Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

82659 miejsce

Doom soul i inne ekstrawagancje w La Fleche d'Or

Noc w La Fleche d'Or składała się z czterech rozdziałów, krótkich prezentacji młodych artystów, którym udaje się - przynajmniej w części - składać dźwięki w nowatorski sposób. Królową była zdecydowanie doom soulowa Cold Specs.

Wieczór zaczął się od występu grupy Still Parade z Niemiec, która z bardzo prostym zestawem: gitara, bas, perkusja, potrafiła wyczarować naprawdę uroczy, skondensowanie efektowny koncert. Zagrali krótko, ale to właściwie był czas wystarczający do zaprezentowania wszystkich utworów, jakie zdążyli nagrać do tej pory - od debiutu w ubiegłym roku, i to jak na razie opartego wyłącznie na EPkach, nagrali zaledwie pięć utworów. Warsztat chłopaków wskazuje na to, że poświęcili mnóstwo czasu na słuchanie dobrej amerykańskiej alternatywy z ostatnich dwudziestu lat - efektem jest połączenie zwiewnej charakterystyki dream popu z nowofolkową melodyjnością i rytmiką. Hipsterska utopia w pełnej krasie, z resztą zobaczcie sami:



Jest szansa, że niebawem będziemy ich oglądać na ważnych festiwalach.

Nie jestem w stanie kompletnie skrytykować tego, co zaprezentowała Anna Aaron z zespołem, bo z nierówności tego koncertu i dość specyficznego pomieszania gatunków wychodziły czasem całkiem przyjemne momenty. Plus, liderka i wokalistka zespołu była w tym zestawieniu swoistym zjawiskiem, postacią zdecydowanie pełną pasji do tego, co robi. I być może koleżanka, która komentowała koncert potem, miała rację, że brakowało jej tylko ciekawego, spektakularnego kostiumu, żeby zrobić na nasz naprawdę duże wrażenie. Chaos pozwalający syntetycznym popom mieszać się nagle z przesterami i wręcz post-punkowymi, noisowymi momentami kreował ciekawe sytuacje - z drugiej strony kiczowate teksty i chwilowo bardzo specyficzna maniera drugorzędnej gwiazdki pop z lat 90-tych, jednak mi przeszkadzały. Za to Anna bawiła się znakomicie.

Trzecią artystką tej nocy była francuska młoda singer-songwritterka http://swannmusic.com/, występująca solo, z gitarą akustyczną i elektryczną. W morzu podobnych artystek nie jest ona wyjątkowym zjawiskiem, pozostaje daleko w tyle za charyzmatycznymi i cholernie inteligentnymi Cat Power czy PJ Harvey, nie oznacza to jednak, że słuchanie jej bardzo prostych melodii i często okropnie naiwnych tekstów nie sprawia przyjemności. Swann na scenie to przyjemne zjawisko: dobra, brokatowa sukienka, łatwy kontakt z publicznością i dość ciekawy, przyprószony chrypą głos tworzą całkiem uroczą całość.

Zdecydowanie najciekawszy był jednak występ Cold Specks, Kanadyjki zamieszkującej na stałe w Anglii, której wraz z grupą muzyków faktycznie udało się zbudować specyficznie zjawiskową muzykę. Al ma magnetyzujący, głęboki głos z manierami śpiewaczki gospel. Zmysłowość i mroczność ocierają się o soulową melodyjność i delikatność, i mniej więcej podobnie zachowuje się muzyka jej towarzysząca. Cudownie wypada ta mieszanka alternatywnego rocka z bluesowo zawodzącymi gitarami i jazzowym komponentem zaserwowanym przez saksofon. Jest coś niezwykle Morphine'owego w ich poczynaniach, w barowej duszności muzyki, która z lekkością przechodzi w The Nationalowe "Bodies at Bay". Cold Specks zdecydowanie należy do jednej z ciekawszych artystek alternatywnej sceny - i chociaż łatka doom-soulu chyba jest ciut na wyrost, ze względu na nikły komponent soulu w jej twórczości (wokal wpada w te rejony, ale nie jest to ciągła tendencja), to można się pokusić o uszycie terminu na jej miarę.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.