Facebook Google+ Twitter

Dolnoślązacy nie chcą pracować w urzędach

  • Źródło: Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
  • Data dodania: 2007-10-25 11:25

W wałbrzyskim magistracie szef biura strategii i analiz na początek może zarobić około 4000 złotych. Może, ale najwyraźniej nie chce - kandydat na to stanowisko jest poszukiwany od czerwca. Jak dotąd bezskutecznie

 / Fot. Gazeta WrocławskaJeszcze gorzej jest z głównym specjalistą w wydziale zamówień publicznych - brakuje go od kwietnia.
- Nie ma też zastępcy naczelnika wydziału edukacji i kierownika urzędu stanu cywilnego - wylicza Magdalena Kocur, sekretarz urzędu miasta Wałbrzycha. - Zgłosiły się dwie osoby, ale nie miały umiejętności, które są potrzebne na tych stanowiskach.
W powiecie dzierżoniowskim, żeby znaleźć inspektora wydziału architektury, nabór trzeba było prowadzić trzy razy. Przyniósł skutek dopiero, gdy obniżono wymagania.
Kiedy fachowców brak, urzędy dosłownie wyrywają ich sobie nawzajem - podbierają sobie pracowników, kusząc ich nieco wyższym wynagrodzeniem. Brakuje specjalistów od informatyki, inżynierów i architektów.
Tak jest m.in. w Legnicy i w Polkowicach - gmina od sierpnia szuka dwóch osób na stanowiska inspektorów nadzoru budowlanego. - Dużo budujemy i fachowcy mają pracę i wyższe wynagrodzenie w prywatnych firmach - przyznaje Anna Osadczuk, rzeczniczka burmistrza Polkowic. - A specjalistą może być tylko osoba z kilkuletnią, udokumentowaną praktyką.
We wrocławskim magistracie trzeba było powtórzyć nabór na stanowiska ds. budowlanych wydziału obsługi urzędu, realizacji projektów międzywydziałowych i koordynatora projektu wystroju plastycznego miasta.
Jednak największy kłopot mają mniejsze gminy i powiaty. Przez pół roku starostwo w Wołowie poszukiwało kierownika wydziału geodezji, a przez trzy miesiące - wydziału architektury. Zbigniew Rybak, sekretarz miasta w Oleśnicy: - Musimy znów ogłosić konkurs na stanowisko inspektora ds. zagospodarowania przestrzennego, bo nie było chętnych.
W gminie Wińsko wójt Dariusz Olejniczak ogłosi konkursy na stanowiska m.in. informatyka, pełnomocnika wójta ds. oświaty, urzędnika, który zdobywałby środki unijne, i sekretarki. Tam zgłaszający się nie spełniają wymaganych kryteriów.
- Ostatnio mieliśmy problem z inspektorem do spraw referatu komunalnego, który może zarobić 3500 zł brutto - opowiada Ryszard Brzeski, sekretarz gminy Dzierżoniów.
- A będzie coraz gorzej - wyrokuje Marcel Chećko, przewodniczący organizacji związkowej przy wałbrzyskim ratuszu.
Podobnie jest w innych polskich miastach. Np. w Poznaniu aktualnie poszukiwanych jest 60 specjalistów. Głównie od pozyskiwania środków europejskich. Kilka osób potrzebnych jest też do wydziału architektury. Z brakami boryka się również Biuro Miejskiego Rzecznika Konsumentów. Kłopoty kadrowe mają miejskie spółki: Zarząd Dróg Miejskich czy Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne. Taki sam problem mają Katowice.
Sam prestiż pracy w urzędzie już nie wystarczy, żeby zachęcić wykształconych ludzi, potrzebne jest też sowite wynagrodzenie. - W prywatnej firmie mogę zarobić nawet dwa razy więcej - mówi wprost Jowita Siczek, 30-latka z Wałbrzycha, specjalistka od pozyskiwania funduszy unijnych.
Na płace w wysokości 7-9 tys. zł urzędów nie stać. - Nie jesteśmy w stanie windować wynagrodzeń tak, jak w prywatnych firmach. Dlatego kusimy stabilnością zatrudnienia, ciekawą pracą i realizacją nowych przedsięwzięć. Pojawia się też motywacja w postaci nagród - zachęca Stefan Augustyn, rzecznik świdnickiego urzędu miasta.
Zdarza się, że urzędy zatrudniają młodego absolwenta, który zdobywa u nich doświadczenie i pół roku później odchodzi, mówiąc wprost, że taki był jego plan, bo teraz może zarobić więcej. - I nie możemy go zatrzymać - rozkłada ręce Zbigniew Dragan ze starostwa w Dzierżoniowie.
Urzędnicy z Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej liczą, że sytuacja poprawi się w nowym roku. - Od 1 stycznia planujemy 10-procentowe podwyżki dla urzędników - zapowiada Bożena Diaby z biura informacji ministerstwa.
Sposób na zatrzymanie pracowników znaleziono w poznańskim magistracie. Urzędnicy korzystają z bezpłatnych szkoleń, dofinansowania do studiów i dodatkowej opieki zdrowotnej, którą objęte są także ich rodziny.
Swój sposób opracowało też wałbrzyskie starostwo. - Postawiliśmy na jakość, a nie ilość. Przeprowadziliśmy ocenę wszystkich pracowników i postanowiliśmy nie zwiększać liczby stanowisk. Teraz ci, którzy już pracują, mogą lepiej zarabiać - mówi Katarzyna Dyląg-Marcinkowska z urzędu.
Janusz Krzeszowski

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.