Facebook Google+ Twitter

Doktor Frankenstein polityki

  • Źródło: Dziennik Bałtycki
  • Data dodania: 2006-11-22 08:38

Cyniczny, odrażający, wstrząsający - słychać już pierwsze opinie. Ten film ma za kilka dni trafić do polskich kin. A już wywołuje ogromne emocje. "Jak to się robi" - to dokument Marcela Łozińskiego.

Fot. Dziennik BałtyckiSfilmował on trzyletni eksperyment Piotra Tymochowicza, specjalisty od wizerunku politycznego, który przed kamerą wprawnie "lepi" z chłopaka bez dorobku i pieniędzy... polityczne zwierzę. Sam Łoziński nie kryje przerażenia tym, co zobaczył i sfilmował.
Z Piotrem Tymochowiczem rozmawia Ryszarda Wojciechowska
- Bohaterem "Jak to się robi" jest Dariusz Konopka, 23-letni student, który już na początku eksperymentu zadeklarował, że kocha władzę, pieniądze i popularność. Dlatego chce być politykiem. Jak pan go wybrał?
- Podczas castingu, który trwał aż do skutku, czyli dwa lata. Jakiś socjolog niedawno powiedział, że mój eksperyment się nie udał, bo iluś tam chętnych odpadło. Przecież ja nie chciałem wykreować 120 osób, które się zgłosiły, tylko jedną. Cały czas obserwuję wokół tego filmu pewną obłudę.
- Bo oskarża się pana o cynizm? O to, że uczy pan polityków jak skutecznie kłamać?
- Przed chwilą wróciłem z konferencji prasowej. Nie spodziewałem się, że to ja stanę się uosobieniem wszelkieg zła w polityce. Dowiedziałem się, że to wszystko przez takich jak Tymochowicz.
- Więc po co ten eksperyment?
- Pomyślałem, trochę prowokacyjnie, że trzeba ludziom uświadomić, w jak prosty sposób można nimi manipulować. Chciałem, żeby po tym filmie pozostała w nas refleksja, aby politykom nie ulegać tak łatwo. Ale nikt z dziennikarzy tego tak nie odczytał. Za to wszyscy mówią, jakim to jestem wielkim cynikiem i potworem, doktorem Frankensteinem.
- Może dlatego, że pan w polityce miesza od dawna. To pan, jak mówią, stworzył wicepremiera Andrzeja Leppera. Więc też ma pan trochę brudu politycznego za paznokciami.
- Trochę - rozumiem. Ale na mnie teraz spływa cały brud. A z Lepperem to nie do końca prawda. Przecież nie ja wybierałem tego polityka, tylko wyborcy. Ja mu pomagałem jedynie w technicznych sprawach - jak zjednać sobie ludzi, jak zbudować relacje, jak panować nad emocjami. Ale prawdziwymi, moim zdaniem, kreatorami Andrzeja Leppera są partie - SLD i Platforma Obywatelska. Bo gdyby nie ich błędy, to Tymochowicz sam by Leppera nie wykreował. Ludzie demonizują mój wpływ na polityków.
- Wróćmy do filmu. Co będzie dalej z Darkiem Konopką? Zostanie politykiem?
- Poradziłem mu, żeby na razie nie kandydował. Teraz zdemaskowano by go. Prosiłem, żeby dał sobie trochę czasu. Posłuchał mnie. Rozwija jakiś własny biznes.
- W jaki sposób pan go szkolił na polityka?
- W moim eksperymencie starałem się pokazać, że intelekt, program czy wartości nie są wcale drugorzędne. Są... dziesięciorzędne, na bardzo dalekim planie. Taka jest brutalna prawda. I to nie na mnie trzeba się obrażać, tylko na samych siebie. Wybór przez masy jest powierzchowny. Ludzi interesuje głównie to, czy ten ktoś jest wysoki, ładnie się prezentuje i jakie budzi emocje.
- A przypadek Krzysztofa Kononowicza z ostatnich wyborów? To dopiero eksperyment. Nie w trzy lata, a w trzy tygodnie wylansowano człowieka, który stał się medialną gwiazdą.
- To był eksperyment prześmiewczy.
- Myśli pan, że te trzy procent wyborców w Białymstoku wybrało go tylko dla żartu?
- Trudno ocenić - kto zagłosował dla żartu, a kto dlatego, że czuł z nim pewne podobieństwo. Zaryzykowałbym jednak, że dla żartu zagłosowało na niego około 50 procent. Nie bez znaczenia jest to, że to się stało w Białymstoku, a nie w Poznaniu.
- Chce pan powiedzieć, że Białystok to prowincja?
- Absolutna prowincja, gdzie osób podobnych do Kononowicza jest po prostu wiele.
- Ale to też niezbepieczne. Następnym razem może być jeszcze więcej żartownisiów. I... Kononowicz stanie się politykiem.
- Bo ludzie nie do końca poważnie traktują demokrację. To też chcieliśmy w filmie pokazać. Że ludźmi sterować jak stadem baranów.
- Sprawdza się więc pana cyniczna teoria, że polityk jest takim samym towarem jak płyn do czyszczenia protez. I można go łatwo wypromować, sprzedać.
- Kiedy siedem lat temu powiedziałem to po raz pierwszy, usłyszałem głosy oburzenia. A teraz łowcy głów mówią wprost, że każdy człowiek ma swoją cenę rynkową. Ja już nie muszę kokietować żadnej partii. Wszystko co możliwe, w Polsce osiągnąłem. Pracuję obecnie na Ukrainie. Wybieram się do Azerbejdżanu. Więc mogę, po prostu, mówić teraz całą prawdę.
SMS

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.