Facebook Google+ Twitter

Dorn pisze do lidera PiS: Wycofajcie się z symboliki powstania

Zdaniem Ludwika Dorna - kampania PiS zniechęca do referendum wszystkich tych, którzy kultywują tradycję Powstania Warszawskiego i uważają, że nadużyto do celów politycznych, symboliki powstańczej.

 / Fot. Wikimedia CommonsMózg i teoretyk idei partii Kaczyńskiego, człowiek z przydomkiem "trzeci bliźniak", bliski kolega i przyjaciel Jarka, który przez 15 lat woził go na przednim fotelu zdezelowanego fiata - Ludwik Dorn (dziś z Solidarnej Polski, Zbigniewa Ziobry), tułając się potem po ścieżkach partyjnych poboczy, gdy został wrogiem numer jeden Jarosława – zwrócił się w czwartek, 26 września, do lidera PiS z apelem o wycofanie się partii z używania litery "W" w kampanii referendalnej w sprawie odwołania prezydent Warszawy, Hanny Gronkiewicz-Waltz. Ale kampanii PiS broni inicjator referendum, burmistrz Ursynowa, Piotr Guział.

Ludwik Dorn, w liście do prezesa Kaczyńskiego odniósł się do sformułowania "W, jak Warszawa", będącego hasłem rozpoczętej w niedzielę, 22 września, kampanii PiS przed warszawskim referendum. Jak postanowiono, mieszkańcy stolicy będą zachęcani i agitowani do głosowania, m.in. przez plakaty z dużą, czerwoną literą "W" i datą referendum, 13 października 2013 roku.

Tego rodzaju kampania PiS spotkała się z zarzutami, m.in. pozostałych partii opozycyjnych i środowisk kombatanckich, że historyczna "powstańcza symbolika jest wykorzystywana do bieżącej walki politycznej". Zasłużeni powstańcy warszawscy, o plakacie PiS zachęcającym do udziału w referendum mówią: "To przykre i porażające." Historycy w tej kwestii są podzieleni, a politycy PiS twardo twierdzą, że "W" - to symbol...

Szef PiS, Jarosław Kaczyński, zgadza się z tym, ale zarzutów o wykorzystywanie symboliki powstańczej, nie uznaje. Według niego, litera "W" na plakatach, które zachęcają do udziału w referendum - to "symbol budowy wielkiej Warszawy", a nie - znak Powstania Warszawskiego.

Według byłego marszałka Sejmu z ramienia PiS - odwołując się dzisiaj do symboliki litery "W" i słów prezydenta Warszawy z czasów II wojny światowej, Stefana Starzyńskiego (wrzesień 1939 r.) - "tworzy siatkę skojarzeń", która może doprowadzić do "obniżenia frekwencji i porażki w referendum".

- Działania pana Jarosława Kaczyńskiego i jego partii wpłyną w sposób dla mnie oczywisty na obniżenie frekwencji w referendum, które może okazać się bezskuteczne (…). Jest oczywiste, że większość tych, którzy pójdą do referendum, zagłosuje za odwołaniem pani prezydent. Pytanie, czy będzie ich wystarczająco wiele? - powiedział Ludwik Dorn na konferencji prasowej.

Zdaniem Ludwika Dorna – jak mówił - kampania PiS zniechęca do referendum wszystkich tych, którzy kultywują tradycję Powstania Warszawskiego i uważają, że nadużyto do celów partyjnych i politycznych, symboliki powstańczej. Zniechęca także tych, którzy uznają, że "bezzasadność takich porównań" pokazuje, że inicjatorzy odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz, mają "dość słabe argumenty".

- W związku z tym, w imieniu Solidarnej Polski, apeluję do pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego, aby dokonał rewizji wykreowanego przez siebie przesłania i wycofał się z tego kierunku w kampanii referendalnej - powiedział Ludwik Dorn. Przyznał, że "nie musi to oznaczać strat politycznych dla PiS", gdyż w najgorszym przypadku, ucierpi na tym "miłość własna polityka" (do siebie samego – należy rozumieć).

Inicjator referendum w sprawie odwołania prezydent stolicy, burmistrz Ursynowa - Piotr Guział - w oświadczeniu przesłanym mediom, w czwartek 26 września, napisał, że "wyjątkową bezczelnością prominentnych polityków PO jest krytykowanie PiS za wykorzystanie litery "W" w kampanii referendalnej i nazywanie tego "deptaniem symboli".

Według burmistrza Guziała, to Platforma jako pierwsza podeptała symbole narodowe, jakimi są "najwyższe urzędy w Rzeczypospolitej" - Prezydenta i Premiera, "wykorzystując je do partyjnej walki o stołek". Jego zdaniem - to "PO upartyjniła warszawskie referendum, delegując do jego komentowania nie samorządowców, a wierchuszkę swojej partii, polityków często nie mających żadnego związku z Warszawą" - zaznaczył na piśmie Piotr Guział.

Litera 'W' kojarzy się przede wszystkim: z Warszawą, Wolnością, Wyborem, Wizją, a nam, prawdziwym i oddolnym inicjatorom referendum - kojarzy się ona z Warszawską Wspólnotą Samorządową" – uważa burmistrz. Według niego, jeśli PO żąda usunięcia litery "W" z kampanii referendalnej w stolicy, to inicjatorzy referendum "żądają usunięcia słowa "Obywatelska" z nazwy tej partii.

Warszawskie referendum o odwołanie z urzędu prezydenta stolicy, Hanny Gronkiewicz-Waltz, odbędzie się 13 października. Może być ważne tylko wtedy, jeśli weźmie w nim udział 3/5 liczby wyborców, którzy głosowali w wyborach "odwoływanego organu". W wyborach prezydenta Warszawy w 2010 roku, kiedy to zwyciężyła Hanna Gronkiewicz-Waltz, wzięło udział 649 049 osób. A to oznacza, że referendum w sprawie jej odwołania będzie ważne, jeżeli weźmie w nim udział co najmniej 389 tys. 430 osób.

Piotr Guział, który do niedawna kategorycznie zabraniał, aby jakaś partia przyklejała się do jego społecznego i politycznego dziecka, jakim jest Warszawska Wspólnota Samorządowa, pod której egidą realizował od początku z ogromnym zapałem, główny swój cel obalenia prezydent Warszawy, zmienił front walki. Nagle, w końcowym etapie działań pojął, że sprawa wypadła mu z gorących rąk i gorejącej głowy, więc tracąc impet i wcześniejsze w mediach popisy – oddał się w fałszywy wir gry PiS, która po zwycięskim referendum będzie rozdawać zasłużonym etatowe gratisy.

Stanisław Cybruch

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.