Facebook Google+ Twitter

Dokąd zmierza Legia?

Było huczne otwarcie stadionu, były wielomilionowe transfery, doszło nawet do porozumienia z kibicami. Skazana na sukces Legia spisuje się przeciętnie, a jej sinusoidalna forma pozostaje zagadką nawet dla niej samej.

Jakie jest prawdziwe oblicze Legii w tym sezonie? Takie jak w derbach z Polonią (1:0), czy jak w ostatniej kolejce w Bełchatowie (0:2)? Takie jak pierwsza połowa jesiennego meczu z Lechem, czy jak drugie 45. min.? Takie jak z Lechią (0:3), czy jak z Jagiellonią (2:0)?

Odpowiedzi na te pytania nie zna nawet trener Maciej Skorża. Jeszcze jesienią przyznał, że nigdy nie miał tylu kłopotów z prowadzoną przez siebie drużyną. Tłumaczył, że zespół potrzebuje czasu, że nowi zawodnicy muszą przyzwyczaić się do fizycznego stylu gry naszej ligi. Mimo kolejnych wzmocnień na wiosnę sytuacja wygląda podobnie - jego podopieczni w czterech meczach zgromadzili zaledwie cztery punkty i to w stylu, który nie daje złudzeń co do progresji w dalszej części sezonu.

Gdy wydaje się, że jedna z formacji nareszcie funkcjonuje zgodnie z oczekiwaniami, w następnych kolejkach zawodzi na całej linii. Bramki legionistów strzegło w tym sezonie już trzech bramkarzy, ale żaden nie dawał poczucia stabilizacji. Obrońcy dobre występy przeplatają z fatalnymi, a plaga kontuzji (Choto, Kiełbowicz, Jędrzejczyk, Kneżević, wcześniej Rzeźniczak) uniemożliwiła zbudowanie pewności i zrozumienia między zawodnikami.

Najskuteczniejszym strzelcem zespołu jest defensywny pomocnik Vrdoljak, choć większość ze swoich bramek zdobył z rzutów karnych. Typowany przed sezonem na snajpera nr 1 Bruno Mezenga ostatnio nie mieścił się nawet na ławce rezerwowych. Jest zdolny Michał Kucharczyk, ale do roli lidera drużyny walczącej o tytuł mistrzowski jeszcze dla niego za wcześnie. Na miejsce w wyjściowym składzie stale może liczyć Manu, o którym można napisać wszystko tylko nie to, że jego gra daje efekty drużynie. W 18 spotkaniach zaliczył jedną asystę i jako jedyny zawodnik z wyjściowej jedenastki oprócz Inakiego Astiza ani razu nie wpisał się na listę strzelców.

Regularność w grze Legii jest zjawiskiem równie rzadkim jak niegdyś dwa równe skoki Roberta Mateji. Więcej zwycięstw ma od niej tylko pierwsza w tabeli Wisła, więcej porażek - ostatnia Cracovia. Tylko dzięki wpadkom rywali zachowuje dystans pozostawiający nadzieję na odrobienie strat do "Białej Gwiazdy" i Jagielloni. - Martwi mnie, że nie potrafimy rozegrać dwóch dobrych spotkań na równym poziomie - mówił na ostatniej konferencji prasowej Skorża. Dotychczasowe wyniki pokazują, że równie często jak przed siebie trzeci zespół Ekstraklasy powinien spoglądać we wsteczne lusterko, bowiem na jego potknięcia czyha już cały peleton.

Dwutygodniową przerwę w rozgrywkach legioniści wykorzystali na odbudowanie formy w podwarszawskim Józefowie. Przy Łazienkowskiej doskonale zdają sobie sprawę z tego, że to ostatni moment na zaszczepienie drużynie nowego impulsu.

Piąta edycja konkursu Dziennikarz Obywatelski 2010 Roku trwa! Dołącz, wygraj 10 tysięcy


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Oj, zmierza coraz niżej... to co grają dzisiaj z Ruchem, tylko to potwierdza...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Z rozbawieniem wspominam prognozy "wielkich specjalistów od futbolu", jakoby tytuł mistrzowski był zarezerwowany dla Legii bądź Jagielonii. Czasem mam wrażenie, że jaka reprezentacja, tacy komentatorzy i specjaliści też. O prezydencie nie wspominając:P

Komentarz został ukrytyrozwiń
krzywy
  • krzywy
  • 02.04.2011 11:05

Akurat z derbami to nie ma się co chwalić bo Legia bramek w tym meczu nie strzelała. Jakbyś poszedł czasem na mecz to byś wiedział. A zachowanie kibiców wieś wieś wieś. Maroko a nie Polska.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.