Pozycja materiału w rankingach:
Kiedy zapytałam córkę dlaczego pewna dziewczynka w jej klasie jest najpopularniejsza, usłyszałam: bo ją już „lizało” pół klasy...
Zaloty współczesnej młodzieży nie przypominają w niczym tego, z czym mieli do czynienia ich rodzice
Oni buzują, one się lansują
Kiedyś
chłopak chcąc zwrócić na siebie uwagę, łapał dziewczynę za warkocz.
Dzisiaj chłopięce zaloty sprowadzają się często do klepania koleżanek
po pośladkach czy łapania ich za piersi. A kiedy one się bronią, oni
reagują agresją. Bywa, że szarpią za włosy, wykręcają ręce, opluwają...
I trzeba było aż dramatu Ani, żeby ten problem wyszedł spod klosza.
Tylko jak wyszedł, to co z nim teraz zrobić?
Jedna z matek najbardziej była zszokowana biernością dziewczynek w historii Ani.
-
Pamiętam, że kiedy ja chodziłam do szkoły podstawowej, a to był koniec
lat sześćdziesiątych, dziewczęta nie oglądały się za rówieśnikami.
Chłopcy z naszej klasy w porównaniu z nami byli raczej cherlawi i
często pryszczaci. Mieliśmy jednak w klasie trudnego kolegę, wyjątkowo
nadpobudliwego. Próbował nas podszczypywać, obmacywać. Kładł się z
lusterkiem na bucie, żeby zaglądać pod spódnice. Stworzyłyśmy więc
zwarty front. Namówiłyśmy się i pewnego dnia sprawiłyśmy mu manto.
Lekkie, ale wstydliwe. Na tyle, że dał nam spokój. Nie było mowy o
strachu z naszej strony przed chłopakami. Kiedy pojawiła się moda na
strzelanie do dziewcząt z procy papierkami, my też się uzbroiłyśmy w
proce. A pani nauczycielka konfiskowała je po równo, nam i im -
opowiada.
Aleksandra - matka 14-letniej córki: - Takich sytuacji o jakich opowiada moje dziecko, ja w swoich młodzieńczych latach nie przeżyłam. Ale to nie tylko wina chłopców. Także dziewczynek. W klasie córki są „czirliderki”, które przewodzą. One są najpopularniejsze. I to one czasami buntują chłopaków przeciw tym innym dziewczynkom, gorszym. A gorsza to, na przykład ta, która się spokojniej ubiera. Nie pokazuje brzucha czy dekoltu. Nie ma tipsów na paznokciach czy cienia na powiekach. Kiedy zapytałam córkę dlaczego pewna dziewczynka w jej klasie jest najpopularniejsza, usłyszałam: bo ją już „lizało” pół klasy. Skóra mi ścierpła. Ale oni takim językiem mówią.
Dziewczynki z gdańskiego gimnazjum opowiadają, że problemy z chłopcami to normalne.
-
Bo oni zachowują się jak ośmiolatki - twierdzi Żaneta. - Kiedy chcą
zwrócić na siebie uwagę, to podstawią dziewczynie nogę albo rzucą w nią
puszkę po napoju. Reszta kolegów na to patrzy. I kiedy dziewczyna
płacze, oni mają dobrą zabawę.
- Oni mają jakąś dziwną teorię, że im
jest gorszy, tym... lepszy w oczach dziewczyny - dodaje Kamila. -
Jeszcze jak nie ma wokół kolegów, to się zachowuje normalnie. Ale już w
grupie dostaje małpiego rozumu.
Gimnazjalistki przyznają jednak, że
niektóre dziewczyny sobie na takie klepnięcia pozwalają. Nawet im to
imponuje. Bo to znaczy, że się podoba. A chłopakom się wydaje, że jak
jedna jest z tego klepnięcia zadowolona, to inne też muszą być.
- W
tamtym roku była w naszej szkole dziewczyna, która chodziła mocno
roznegliżowana. Na pytanie jednej z koleżanek czemu się tak ubiera
odpowiedziała: Bo ja się lansuję.
Ostatnio pojawiła się moda na straszenie zapalniczką.
- Nie ruszaj się, bo cię podpalę - można usłyszeć czasami na lekcji.
Ilona Łepkowska, scenarzystka popularnych seriali, dość ostrożne
potwierdza tezę, że popkultura może mieć nie najlepszy wpływ na
młodzież. Kiedy na przykład Justin Timberlake obnaża na koncercie pierś
Janet Jackson i młodzi to widzą w telewizji, to myślą - ja też tak
mogę. Ale to od rodziców zależy, co oglądają ich dzieci.
- Jestem
osobą po pięćdziesiątce i w moich szkolnych czasach była większa
dyscyplina w szkołach i domach. Rodzice mieli większy wpływ na dzieci.
Przede wszystkim poświęcali im więcej czasu, ponieważ krócej pracowali.
A dzisiaj dorośli nie potrafią nawet ze sobą rozmawiać, a nie tylko z
własnymi dziećmi. Potrafią mówić jedynie wtedy, jak się napiją.
Scenarzystka
zastrzega, że nie chce występować z pozycji starej ciotki, ale jest
przerażona tym, że w szkołach wolno się teraz malować.
- Widzę
dziewczynki, które wchodzą do budynku z napisem gimnazjum i wyglądają,
za przeproszeniem, jak lafiryndy. I na to się pozwala. Rozumiem modę.
Ale te spodnie biodrówki spod których wystają stringi, to w połączeniu
z harcującymi u nastolatków hormonami może wywołać niebezpieczne
związki. Ale przecież dziewczynki nie ubierają się tak po to, żeby
prowokować. Tylko taka jest moda.
Dr Elżbieta Zubrzycka - psycholog nie raz obserwowała „końskie”
zaloty chłopaków. I widziała, że dziewczyny pozwalają na to, żeby ich
traktować bez szacunku. Zastanawiała się wtedy, czego one oczekują? Że
kiedyś ci chłopcy będą czułymi, opiekuńczymi mężami, ojcami? I kiedy
ona wróci ze szpitala z dzieckiem na ręku, to on o nią zadba? Czy
będzie leżał pijany pod stołem, bo właśnie uczcił fakt, że dziecko się
urodziło?
- Teraz odrzuca się wszystko to, co tradycyjne. Chłopak z
kwiatami? Wstydliwa sprawa. Gdyby przyniósł dziewczynie czekoladki, to
by go koledzy wyśmiali. Uważaliby, że się z choinki urwał.
Zdaniem
dr Zubrzyckiej model gimnazjalny nie zdał egzaminu. Kiedy szkoła
podstawowa trwała osiem lat, nauczyciele mieli czas na poznanie dzieci.
Znali ich rodziców. Dzieci nawzajem się znały. Była możliwa lepsza i
pełniejsza opieka nad młodymi. Szybsza interwencja. A tu nagle takiego
dwunastolatka w okresie burzy hormonalnej przerzuca się do innej
szkoły. Tam styka się ze starszymi od siebie. Więc próbuje udowodnić,
że też jest już dorosły. A jeszcze teraz moda pozwala na podreślanie u
dziewcząt większej seksualności. Te goły brzuchy, duże dekolty.
Wystarczy, że koleżanka nachyla się po ołówek. I chłopcy już są
nabuzowani. I co mają z tym zrobić? Tym dzieciom w dalszym ciągu się
niczego nie proponuje. Dojrzewanie to temat tabu. O tym się nie mówi w
domach, bo rodzice nie potrafią. W szkołach też nie - bo nauczyciele
się boją o tym rozmawiać. Więc ta młodzież nie ma z kim o tym pogadać.
Nie wie, co się z nią dzieje. U chłopców zaczynają się nocne polucje.
Więc chcą ogłosić światu, że czują się już mężczyznami. I... zaczyna
się kompletna głupota. A jeszcze podkręcają się w grupie. Tracąc już
zupełnie rozeznanie w tym, co jest dobre, a co złe.
- Dlatego konieczny jest powrót do nauki od podstaw. Już w przedszkolu powinno się uczyć dzieci tego - czym jest szacunek, czego nie wolno robić. One, na przykład, nie wiedzą, co jest donosicielstwem, a co informowaniem uzasadnionym i dojrzałym, kiedy komuś dzieje się krzywda. Nie widzą granicy. Dlatego nie poinformowały o tym, że Ani działa się krzywda. Ale co się dziwić dzieciom, skoro niektórzy nauczyciele, jak się zorientowałam, też mają z tym problem - mówi dr Zubrzycka.
***
Na razie wszyscy przerzucają się tym problemem jak gorącym kartoflem. Rodzice patrzą na nauczycieli. Nauczyciele na ministra edukacji. A minister edukacji na to, czy mu w... sondażach rośnie czy spada.
Ryszarda Wojciechowska
Zobacz także:
Sortuj komentarze:
Autor usunął profil 26.11.2006 16:17
Mniej internetu, mniej MTV i głupich filmów w telewizorach i więcej czasu dla swoich dzieci a może będzie lepiej.
Mir Nalezińskí 26.11.2006 12:40
1.Gdyby dramat z Anią wydarzyl sie rok wcześniej, to również by wyszła sprawa na jaw. Zbyt powazna, aby pod dywan zamieść.
2. Winą szkół jest błąd poepłniony ileś lat temu - nie powinno być zgody na "modne ubiory" w szkołach i na zajęciach pozaszkolnych. Nie od dzisiaj, ale "od kiedyś"! Teraz to trudno przywrócić ład w tej materii. Kiedy miniówki byly modne (ok. 1968) to reż u nas w szkole buzowało. Może już w wówczas trzeba było ingerować. Ale szkolnictwo zgłupiało, choć oczywiście były szkoły, zwł. techniaka, w których obowiązywały mundurki.
3. No i niepopularna sprawa. Muszę przyznać, że wielu opisanych tu (i nie tylko tu) problemów nie byłoby, gdyby klasy były monopłciowe. Może są w Polsce takie klasy, zatem można pokusić się o pewne spostrzeżenia oparte na badaniach.
Urszula Agata Marczewska 26.11.2006 12:23
Andymac: a jaką rolę w tym, że te tematy są ujawniane, odegrał minister G.? Czy to on zlecił molestowanie dziewczynki na Wybrzeżu, od samobójstwa której zaczęto wreszcie te tematy poruszać?
Autor usunął profil 26.11.2006 11:53
Artykuł dobry. Ujawnia poziom intelektualny młodzieży i kompletny brak wpływu rodziców na własne dzieci. Tylko konkluzja nie trafiona. Proszę zauważyć, że to tylko dzięki TEMU ministrowi wszystkie te sprawy wychodzą na wierzch a jego notowania nie mają tu nic do rzeczy. Jeszcze rok temu takie tematy nie istniały...
Krzysztof Konarski 26.11.2006 11:13
bardzo dobry artykuł, porusza bardzo ważne sprawy, które niestety już przycichają, a wyjścia z tego i tak nikt nie znalazł i nie znajdzie zapewne... niestety...
Przemysław Styrna 26.11.2006 08:58
Świetny artykuł. Niestety to zachowanie nie zmieni się jeszcze długo w gimnazjach. Dobrze zauważono, że rodzice nie mają czasu dla swoich dzieci i to jest głównym powodem złego zachowania.
O. Rydzyk i PiS są zgodni: "Katolicy nie powinni płacić podatków"
(odsłon: +3191)