Facebook Google+ Twitter

Donald Tusk coraz bardziej się sobie podoba

  • Źródło: Polska
  • Data dodania: 2010-02-04 07:58

Lektura ostatnich wywiadów premiera Tuska nie należy do łatwych. W "Gazecie Wyborczej" szef rządu mówi, że żadnych prawyborów nie będzie i to on wskaże kandydata Platformy na prezydenta.


Następnego ranka w Radiu Zet prawybory wracają. W TVN Tusk jest twardy, w "Wyborczej" literacki, smakujący swoje poetyckie frazy. Widać, że jemu samemu się podobają. Do tego jeszcze wrócimy.

A na razie zastanówmy się, skąd te różnice, zwłaszcza w tak kluczowej sprawie jak prawybory. Możliwe są dwie odpowiedzi: albo szef rządu ma jakiś własny plan i się nami bawi, o co go jednak nie podejrzewam. Albo tak naprawdę nie wie jeszcze, kto zastąpi go w roli kandydata PO na prezydenta. I jak to się stanie.

Świadczyłaby o tym jeszcze jedna sprawa: wypowiedź premiera, tuż po ogłoszeniu rezygnacji z kandydowania, że wybór następcy zajmie kilka dni. A przecież to termin niemożliwy, bo w przyszłym tygodniu rusza jego przesłuchanie przed komisją śledczą. Wygląda więc na to, że premier zapalił platformerskim ambicjonerom światełko z napisem "start", na razie nie wyznaczając ani trasy, ani mety. Co nie przeszkodziło im ruszyć.

Donald Tusk sam sobie bardzo się podoba. Często podkreśla dumne "ja" - jego decyzja, jego intuicja, jego ironia w stosunku do prezydentury

W PO trwa wewnętrzne liczenie szabel. Główne obozy to zwolennicy Bronisława Komorowskiego (najgłośniejszy Janusz Palikot) i Radosława Sikorskiego (głośne wsparcie Jarosława Gowina, ciche Grzegorza Schetyny). Ale w takim nieostrym systemie wyłaniania kandydata pojawiają się zwolennicy jakiegoś trzeciego: na przykład Jana Krzysztofa Bieleckiego. Szczerze mówiąc, nie wygląda to wszystko dla PO najlepiej. Nic nie budzi takich namiętności w Polsce jak prezydentura. Te żyrandole, ten pałac i (mimo wszystko, panie premierze) pewne miejsce w historii. Ta krótka wojenka może być więc krwawa. A chaos na starcie kampanii nie wróży dobrze w jej finale.

Premier tym wszystkim wydaje się nie przejmować. Nawet powiększa zamieszanie, z dumą sugerując, że cała operacja za jeden z celów miała pokazanie Schetynie, kto w PO naprawdę rządzi. I tu wracamy do pięknych fraz z wywiadów premiera.

Uderzyło mnie, jak bardzo Donald Tusk sam sobie się podoba. Jak często podkreśla dumne "ja" - jego decyzja, jego intuicja, jego przemyślenie, jego ironia w stosunku do prezydentury. Kiedyś tak nie mówił. Więcej było "my". Mniej tego nieznośnego pytania: lustereczko, powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy na świecie? Lustro jest coraz większe. W opustoszałej kancelarii premiera nikt już nie ma odwagi choćby zasugerować, że mogą być politycy tak piękni jak szef. I tu pojawia się kolejny problem PO z prezydenturą. Partia rządząca musi wybrać niezbyt pięknego kandydata (bo lustereczko...) na w sumie -_według premiera Tuska - odrażający urząd.

Do tej pory premier rozwiązywał problemy. Trudno mi się oprzeć wrażeniu, że od ostatniego czwartku, zapatrzony w lustro, zaczyna je tworzyć.

Michał Karnowski

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.