Facebook Google+ Twitter

DOGMACIE KACIE

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2013-12-17 09:44

Recenzja tomiku poetyckiego Tomasza Żółtko pt. "Namolne drapanie w duszę"

DOGMACIE KACIE

Ilekroć myślę o osobie Tomasza Żółtko wspominam z rozrzewnieniem lato 1990 roku, kiedy do rąk wpadł mi jego debiutancki album „Wspólne myśli”. Od razu zorientowałem się, że mam do czynienia z poetą niekonwencjonalnym, któremu obcy jest banał tak często charakterystyczny dla twórców egzystujących w eklezjalnej niszy. Ech, 1990 rok, miałem naście lat, naście pomysłów na życie, kochałem się w nastu dziewczętach naraz... Od tego czasu przybyło mi ponad dwadzieścia lat zwątpień, ale i znacznie pomnożył się dorobek artystyczny Żółtki. Pochodzący z Gdańska poeta wydał jedenaście albumów muzycznych i kilka tomików. „Namolne drapanie się w duszę” jest piątym z kolei (można się spodziewać, że nie ostatnim).
Już sam tytuł sugeruje, iż wspomniana książka, będzie kontynuacją obranego niegdyś przez Żółtkę kursu ku wyzwoleniu od schematyzmu, betonu religijnego, nieomylności klerykalnej elity, konserwującego łatwowierne masy dogmatycznego sosu. Na tym tle Tomasz prezentuje się jako bard - rewolucjonista, prawdziwy Che Guevara konfesyjnej społeczności (mam nadzieję, że zostanie mi wybaczone owo porównanie). Drapanie jest naturalną reakcją na swędzenie, a swędzenie duszy świadczy o wyjątkowym niepokoju drążącym człowieka, stojącego wobec odwiecznej niewiadomej. Bez wątpienia autor cierpi na prawdziwą duszebną egzemę. Szkoda, że akurat to schorzenie nie jest zaraźliwe drogą kropelkową, bo o ile piękniejszy byłby wtedy świat. Na szczęście są poeci mogący zainfekować podatne na szczerość jednostki. Na szczerość... wobec samego siebie.
Już pierwszy wiersz niesie treści mogące przyprawić o palpitacje serca „cnotliwą” parafiankę.

Dziękuję, że nie byłem
wtedy (…)
przechodniem w małym Betlejemie... (…)

(…) w życiu nie zajrzałbym
do stodoły
Raczej hotel – cztery gwiazdki (…)

(…) ciesielstwem bez matury
jawnie pogardzałbym (…)

(…) sens ukryty w przypowieściach Jego
umknąłby mi
raczej zbyt plebejski (...)


W dalszej części podmiot liryczny przewiduje swoje zbulwersowanie na mieniącego się mesjaszem myśliciela, bo wbrew oczekiwaniom Bóg, Honor i Ojczyzna/z siebie nie wykrztusił nigdy, a co gorsza przemawiał dla kolaborantów mając zrozumienie itd. Jakie to niepolskie, jakie niepatriotyczne, jakie nie tradycyjnie religijne... Bo przecież Do potępiania/kwapią się najbardziej ci/ którzy nie zdążyli/jeszcze/zostać potępionymi.
W wierszu zaczynającym się od słów: Witamy Państwa w Piekle, Żółtko rozprawia się z obłudą tak dostrzegalną nie tylko telewizji. Dlatego w piekle akceptowane są wieczorowe suknie, sutanny, kardynalska czerwień... W tym miejscu (zdawać by się mogło rozpaczy) jest majestatycznie i odświętnie.

Jesteśmy w stanie nawet tutaj
zaspokoić (dajmy na to) Waszą potrzebę modlitwy
Dysponujemy odpowiednią ilością ołtarzy
i Kościołem Wyznawców Gorących
… piekielnie...


Mimowolnie rodzi się pytanie o kondycję człowieka w świecie. O nasz misternie układany porządek publiczny, tradycję i pompatyczny (zawsze kultywowany w minorowym tonie) patriotyzm. O naszą Rzeczpospolitą która... jest piekłem dla co odważniejszych jednostek. A przecież i przysłowiowe „polskie piekiełko” nie wzięło się znikąd.
Jednak Żółtko daleki jest od upierdliwego generalizowania i sądów nad kierującymi się swoją logiką masami. On przede wszystkim ocenia siebie, w sposób przeraźliwie szczery i (co trzeba zaznaczyć) niemający nic wspólnego ze „świątobliwym” samobiczowaniem:

Ciekawe,
że przed Tobą
nieskończenie Świętym
nie wstyd mi
wstydzić się za moje życie
Natomiast
przebywając wśród innych (…)
robię wszystko, aby postrzegano mnie
lepszym
niż jestem w istocie

Nie można sklasyfikować autora jako poetę religijnego w potocznym tego słowa znaczeniu. Zresztą rzeczownik „religia” ma w radykalnym nurcie protestantyzmu wybitnie pejoratywne znaczenie. W swoich utworach nie omija tematów metafizycznych, ale często skupia na ich „ludzkim” doświadczaniu. Dlatego w jednym z wierszy prosi:

A gdy gdzieś... kiedyś
zaczną mi już stygnąć palce
chciałbym Cię mieć
przy sobie blisko (…)
by ostatnią skrą bycia
powiedzieć
lub może dać odczuć
że nigdy żadnej kobiety
nie kochałem tak mocno (…)

Nie obawia się kwestionować własnej wiary, szczerości... on widzi człowieka (siebie) takim jakim jest, a więc z jego seksualnością, filozofowaniem i sporami o to który szyld jest najpanajezusowieńszy. Czyni to często w sposób dosadny epatując celibatu afrodyzjakiem, piekłem tylko dla innowierców, krytyką dewocji (bozia... bozia... nasza bozia...), czy też zrywaniem pobożnej maski:

W jakiego Boga wierzę
- jeśli wierzę -
gdy tak naprawdę mam to wszystko w dupie
sam dla siebie będąc całym światem???


Zaprawdę „Namolne drapanie się w duszę” to nie podręcznik do szkółki niedzielnej. To twarde zmaganie się z samym sobą. To świadectwo walki, którą każdy musi stoczyć „w swojej komorze” i z której nikt nas nie zwolni. Czytelnik próżno tu będzie szukać rozbuchanej metaforyki czy labiryntów słownych, dominuje raczej prostota. Jedyne, co może drażnić, to nadmierne stosowanie wielokropka. Czasem odnosiłem wrażenie, iż Żółtce najzwyczajniej brakuje słów (a może to zamierzony środek stylistyczny?) i dlatego posiłkuje się zawieszeniem myśli. Przy dłuższej lekturze ten zabieg najzwyczajniej męczy.
Nie w sposób w krótkiej recenzji opisać wszystkich aspektów poruszonych przez autora. Mogę jedynie powiedzieć, ze sposób w jaki to czyni poruszył nawet moje agnostyckie serce. Bo pomimo wszystko, człowiek wyzwolony ma świadomość nie tylko swojej nędzy, ale i wyjątkowego na przestrzeni wieków piękna. Co widzę (pomimo kamuflażu poety) w podsumowującym tomik wierszu:

Uświadomiłem sobie ostatnio
przy subtelnym wsparciu Żony
że jednak...
… mimo wszystko...
nie jestem genialny

Jakżesz mogłem to
przeoczyć!!!

Ubolewam...
Co za strata dla potomnych...

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tomasz Żółtko „Namolne drapanie się w duszę”. Wydawca: Sztukmisja (Wisła 2009) Wyd. II
ISBN 978-83-928504-0-3 str.130.
(PIOTR PROKOPIAK)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.