Facebook Google+ Twitter

Doda Elektoroda i aż 17 ochroniarzy

  • Źródło: Express Ilustrowany
  • Data dodania: 2008-06-23 17:17

Aż siedemnastu potężnych ochroniarzy broniło przez cały koncert dostępu do znanej z ciętego języka wokalistki Dody (Doroty Rabczewskiej). Stali na scenie wokół niej, na balkonach oraz wzdłuż całej trasy prowadzącej ze sceny do garderoby. Każda z osób, która chciała się spotkać z wokalistką oko w oko, była natychmiast usuwana na bok.

 / Fot. Fot. Maciej StanikSpotkania z Dodą odmówiono nawet jej fanom, którzy tuż po koncercie chcieli zdobyć jej autografy: - Najpierw czekaliśmy kilkanaście minut pod drzwiami prowadzącymi do garderoby - mówi osiemnastoletnia Ania, która fanką wokalistki jest od siedmiu miesięcy. - Przez dłuższy czas nikt nie był nam w stanie powiedzieć, czy Doda do nas wyjdzie, czy też nie. W końcu kazano nam wejść na górę, bo tam podobno poszła. Rzeczywiście była. Tyle że w sali dla VIP-ów, do której dostęp ma tylko ściśle wyselekcjonowana grupa osób. My, na osłodę, mogliśmy ją tylko pooglądać przez szybę, jak sobie siedzi w tej sali i rozmawia ze znajomymi. A tyle się naczytałem, że Doda tak lubi kontakt ze swoimi fanami.

Koncert Dody Elektrody odbył się w nocy, z soboty na niedzielę, w klubie Heaven, przy al. Piłsudskiego. Jego początek był zaplanowany na godz. 23, ale, jak na prawdziwą gwiazdę przystało, wokalistka kazała czekać na siebie dodatkowe 50 minut. Na scenie zaprezentowała się w dwóch kreacjach. Najpierw w czarnej, obcisłej, siateczkowatej bluzce, pod którą dostrzec można była różowy stanik, różowej minispódniczce z napisem FUCK, początkowo miała do niej doczepionych kilka warstw koronkowych i lateksowych falbanek, czarnych kabaretkach i sięgających powyżej kolan czarnych kozakach. W połowie show zniknęła na chwilę za kulisami, a kiedy wróciła, miała na sobie skąpą, czarno-pomarańczową, lateksową sukienkę, czarne kabaretki oraz pomarańczowe szpilki.

Występ rozpoczęła od wykonania utworu "Prowokacja" ze swojej pierwszej solowej płyty "Diamond Bitch". Później pojawiły się jeszcze takie utwory, jak: "Kiedy noc nadchodzi" (jak powiedziała - śpiewany kiedyś dla pewnego frajera), najnowszy singiel "Nie daj się", o którym mówi się, że jest plagiatem jednego z utworów Paris Hilton oraz cover "Material girl" Madonny. Po mniej więcej godzinie koncert dobiegł końca. Obyło się bez bisów, bo, o dziwo, publiczność wcale się ich nie domagała. Tak samo, jak w trakcie koncertu, nie była skora do wspólnego śpiewania z wokalistką. Ta w efekcie stwierdziła, że czuje się jakby była... na jasełkach. (izj)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.