dostaje nagrody, a kto i za co w Polsce. Czy ktoś słyszał o jakimkolwiek dziennikarzu, ba nawet gazecie „The Times-Picayune”  z Nowego Orleanu? To tylko jeden z przykładów tegorocznych nagrodzonych. Jeśli ktoś zada sobie trud i przeglądnie poprzednie edycje, to z pewnością zauważy, że wśród nagrodzonych pełno jest gazet lub dziennikarzy z prowincji. Oczywiście są dziennikarze z mediów nawet nie ogólnoamerykańskich, ale światowych – ale nie stanowią, jak w przypadku Grand Press – przytłaczającej większość.

Nastawienie na gwiazdorstwo, to nie jedyne, co różni Pulitzera od Grand Pressa. W tym roku „Dziennikarzami Roku” zostali Andrzej Mrozowski i Tomasz Sekielski, autorzy programu „Teraz My”. Świetnie. Parafrazując słynne hasło z tekstu M. F. Rakowskiego (długoletniego redaktora naczelnego tygodnika „Polityka” i premiera w czasach PRL) – „dobrzy fachowcy, tylko partyjni”,  co widać jak na dłoni, kiedy rozmawiają z różnymi zaproszonymi do programu gośćmi. Zarówno w przypadku Morozowskiego i Sekielskiego, jak i Olejnik mogę, słysząc jedynie odpowiedzi na ich pytania, stwierdzić, jaką opcję reprezentuje ich interlokutor.

Przykład zachowania Morozowskiego podczas rozmowy z Jackiem Kurskim, wbrew wszelkim zasadom etyki dziennikarskiej – tylko potwierdza tę tezę. Zresztą co do charakteru tej nagrody sami nagrodzeni nie pozostawiają cienia wątpliwości: „(…) Ta nagroda, te głosy różnych redakcji, to dla nas opowiedzenie się po naszej stronie w tym konflikcie politycy-media, który rozgorzał po taśmach Renaty Beger (…)” I „(…)Uważam, że to jest bardzo ważny sygnał dla polityków, ponieważ politycy rzucali się na dziennikarzy w tym roku niezwykle zajadle (…)”  – powiedzieli laureaci na stronie internetowej miesięcznika “Press”.

Czyli okazuje się, ze najważniejsza w Polsce nagroda dziennikarska nie jest za warsztat, umiejętności, tylko za „wysłanie sygnału politykom”.

W przypadku Pulitzera, słowo polityk czy polityka nawet nie pada w uzasadnieniu przyznanej nagrody. Nic dziwnego, bo praca Boba Woodwarda i Carla Bernsteina – najsłynniejszych chyba laureatów nagrody Pulitzera (za wykrycie afery Watergate) nie polegała na wydaniu polecenia technikowi telewizyjnemu, aby poinstruował panią poseł, jak nagrać rozmowę, tylko na długiej i żmudnej dziennikarskiej robocie. Woodward nie dostał też nagrody za to, że jego poglądy polityczne były inne niż ówczesnego prezydenta – nawiasem mówiąc były chyba bliższe republikanom niż demokratom – tylko za doskonały warsztat dziennikarski.

Z tych między innymi powodów dziwię się tym wszystkim redakcjom, które głosowały akurat na Morozowskiego i Sekielskiego. Dziwię się, bo właściwie powinny były głosować na Renatę Beger. To ona prowadziła wywiad z ministrem, a panowie Morozowski i Sekielski tylko go pokazali w telewizji.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

No, tak. Stałe grono.

Komentarz został ukrytyrozwiń

podzielaam w calej rozciąglości...
Cieszę się, że Kittel "dziennikarza śledczego" roku, bo cenię gościa.
A propos "Pod Jaszczurami" Sekielski z Morozowskim w środę będą gościć, prowadzenie -mój kolega z roku.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Morozowski, na Boga panie Stanuch. Morozowski nie Mrozowski. Troszkę dbałości o warsztat, o którym tyle pan pisze.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie. Generalnie to nie czytam Lisa.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Staszku, jeszcze przeczytam dokładnie Twój tekst, a tak na gorąco: wczoraj akurat czytałem Lisa, hasło: fachowiec. Jesteś po tej lekturze?:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.