Facebook Google+ Twitter

„Dom nad rozlewiskiem” - Małgorzata Kalicińska

Jeżeli ktoś pragnie utwierdzić się w przekonaniu, że praca zawodowa kobietę unieszczęśliwia, a jej miejsce jest przy garach, niech koniecznie sięgnie po tę pozycję.

Okładka książki / Fot. materiały wydawcyJasne, że Talibom różnej maści nie wszystko by się w książce podobało, ale o tym nieco później. Główna teza na pewno tak – baba robiąca korniszony lub warząca barszcz nie szaleje, przeciwnie, własnoręczny wyrób marynat daje jej zarówno głębokie poczucie własnej wartości, jak i spokój wewnętrzny.

Małgorzata, zadbana czterdziestokilkulatka, smukła i elegancka, pełniąca ważną funkcję w dobrze prosperującej agencji reklamowej, zostaje zwolniona z powodu wieku. Przeprowadza się zatem na wieś, by tam pichcąc, wywalając gnój spod krowy i smażąc dżemy doznać pozytywnej przemiany. Zewnętrznie objawia się ona rosnącą nadwagą i strojem, którego najważniejszym elementem są gumiaki, a wewnętrznie trudno w zasadzie powiedzieć czym, bo już po pierwszej prawdzie objawionej typu „pieniądze szczęścia nie dają” wyłączyłam się.
Nie zjednały mnie do powieści nawet zgrabnie zmajstrowane sceny erotyczne, w których to partnerzy Małgorzaty mają wzwody że hej, a jeden nawet „ jak wieża Eiffla”.

Powód może być prozaiczny, mianowicie nie dana mi była obserwacja tego zjawiska, mimo że w Paryżu byłam i wjechałam windą na sam szczyt. Powyższe sceny prawdopodobnie nie zaistniałyby, gdyby nie seksowny strój bohaterki, czyli wspomniane już gumiaki i jakaś bezkształtna, za to ciepła narzutka, tudzież połamane paznokcie, z dumą przez nią prezentowane. Nie zdawałam sobie dotąd sprawy, że to fetysze są - w książce zestaw taki działa na mężczyzn oszałamiająco. Słowem, życie na wsi super jest.

No cóż, książek słabych, miałkich, naiwnych, w dodatku stylistycznie kiepskich jest mnóstwo. Ale ta plasuje się w czołówce rankingów, wystarczy wrzucić tytuł do przeglądarki, by się o tym przekonać. To bardzo smuci, szczególnie gdy się przeczyta ciepłą recenzję, zamieszczoną na okładce m.in. przez przez prof. Szyszkowską. Zupełnie tego nie rozumiem i pewnie dlatego kilka razy śnił mi się koszmar – widziałam kolejne wydania „Domu na rozlewiskiem” opatrzone pozytywnym komentarzem Marii Janion i Jadwigi Staniszkis. Podobno moje krzyki były upiorne.

Akcję Wielką Kampanię Polecania wspiera wydawnictwo Znak.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (13):

Sortuj komentarze:

Kika
  • Kika
  • 15.04.2011 03:29

Zapraszam czytelników, którzy zetknęli się z twórczością Małgorzaty Kalicińskiej, do wypełnienia ankiety:
http://www.ankietka.pl/ankieta/57361/powiesci-malgorzaty-kalicinskiej-w-ocenie-czytelnikow.html

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gratuluję... ja przez tę książkę nie przebrnęłam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Pierwszego męża"- czyli w domyśle nie ostatniego? ;)
Książka może rzeczywiście nie jest zachwycająca. Dziwi mnie natomiast sposób postrzegania życia na wsi przez mieszkańców dużych miast. Może powinno się jakieś wycieczki "wsioznawcze" organizować, żeby szerzyć oświatę wśród "mieszczuchów". Ja wybrałam życie na wsi, co nie oznacza, że chodzę we wspomnianych w recenzji gumowcach. Oczywiście na spacery przydają się buty sportowe. Najczęściej jednak noszę szpilki. Paznokcie u rąk i stóp też mam zadbane. Potrafię zrobić sobie makijaż (!) i wiem co to depilacja, choć akurat w tym wypadku wolę oddawać się w ręce profesjonalistki. W gumowcach chodziłam podczas pobytu nad jeziorem (rozlewiskiem?). ;) I wierzcie mi- nie jestem wyjątkiem.
Mamy XXI wiek. Mieszkańcy wsi nie muszą iść cały dzień pieszo, żeby załatwić sprawę w mieście. Z wiejskiego sklepu korzystałam ostatnio rok temu, ale pod czeską granicą. Co nie znaczy, że wypiekam chleb w piecu, uprawiam warzywa i urządzam rytualne świniobicia. To, że człowiek może niewyobrażalnie śmierdzieć albo mieć fioletową twarz odkryłam podczas swojej przygody z Warszawą. Znajoma z Poznania uważa, że na każdym dworcu można spotkać tzw. meneli. Wyobraźcie sobie, że w małych miasteczkach ich nie ma. Nie czuję się wyjątkowo uboga w doświadczenia z tego powodu, że dorastałam w bezpiecznym miejscu nie zdając sobie sprawy z wielu przykrych cech tego świata. Współczuję tylko osobom, które obraz wsi znają tylko z przestarzałych książek. Co powiedzielibyście, gdyby ktoś wypowiadał się o współczesnym mieszczaństwie znając jego obraz tylko z Lalki?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Agnieszko, Klaro, nie gniewajcie się...lecz z Waszych komentarzy wyziera taka właśnie poszukująca siebie, swojej młodosci i wartości kobieta. Prawdą jest treść książki - co w czasie tzw swojej "kariery zawodowej" doświadczyłam - wyścig sazczurów, najważniejsza jest młodość i brak zmarszczek. Zalety ducha i doswiadczenie się nie liczą. Tak jest rzeczywiście. I dane mi było doświadczyć obu tych światów, jak Gosi z powieści. I powiem tak: jeśli ktoś tego nie przeżył niech głosu nie zabiera. Bo nie jest w stanie ocenić różnicy. A poza tym - każdy może żyć, jak chce. A jeśli mogę powiedzieć kilka słów od siebie - kto ma wątpliwości, niech spróbuje obu opcji. "gniot tendencyjny" kojarzy mi się źle....przeintelektualizowane...hmmmm...jednostronne zapatrywania....może jam prosta kobieta ze szlachty "zachciankowej" i tzw nowobogaccy mnie kiedyś nawrócą....??? Argumentów jakoś tymczasem brak. Ale życzę każdej babie mieć okażję wybierać. Kto nie może wybrać - nie zrozumie, co to jest szczęście i wolność. Ja wybieram dom nad rozlewiskiem.
PS...jestem atrakcyjną kobietą po 40-ce, czynną zawodowo, mam pierwszego męża, troje dzieci, dwa domy; w miescie i w górach...i nie zanosi sie na zmiany.

Komentarz został ukrytyrozwiń

:)
Znakiem tego, kobieta cywilizowana winna być zainteresowana wyłącznie rocznikami nieskażonymi niemiecką pornografią.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja książki raczej nie przeczytam, polegam na recenzji pani Agnieszki. Jakoś bardziej jej ufam niż Szyszkowskiej. Talibem staram się nie bywać, więc tym bardziej czytać nie zamierzam. Recenzja całkiem zgrabna i za nią plus.

PS. Za mojej młodości, ekscytowaliśmy się niemieckimi "aktorkami" porno. Miały raczej niedomalowane paznokcie u nóg i sprawiały wrażenie, jakby weszły prosto z pola. Były bardziej podniecające niż ich koleżanki Francji. Może o to chodzi?;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

podzielam zdanie autorki na temat tego typu produkcji. Są to gnioty tak tendencyjne, że mi czasem wstyd, ale jak mam dobry humor, to podkręcam sobie go w tesco na zakupach przy dziale z ksiązkami, podczytuję Leona Wisniewskiego i tę panią właśnie. Straszno i smieszno mi się robi a wtedy i tesco niestraszne;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie podobałoby się wyuzdanie Małgorzaty i o tym było to "nieco później" :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Hm - zgadzam się z treścią artykułu, że ta książka to pozycja, do której się sięga nie z powodu walorów smakowych, ale z powodu działań marketingowców.
Niestety, artykuł trochę słaby i jakby niedokończony..."Jasne, że Talibom różnej maści nie wszystko by się w książce podobało, ale o tym nieco później" - i niestety, jakoś nie zauważyłam kontynuacji tego wątku.
Ale na pocieszenie - zdarza się, mnie też :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

A ja zgadzam się z recenzją Agnieszki... Wprawdzie kilku zwrotów w swojej- tej książki też negatywnej- na pewno bym nie użyła, ale nie twierdzę, że słusznie. Może lepsze takie, niż moje, sentymentalne..) Za ciekawy artykuł i brak jakichkolwiek zahamowań w krytykowaniu bestsellerów plus;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.