Pozycja materiału w rankingach:
- Pana jamnik to się na polu załatwia? - Nieee... Za bramką na łączce. Niby nic śmiesznego, ale tacy jak ja, czyli "nowi Krakowiacy" na pewno uśmiechną się na wspomnienie podobnych zabawnych sytuacji, które przeżyli.
Na Śląsku czy na Kaszubach, to wiadomo. Inna gwara, ba! Inny język wręcz. W Krakowie... no niby wszystko poprawnie jak powinno być, ale czasem trochę czeski film.
Krakusy (i okolica, dosyć szeroka nawet) nie wychodzi na dwór. Oni wychodzą na pole.
O! To pole do walki o słuszność pola. "Krakusy mieszkały we dworach i
wychodziły na pole, a te inne, to w polu mieszkały i łaziły na dwór" . Kto z nas nowych się o to nie kłócił?
W restauracji zamówicie pyszny sznycel, wiedeński najlepiej i wszystko będzie w porządku. Pyszny kawał mięcha. W pomniejszych knajpach jednak i domach zamówcie sznycla, a dostaniecie... kotlet mielony.
Mięso. Ach. Żurawiny do niego, a choćby i borówki. Ok! Pędzimy na targ na Starym albo Nowym Kleparzu i wołamy "Borówki poproszę" i na wadze lądują... jagódki. Tak. Nie jagódki borówki, ale czarnej jagody. Do mięs polecam prosić o brusznicę (borówka brusznica). Jak już jesteśmy przy owocach leśnych, to nie uświadczycie jeżyn jeno ostrężyny czy ostrężyce.
No tak. Najważniejsza ze spraw okołokulinarnych. Próżno szukać warzywniaka. Lepiej pytać o jarzyniak.
Dla mnie osobiście największą zagwozdką podczas szukania mieszkania w Krakowie były ogłoszenia opowiadające o wyflizowanych mieszkaniach, fliziarze ogłaszający się w "drobnych". Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że to po prostu kafelki, kafelkarze i wykafelkowane mieszkania. Z niemieckiego zresztą wzięte słowo. O tyle dziwne dla gdańszczanina, że tu się jakoś mniej niemieckich zapożyczeń spodziewałem. Ale w końcu CK. A i Ślunsk o rzut beretem. Zresztą pewnie (niech mnie ktoś poprawi jeśli się mylę) ma to związek z powszechnym za sprawą krakowskiego Kazimierza jidisz.
Jak już tak z niemiecka jedziemy, to nie znajdziesz nic za rogiem. Prędzej za winklem.
Regionalizmy. Ciekawe i zabawne. Ale jest jeden, który mnie denerwuje, mimo że Słownik Języka Polskiego PWN uznaje go za pełnoprawny regionalizm. Otóż w Krakowie formą dokonaną słowa oglądać nie jest obejrzeć, ale oglądnąć. Więc pytani, czy oglądnęliście ten film, albo oglądnęliście sobie coś dokładnie nie wybuchajcie, proszę, śmiechem ;)
Że tak powiem, że tu ma też sporo do gadania. Nie ma"choć już" ani "chodź no!" tylko "chodźże"!
Ale do tego akurat da się przyzwyczaić.
No dobrze. To już chyba wszystko.
Aaaa! Nie! Biedne małe dzieci nie ssają tu smoczków tylko cumlają cumelki.
Ale to już chyba na pewno wszystko.
Zapraszam do dyskusji, jak to widzą inni, którzy mieli okazję dłużej pobyć w Krakowie.
Zobacz także:
Artykuły
(2)
Galerie
(8)
Średnia ocen
(4.96)
Wiek: 36 | Miejscowość: Gdynia | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Janusz Kaliszczak 08.11.2006 11:04
Wiesz. To nie zdziwienie co raczej fascynacja dosyć specyficznym charakterem regionalizmów.
Wiele jest po prostu mocno konfudujących, np. jagoda-borówka.
Krzysiek Polski 07.11.2006 18:28
Jako prawie Krakus troche mnie dziwi te zdziwienia w stosunku do krakowskich regionalizmow...
do listy dolacze... ze w Krakowie czekolada zapakowana jest w zlotko... z moich znajomosci dowiedzialem sie, ze na polnocy uzywa sie pa-zlotko lub sreberko... dla mnie zupelna nowosc...
Podobnie z wolaniem na kogos po imieniu... bede sie staral przedstawic foletycznie...::: Krakow- MarEEEk !, Poznan- MAAArek !
Janusz Kaliszczak 07.11.2006 14:14
A to w sumie zalezy :) Czy wymawiasz po naszemu czy po ichniemu
Witold Janowicz 07.11.2006 14:11
Z Kaszebą chyba, bo oni to Kaszebe nie Kaszube. Jeżdzę co roku do Jastrzębiej Góry, mieszkam u Kaszebów, jak już jesteśmy po paru piwkach to oni młewią po kaszebscie jo godom i rozumiemy się na 100%. :D
Janusz Kaliszczak 07.11.2006 12:58
Spoko. Szwagra miałem wżenionego w Ślunsk. :) To trochę posmakowałem tamtejszej gwary ;)
Da się zrozumieć, tym bardziej, że sporo niemieckiego w tym słychać.
Pojedź na Pomorze i dogadaj się z Kaszubą :)
Witold Janowicz 07.11.2006 11:37
Tak mówię bom ci ślązak, ale jak byś zamiast w Krakowie wylądował np. we Zobrzu, Rudzie albo Chorzowie ..... no to moje wyrazy współczucia. Pozdro. Jak mówią wszędzie.
Janusz Kaliszczak 07.11.2006 10:22
@aries64: Karminadle ślunskie są :)
Po naszemu (gdańskiemu) to zwykłe mielone i już! :)
GRZEGORZ Haftarczyk 06.11.2006 17:07
Miałem dokladnie takie same "przygody" gdy zaczynałem moją mieszkania w Krakowie - gdy podpisywałem umowę wynajmu, aż poszedłem się upewnić czy w łazience są faktycznie jakieś "flizy na ścianch" bo przecież były zwykłe kafelki... Dopiero w Krakowie poznałem też "szymel umowy". Ale moja główna refeleksja po lekturze tego textu to taka, że człowiek przyjezdny w Krakowie występuje w większej ilości niż jeden (nie licząc studentów)!
Witold Janowicz 06.11.2006 16:42
Sznycel, jaki sznycel ? Karminadel to jest mięso mielone a jeśli chodzi o smoczek toż to zwykły NUPEL!!!
Patryk Latacz 06.11.2006 08:01
Piszże dalej, bo ciekawie gadasz! :-) Długo nie wiedziałem, że "flizy" to sformułowanie mało znane gdzie indziej. Jagody, sznycle też. Ciekawa sprawa. Ale jako Krakus z krwi i kości - lubię naszą mowę. :)
5. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie oraz 80. urodziny Wojciecha Kilara. Relacja
(odsłon: +504)