Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

19722 miejsce

Dom dziecka w Orzeszu był dla wychowanków piekłem

  • Źródło: Polska
  • Data dodania: 2009-01-22 08:58

Ewelina miała dość poniżania. Rok temu targnęła się na życie. Sylwia, której zagrożono wyrzuceniem na bruk, latem ub. roku, w swoje 18. urodziny, poroniła. Dwa tygodnie temu dwaj bracia, 10- i 11-letni, za "pyskowanie" zostali zamknięci w piwnicy. Jola i Basia za odmowę pójścia do kościoła w ubiegłą niedzielę przez godzinę stały na mrozie.

O tym, co się dzieje w domu dziecka w Orzeszu (Śląskie), opowiedziały nam cztery byłe wychowanki. Dziewiętnastolatki: Sylwia Oleksy, Dorota Zwierzchowska, Wioletta Sojka i Ewelina (prawdziwe imię i nazwisko znane redakcji), przerwały milczenie, by ochronić siostry i braci, którzy tam pozostali .

Poniżający rygor, nękanie i kary fizyczne miały przywrócić porządek / Fot. Lucyna NenowW Orzeszu przebywa 30-40 dzieci w wieku od 5 do 19 lat. Wiele z nich przeżyło piekło we własnych domach rodzinnych. Do domu dziecka trafiły poranione, nierzadko zdemoralizowane. Rodzice alkoholicy, przemoc, noce spędzane na klatce schodowej lub u litościwych sąsiadów, głód. Kiedy je zabierano, obiecywano im lepsze życie. A jak jest w rzeczywistości?

- Przemoc fizyczna i psychiczna jest tu na porządku dziennym. Dzieci traktuje się jak zło konieczne. Nie pracuje się z nimi, pozostawia same sobie. Nawet jeśli trafi tu grzeczne dziecko, to musi się przystosować. Inaczej nie przetrwa. Kradzieże, pobicia, wymuszania, znęcanie się. Do tego alkohol, narkotyki i papierosy już w wieku 10 lat - potwierdza relacje wychowanek były już wychowawca Tomasz Data. W Orzeszu przepracował osiem miesięcy. Umowy mu nie przedłużono. Od dyrektorki usłyszał: - To praca i tylko praca. Tutaj nie ma miejsca na miłość.

Dyrektorka placówki Agnieszka Kuchna zrazu wszystkiemu zaprzecza. Potem przechodzi do ataku. - Mam złość do tych panienek, że nie przyszły z tym do mnie. Te dziewczyny zawsze sprawiały kłopoty. Są nastawione roszczeniowo. Tu trafiają różne dzieci, my nie możemy wybierać. A były wychowawca był nieżyciowy i musieliśmy się rozstać.

Cały artykuł przeczytasz na stronach Polskatimes.pl.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

"Tutaj nie ma miejsca na miłość." -

- nie ma równiez miejsca dla miłosiernego Chrystusa - jest tylko miejsce na "bywanie w kosciele".

Trudno o jaskrawszy i bardziej klasyczny przykład "katolickiego" wychowania przy pomocy sadystycznych metod.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.