Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3956 miejsce

Dookoła świata w dziewięciu pytaniach

Wywiad z Małgosią Łoś i Konradem Kąkolewskim, którzy odbyli podróż dookoła świata. Wywiadu udzielili będąc w Argentynie.

Wywiad z Małgosią Łoś i Konradem Kąkolewskim, którzy odbyli podróż dookoła świata. Udzielili go będąc w Argentynie. Obecnie są już w Polsce.

Dlaczego zdecydowaliście się na podróż?
Gocha Łoś. / Fot. Fot. Konrad Kąkolewski – Decyzja o tej podróży rodziła się dosyć długo, głównie w głowie Konrada. Przez całe lata czytaniaKonrad Kąkolewski. / Fot. Fot. Gocha Łośksiążek podróżniczych. Zachwycania się Fiedlerem, Centkowskimi, Heyerdahlem, Kamińskim, Cejrowskim i innymi, którzy sami gdzieś tam w tę dzikość weszli. Właściwie to trudno powiedzieć, że się rodziła. Ona była obecna od zawsze, żeby gdzieś wyjść do lasu na parę nocy, przedzierać się przez Bieszczady na azymut, spędzić trzy tygodnie na bagnach, etc. Potem, gdy się poznaliśmy, okazało się, że nasz związek właściwie w żaden sposób nie koliduje z nieco większym zamierzeniem geograficznym. Czekaliśmy tylko na odpowiedni moment. A ten zjawił się dosyć szybko, kiedy okazało sie, że środki finansowe się uzbierały i nadszedł taki czas, kiedy chwilowe zniknięcie z dotychczasowego życia w Polsce nikomu nie wyrządzi specjalnej szkody. O, to był piękny moment. Długo wyczekiwany.

Jak wyglądały Wasze przygotowania?Chile. / Fot. Fot. Konrad Kąkolewski
Boliwia. / Fot. Fot. Gocha Łoś– Przygotowania sączyliśmy sobie powolutku podejrzewając, że mogą być całkiem smaczną częścią tej podróży. Jak się okazało bardzo smaczną. Choć szczerze powiedziawszy żadnych specjalnie rozległych i doniosłych przygotowań nie robiliśmy. Bo, jak się zgromadzi pieniądze, ileż trzeba czasu na kupienie kilku map, przewodników i przerobienie starego chlebaka tak, żeby można było w nim nosić aparat fotograficzny bez specjalnego afiszowania się tym faktem? Ale oczekując dnia wyjazdu dozowaliśmy sobie te różne drobnostki tak, żeby podnosiły temperaturę powoli i jednocześnie pozwoliły jakoś dotrwać do momentu wyjścia z domu. Bo jak już człowiek zdecyduje się na taką podróż, to potem trudno utrzymać się w ryzach. Chce sie już, teraz i bez żadnego zastanawiania.

Cała ta podróż (co z niej wyszło za sprawą naszego lenistwa to inna historia) miała się opierać na założeniu, że my chcemy tam gdzie dziko. Jak najwięcej chcemy przebywać w przyrodzie. Jak najmniej zabytków. Po to, żeby sobie jakoś pomóc w realizacji tego zamierzenia wymyśliliśmy sobie koncept przygody. To siedzenie w terenie to właśnie przygoda, a pomiędzy nimi odpoczynek i przygotowania następnej przygody. Jak się okazało sprawdziło się to w pełni, gdyż szybko po wyjeździe z Polski spostrzegliśmy, że to całe podróżowanie jest bardzo proste. Łatwo wpaść w tok samego przemieszczania, kiedy krajobrazy przemyka po bokach coraz szybciej, a człowiek po chwili znajduje się w takiej swoistej bańce, zmieniając miejsca, prowadzony przez sznurek Lonely Planet. Nie jest to zresztą nieprzyjemne, wręcz przeciwnie, a wielu rusza w drogę dla samego tego faktu. I jest to pewnie równie dobry powód wyjazdu na dłużej jak to, co my chcieliśmy. No więc to podzielenie na przygody. Żeby wyrwać się z bańki i zmusić do działania.

Z jakich środków lokomocji korzystacie? Salar. / Fot. Fot. Gocha Łoś
– Na początku trekingi na nogach, potem odkryliśmy, zupełnie nie mając wcześniej doświadczenia, konie w Mongolii. Na tyle nam się to spodobało, że rok później zawróciło nas z Indonezji do Kirgistanu po to, żeby sobie kupić najpierw osła, a potem konie i samemu, tylko we dwoje, pojeździć po tamtejszych dzikościach. Były też rowery w Chinach, a właściwie pomysł z jechaniem trójkołowcami z naszym kolegą Leszkiem Ortyńskim. Potem były znowu nogi, maczeta i do dżungli na Borneo, żeby zobaczyć czy nam się tam podoba. Absolutnym odkryciem było dla nas chodzenie po Himalajach i pomieszkiwanie w zupełnie bajkowym Katmandu. Były stare, piękne motorki Honda Super Cub, którymi przejechaliśmy Wietnam, Laos i Kambodżę. Był szalony dosyć pomysł, który wspaniale się udał, na objechanie Kambodży tuk-tukiem z rodzicami w przyczepce. Z drugimi rodzicami miejscowymi autobusami, statkiem i na nogach udało się zobaczyć nieco z południowych Chin i północnego Wietnamu. A obecnie są motory enduro w Ameryce Południowej, które kupiliśmy sobie w Peru i dzięki którym przeżyliśmy zupełnie marsjańską przygodę na płaskowyżach Boliwii. Między tym były autobusy, pociągi (o chińskie pociągi sypialne!), samolot (znacznie tańszy od autobusu w Azji Południowo-Wschodniej), prom, stop parę razy, dużo chodzenia.

Najpiękniejsze miejsce, w jakim do tej pory byliście to…Boliwia, Salar de Uyuni. / Fot. Fot. Gocha Łoś Flamingi. / Fot. Fot. Gocha Łoś
– Bukowina (Rumunia), szczyt Vihren, góry Pirin (Bułgaria), łowisko pod wiszącą skałą i gorące źródła w mroźny poranek gdzieś na granicy stepu i tajgi w Mongolii, 5 minut za granicą w Laosie, kiedy poczuliśmy nie lada ulgę na widok uśmiechu miejscowych kolesi po nieco wyczerpującym nerwowo Wietnamie, Sala Kong Lo (Laos), gdzieś, nigdzie konkretnie, w Laosie, kiedy poczuliśmy się dobrze nad prawdziwie kawową kawą „cafe lao”, wszędzie w Kirgizji z naszymi końmi – Tadzykiem i Baranem Czerwonym, Altiplano w Andach (Boliwia), w tym niesamowite salary i piękne flamingi.

Najciekawsza przygoda, która Wam się przytrafiła podczas całej wyprawy?
– Na pewno kontakty z miejscowymi w Mongolii, łowienie trzykilogramowych ryb po raz pierwszy w życiu w tamtejszych rzekach, jazda na koniu w Kirgizji i również kontakty z miejscowymi (zupełnie inne niż w Mongolii), jazda motorami – w zeszłym roku w Azji i teraz w Boliwii (w tym zwłaszcza przejazd przez zalany wodą Salar de Coipasa).

Wiem, że cała podróż to nie tylko same przyjemności. To również zaskakujące sytuacje, przykrości, rozczarowania. Jak radzicie sobie z tym wszystkim? Boliwia, kaktus. / Fot. Fot. Gocha Łoś
– To prawda, cała podróż to absolutnie nie same przyjemności. Tych chwil, na które się czeka, pewnie jak w każdej innej działalności człowieka, jest mało, za to dużo czasu pochłaniają różne działania operacyjne, techniczne. Może dlatego, że tak mało, tak dobrze smakują. I pewnie cześć przyjemności dojdzie po zakończeniu, kiedy opadną emocje i stres działań bieżących. To, że musisz zrobić tyle rzeczy w takiej podróży, z tymi wszystkimi przygodami, do których trzeba się przygotować są stresem, bo co chwila jesteś w zupełnie nowej rzeczywistości, w jakiś sposób trochę filtruje się to co się dzieje naprawdę. Człowiek nie dostrzega tak w 100 proc. ani piękna, ani tych wszystkich mniej przyjemnych chwil. Dopiero jak się skończy, zjedzie z gór, zejdzie, weźmie pierwszą ciepłą kąpiel od 4 tygodni, pierwsze piwo, wtedy wszystko dociera. Wtedy czuje się, że było dobrze, albo źle. A jak źle to już i tak nie przeszkadza, bo za plecami. Więc jakoś to wszystko samo się układa. Choć oczywiście są sytuacje, które przekraczają ten filtr.

Przykład?
– Jak Mongoł, z którym wybraliśmy się do tajgi, spił i zaatakował nas w nocy i potem była bijatyka. Jak koń złamał Konradowi żebra. Jak mechanik zepsuł dobry motor. To wtedy reagujemy adekwatnie do sytuacji. Każdy zgodnie ze swoim charakterem. Jak w życiu.

Jak wyglądały Wasze plany dotyczące podróży? Co udało się zrealizować, a czego nie?
Na początku miało być dookoła świata. W 1,5 roku. Przedłużyliśmy prawie do 2 lat a i tak co myśmy tam przejechali. Prawda jest taka, że w sposób, który nas interesuje, zajęłoby nam to resztę życia. Ale od początku plan był taki, żeby dać się ponieść wolności, więc mimo że nie przejechaliśmy dokładnie zaplanowanej trasy to jednak plan został wykonany.

Jak będzie wyglądało Wasze życie po powrocie do kraju? Macie jakieś plany? Czy łatwo będzie przywyknąć do „normalnych” warunków życia? Czy będzie Wam brakować dreszczyku emocji, który towarzyszył Wam podczas podróży? Małgosia i Konrad. / Fot. Fot. Gocha Łoś,  Konrad Kąkolewski
– Tu jest dosyć dużo pomysłów. Są zamierzenia żeby tak sobie zbalansować działalność biznesową z wolnym, żeby były możliwe coroczne poważniejsze wyprawy. No cóż, ta podróż jednak coś tam w nas zaszczepiła, albo właściwie ośmieliła. Jak się to ośmielenie zderzy z rzeczywistością zobaczymy, ale efekt pewnie będzie bardzo przyjemny. Tak już mamy, pełen optymizm. Planujemy też dokładniejsze zwiedzanie Polski, bo jedna z myśli wynikających z podróży jest taka, że ta nasza Polska to piękny kraj i jest w nim co oglądać (Gocha to oczywiście już nie może się doczekać kolejnych wypraw na wieżę ciśnień). Ale przede wszystkim myślimy teraz o rodzinie, dzieciach. Lata lecą...

Więcej szczegółów na stronie: www.kogo.republika.pl


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Są ludzie, którzy zbierają talarki na nowy samochód są i tacy, którzy na podróż dookoła świata. Ja z tych drugich.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Piękna przygoda, piekne zdjęcia, fajny tekst." +"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.