Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

2360 miejsce

Doktorant - kto to taki?

Wielu młodych ludzi po uzyskaniu upragnionego dyplomu magistra rozpoczyna, bądź też kontynuuje szukanie pracy. Są jednak tacy, którzy zostają na uczelni, aby po kilku latach żmudnej pracy zdobyć tytuł doktora.

Takich młodych naukowców określa się mianem doktorantów. I tu właśnie nasuwa się pytanie zawarte w tytule. Zdaniem Mariusza Gołębiowskiego, przewodniczącego Rady Samorządu Doktorantów UŁ, doktorant to już nie student, a pracownik naukowy.
– To stan pośredni. Jesteś pracownikiem naukowym, ale jeszcze nie doktorem, czy profesorem – mówi.

Jak zostać jednym z nich?


Aby rozpocząć studia doktoranckie należy złożyć aplikację do władz wydziału, a także spełnić pewne kryteria. Najważniejsze z nich to obrona pracy magisterskiej w wyznaczonym terminie i średnia ocen na poziomie 4,5. O przyjęciu na studia doktoranckie decyduje również wynik rozmowy kwalifikacyjnej. Przygotowując się do niej, kandydat powinien dobrze przemyśleć koncepcję przyszłej pracy doktorskiej. Dodatkowo, na korzyść aplikanta przemawiają jego publikacje, znajomość języków obcych i aktywność na rzecz uczelni.

Doktorancie, jak cię znaleźć?


Na co dzień, na wydziałowym korytarzu, trudno odróżnić doktoranta od studenta, a mimo to zachodzą Mariusz Gołębiowski - Przewodniczący Rady Samorządu Doktorantów Uniwersytetu Łódzkiego / Fot. Bartosz Stawowskipierwsze zmiany w życiu świeżo upieczonego magistra – doktoranta. Na studiach doktoranckich samemu wyznacza się czas na pracę naukową czy badawczą. O wielu sprawach decydują wyłącznie dojrzałość, odpowiedzialność i kreatywność.
– Nawet spotkania przy piwie stają się bardziej interesowne i przeradzają często w biznesowe dywagacje – opowiada Mariusz. – Trzeba wyostrzyć świadomość ponoszenia konsekwencji za swoje decyzje – dodaje.

Jest jednak kilka rzeczy, dzięki którym da się ich rozróżnić „na oko”. Przede wszystkim, doktorant stoi już po drugiej stronie katedry. Prowadzenie wykładów czy zajęć dydaktycznych to nie tylko obowiązek, ale i kolejna, tym razem bardziej widoczna różnica.
– Jest jeszcze jedna. Możesz bez kolejki wejść do dziekanatu – śmieje się Mariusz Gołębiowski. Na jego wydziale na pewno bardzo to pomaga, zważywszy na oblężenie tego miejsca.

A teraz druga strona medalu...


Jedną z inicjatyw Mariusza Gołębiowskiego był dzień poświęcony kulturze krajów arabskich. Na imprezie obecny był pan Behir Chebane - ambasador Tunezji w Polsce. / Fot. Archiwum autoraŻycie młodego pracownika naukowego nie jest jednak tak różowe jakby mogło się wydawać. Miejsce pracy na uczelni to loteria. Może zaproponują, a może nie. Bywa, że po kilku latach pracy i zaangażowania w życie uczelni czy wydziału, zostaje się na lodzie.
– Głównie jest to spowodowane zamrażaniem etatów (niemożność utworzenia nowych etatów - przyp. autora) – mówi Mariusz Gołębiowski.

Kolejny problem, to kwestie statutowe. Dopiero ustawa o szkolnictwie wyższym z lipca 2005 roku wprowadziła nakaz utworzenia samorządów doktoranckich na uczelniach. Do tego czasu doktoranci nie byli dostatecznie zmotywowani do posiadania swoich przedstawicieli w organach takich jak rada wydziału, senat uczelni czy Rada Główna ds. Szkolnictwa Wyższego. Nie mogli również oficjalnie współpracować z organizacjami międzynarodowymi takimi jak European Council of Doctoral Candidates and Young Researchers. Teraz zaczynają walczyć o swoje prawa.
– Dzięki tym zapisom jest możliwy rozwój środowiska doktorantów i wpływ na własne kształcenie – uważa Mariusz Gołębiowski. – Dla mnie to ogromny przywilej, kiedy mogę kształtować pewne kwestie regulaminowe, uczestniczyć w pracach nad Europejską Kartą Naukowca i innymi tego typu działaniami – dodaje.

W dosyć nieciekawie zapowiadającej się i kłopotliwej sytuacji znajdują się doktoranci – asystenci – z pełnym przekonaniem stwierdza mój rozmówca. Są oni wykorzystywani do wielu prac organizacyjnych czy technicznych, które nie idą w parze z rozwojem naukowym, a nawet nie leżą w zakresie ich obowiązków.
– Promotor powinien motywować, a nie podporządkowywać – twierdzi Mariusz Gołębiowski. – Wielu moich kolegów jest przeciążonych takimi zadaniami. Nie mają czasu na pracę naukową – dodaje.
Problem, który w jakiś sposób łączy ich ze studentami to stypendia. Analogicznie do młodszych kolegów, pula stypendiów doktoranckich jest zbyt mała w stosunku do potrzeb.

Chcesz pracować na uczelni, staraj się!


Młody naukowiec ma jednak szansę otrzymania pracy na macierzystej uczelni. Musi jednak spełnić kilka warunków. Podstawowym jest oczywiście terminowa obrona pracy doktorskiej. Dużym „plusem” w oczach władz jest zaangażowanie w życie wydziału.
– Organizacja konferencji, spotkań, paneli dyskusyjnych, prowadzenie kół naukowych, czy współpraca z innymi organizacjami studenckimi lub naukowymi. To może tylko pomóc w zdobyciu etatu na uczelni – uważa Mariusz Gołębiowski.

Nie wszyscy wytrzymują do końca


Dość powszechne jest zjawisko odchodzenia ze studiów doktoranckich. Młodzi naukowcy opuszczają uczelnię i kierują swoje kroki ku firmom i przedsiębiorstwom. Powodem są głównie względy finansowe. Ale firma komercyjna to także większa stabilizacja i możliwości rozwoju kariery czy lepsze warunki pracy naukowej lub badawczej.
– Na studiach doktoranckich zakres działań nie do końca jest sprecyzowany – dodaje Mariusz Gołębiowski.

Jak cię widzą, tak cię piszą


Jaki powinien być doktorant, aby szanowali i lubili go studenci? Zdaniem Mariusza Gołębiowskiego, musi Inicjatywy podejmowane przez doktorantów z Wydziału Zarządzania UŁ cieszą się dużym zainteresowaniem studentów. / Fot. Bartosz Stawowskiprzede wszystkim odnaleźć pasję w tym co robi, a także czuć klimat dydaktyki i pracy z młodymi ludźmi. Jeśli odnajdzie w tym swoją pasję, tym lepiej.
– Relacja ze studentami zależy od wewnętrznego podejścia. Nie należy budować barier, a dawać przykład, pokazując się jako osoba odpowiedzialna, ambitna, kreatywna i stawiająca sobie wyzwania – stwierdza młody doktorant. – Taka postawa również budzi respekt i posłuch – dodaje.

Dzięki postawie i zaangażowaniu naszych doktorantów, pragniemy zgłębić wszelkie zagadnienia bardzo dokładnie. – twierdzi Anna Nowak. / Fot. Bartosz StawowskiMariusz przez pięć lat działał w środowisku studenckim między innymi jako założyciel i prezes koła naukowego. Teraz, będąc doktorantem, pełni obowiązki jego opiekuna. Zapewnia, że jego stosunki ze studentami nie uległy zmianie.
– Kilka lat temu sam byłem jednym z nich. Teraz próbuję stawiać się w ich sytuacji – mówi.
Stara się być ich starszym bratem, przyjacielem, ale również motywuje do podejmowania wyzwań, rozwoju własnych możliwości oraz wykorzystywania wewnętrznego potencjału.

Co sądzą o nim jego podopieczni? Ci z koła naukowego twierdzą, że robi bardzo wiele, aby dać im szansę rozwoju i poszerzyć ich horyzonty.
– Mariusz jest jakby takim mentorem, który poprzez swoje doświadczenie chce pokazać nam, że jeśli tylko się czegoś pragnie i dołoży wszelkich starań, to można wiele osiągnąć – uważa Anna Nowak ze Studenckiego Koła Naukowego „Globalni”. – Jednocześnie nie uważa się za kogoś lepszego od nas i traktuje po koleżeńsku – dodaje.
Oczywiście w trakcie zajęć doktorant jest przede wszystkim wykładowcą i obie strony respektują tę zasadę. Jednak oprócz „programowego” przekazywania wiedzy, młodzi naukowcy próbują pokazać studentom walory pozostania na wyższej uczelni, a także rozbudzić w nich zmysł poszukiwacza.
– Dzięki ich postawie i zaangażowaniu, pragniemy zgłębić wszelkie zagadnienia bardzo dokładnie – twierdzi Anna Nowak.

Doktoryzować się czy nie?


Pod koniec studiów pojawia się pytanie: czy zostać na uczelni i „robić” doktorat? Anna Nowak z Wydziału Zarządzania UŁ uważa, że jeśli widzi się swoją przyszłość w pracy naukowej czy dydaktycznej to warto spróbować. Zwłaszcza, jeśli połączy się pracę naukową z realizowaniem życiowych pasji. Z kolei Monika Osmalak, studentka II roku pedagogiki wieku dziecięcego, rozpoczęłaby studia doktoranckie dla własnej satysfakcji i z chęci zgłębienia danego zagadnienia.
– W codziennej pracy z małymi dziećmi doktorat raczej niewiele by mi pomógł – uważa.

Każdy student musi sam odpowiedzieć sobie na pytanie, czy po uzyskaniu „papierka” pobiegnie od razu do pracy, czy też pozostanie na uczelni i skieruje swoje życie na tory naukowca i wykładowcy. Wielu wybiera pierwszą możliwość. Dobrze jednak, że są tacy, którzy chcą uczyć się dalej, by kształcić przyszłe pokolenia, a przy tym nie boją się podejmować wielu wyzwań i organizować wielu imponujących przedsięwzięć.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (11):

Sortuj komentarze:

Lucyno, jeżeli dostajesz stypendium, oficjalnie nie może podjąć pracy w pełnym wymiarze godzin (pełen etat) w ramach normalnej umowy o pracę; nawet pół etatu wymaga zgody (tak jest na UŁ). Pozostają umowy zlecenie i o dzieło. Jeżeli nie dostajesz stypendium, nikt się o ciebie już nie martwi i nie zawraca ci głowy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Czasem się spotyka
Rówieśnika
Gajer neseser firmowa bryka
Zegar tyka
Czas ludzi zmienia
Charakterystyka pokolenia
To wychylenia każdy ma wychylenia
A ja mam takie wspomnienia
Ławka chłopaki z bloków osiedle
Letni wieczór i Ty podszedłeś
I gadka
Temat twoja posadka
Zero żartów i nawijki o małolatkach
Tylko o firmowych wydatkach
Spadkach
Notowań konkurencji
Potem gładka
Przejściówka do pensji
Cztery brutto to cię kreci
Nara e momencik
Na miejscówce
Wszyscy macie tu po wizytówce

Człowiek e to wyścig szczurów
Do szklanych domów z szarych murów
Jak twój guru
To PLN ty przegrasz wyścig ten

Na codzień styl jak na wesele
Gant-ele
Włosy natarte żelem
Bieg za portfelem co
Portfel jest celem no
Ten kto nie jest jak ty jest nikim
Forsa woda narkotyki
Kurwy firmowe bankieciki
Parę łyków ameryki
Niejeden się tym zachłysnął niejednemu sen z oczu prysnął
Przysnął
A gdy się obudził
Były szczury nie było ludzi
I co nikt nie podał mu dłoni
Każdy szczur gonił
Za szczurem
Spadł w dół a tak szedł w gore x2

Ref. x2

E ty słyszysz mnie na bankiecie
Wiem, że ćpałeś koks w klozecie
Jesteś najlepszy na świecie
Bzdury, jesteś śmieciem
Co patrzy z góry
Nie mam fury
To czekaj człowiek
Jeszcze ci oczy wyskoczą z powiek
Ja czekam sobie czekam czekam
Jeszcze się miniemy przyrzekam
Pisze rymy
Robię bity
Gram koncerty nagrywam płyty
Pieprze twoje szczyty
Wole hity
Wiec nie pierdol mi ty
Ze jestem gorszy
Bo ty widzisz pozytyw przez pryzmat forsy dokładnie wiesz
Ty widzisz pozytyw przez pryzmat forsy
Fleszy błyski
Najdroższa whisky
Wielko budżetowe teledyski
Nie myśli o tym wszystkim TeDe
My mamy kompakt dyski CD
Kasety MC
Winyle LP
I ręce podniesione na koncercie
Ty toniesz w stercie
Papierów na biurku
Wiesz co pierdol się szczurku!"
(Tede)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Agata napisałaś, że trudno mu godzić pracę ze studiami. A to nie jest tak, że będąc na studiach doktoranckich, za które dostaje się na UW miesięcznie 1000 zł, nie można już nigdzie pracować na umowę?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tylko jeszcze co pociąga. Bo wiele jest takich osób (coraz więcej) które idę na studia doktoranckie coby się potem chwalić tym na mieście. Znam ludzi, którzy jedynie potrafią narzekać jak im ciężką, a nic nie robią i tylko wykorzystują innych; zresztą jest tak samo jak na normalnych studiach. Zawsze są ludzie i taboret...

Komentarz został ukrytyrozwiń

No właśnie - mój kolega zaczął teraz studia doktoranckie nai UJ... I z tego co mówił to czasowo wcale nie ma tak różowo... Póki co ledwo godzi pracę z tymi studiami i aby uczestniczyć w zajęciach bierze wolne w pracy.

Co do konferencji naukowych - tu nie byłabym tak optymistyczna. Owszem, organizuje się ich b. dużo... tylko czemu zawsze potem mam wrażenie że chodziło o wzajemne udowadnianie sobie, jacy to jesteśmy mądrzy?:) Szczerze, to więcej wyniosłam z czytania w domu książek niż chodzenia na konferencje (a tak 3-4 lata temu chodziłam regularnie ;)

Mimo to dr pociąga. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tylko wtedy-pisząc samemu doktorat (tak naprawdę książkę, konieczna jest publikacja)-musisz zapłacić za egzamin doktorski. A Twój dziekan mógł po prostu pracować i jednocześnie być uczestnikiem studiów doktoranckich; tak naprawdę szczególnie na pierwszym roku formalnie poza nauką i samodzielną pracą naukową nie masz oficjalnych obowiązków. Chociaż to zależy od uczelni i jej wymogów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oczywiście plus. Bardzo ciekawy temat.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Żeby się doktoryzować nie trzeba być studentem studium doktoranckiego. Doktorat możesz zrobić sam, w domu (w dziedzinach, które nie wymagaja pracy w laboratorium). Musisz tylko wczesniej lub później znaleźć kogoś (samodzielnego pracownika naukowego), kto zechce być promotorem tego doktoratu. Możesz też otworzyć przewód w innej jednostce naukowej niż sam pracujesz i bronić się gdzie indziej. Możliwości jest wiele.

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Bardzo ciekawy artykuł.
Mam pytanie. Dziekan mojego wydziału informatyki lubi opowiadać o swojej przeszłości i wiem, że robił doktorat pracując w prywatnych firmach. W takim razie w jakim trybie się doktoryzował?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie trzeba mieć średnie powyżej 4,5. Najważniejsza jest dobrze napisana koncepcja pracy oraz wiedza na temat tego co i jak chce się badać czy opisywać. No i rozmowa, na której należy przekonać grono profesorów do swojej osoby; albo obronić koncepcję (ale standardem sa pytania w stylu normalnej rozmowy kwalifikacyjne, np. czemu mamy cię przyjąć? czemu mamy wydać na ciebie pieniądze?).

I prawda jest taka, że jak nie zainteresujesz swoją osobą profesora(nie wykażesz się jako odpowiedzialny i dobry student), to on również dla ciebie nie zaryzykuje opinii. A praca na uczelni to już zupełnie inna bajka...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.