Facebook Google+ Twitter

Dorota Landowska: Jestem stworzona do ról ciężkiego kalibru

  • Źródło: ngo.pl
  • Data dodania: 2006-08-22 14:16

Z aktorką znaną m.in. z serialu "Kryminalni" i "M jak miłość" rozmawia Krzysztof Lubczyński.

fot. MWMEDIAW kolorowych pisemkach pełnych plotek i skandalików ze sfer artystycznych nie pojawiła się Pani dotąd ani razu. To przypadek czy wybór?
- Wybór. Odrobina życia prywatnego, które nie polega na występie, jest mi bardzo potrzebna. Wynika to też pewnie z tego że jestem osobą nieśmiałą. Może to dziwne, że z taką cechą uprawiam ten zawód, który jest przypisywany raczej ludziom otwartym, ekspansywnym. Bardzo jednak lubię nieśmiałych aktorów, bo oni wydają mi się bardziej wiarygodni.

Dlaczego wybrała Pani ten zawód?
- Byłam zafascynowana teatrem, działałam w teatrze amatorskim. W któreś wakacje spakowałam plecak, pojechałam do Warszawy na egzamin i zostalam przyjęta.

Odbieram Pani aktorstwo jako "'wewnętrzne", jakby uduchowione, skierowane w głąb siebie, bardziej skupione na budowaniu wewnętrznego wizerunku postaci niż na charakterystycznych rysach zewnętrznych. Czy to oblask Pani natury psychicznej czy efekt artystycznego wyboru?
- Dziękuję. Gdy przyszłam do szkoły teatralnej, wydawało mi się, że jestem stworzona do takich właśnie ról "ciężkiego kalibru", do ról Medei, pani Rollison czy lady Makbet. Utwierdzali mnie w tym też niektórzy profesorowie. Czasy się jednak zmieniły i zapotrzebowanie na tego typu realizacje i na tego typu postacie maleje. Osłabła więc we mnie energia aktorska tego rodzaju. Z drugiej strony dzięki temu odkryłam, że potrafię być zabawna, śmieszna, o co nikt mnie nie podejrzewał. Możliwości komiczne odkryła we mnie Agnieszka Glińska już w roli roli Filifionki w spektaklu dla dzieci o Muminkach. Myślę, że dobrze się stało, że zdołałam się częściowo oderwać od tego ciężkiego kalibru teatralnego.fot. MWMEDIA

Ale czy nie sądzi Pani, że owo zmniejszenie zapotrzebowania na wielką klasykę teatralną, na repertuar i postacie "ciężkiego kalibru", świadczy o zbanalizowaniu się i spłaszczeniu duchowym naszych czasów, w których ludzie nie chcą już w teatrze wysokiego diapazonu, lecz oczekują banalności i odbicia w nim własnych spraw?
- Tak, z postaciami z wielkiego repertuaru coraz trudniej się i widzom i aktorom utożsamić. Z drugiej jednak strony, kiedy zagrałam panią Rollison w mickiewiczowskich "Dziadach" w murach warszawskiej Cytadeli, to utożsamienie zaistniało. Dramat cierpienia matki, która straciła dziecko jest wiecznie żywy. Myślę więc, że podobny repertuar wymagający nawet zaangażowania duchowego, może być żywy, tylko potrzebuje odpowiedniego momentu i być może odpowiedniego miejsca.

Z którymi reżyserami ceni Pani współpracę najbardziej?
- Np. z Waldkiem Śmigasiewiczem. To reżyser, który siada aktorowi na kolanach i patrzy mu prosto w oczy, który zna jego wady i zalety i wyciąga go na szerokie wody.

Przydarzyła się Pani praca z dwoma wielkimi seniorami i mistrzami polskiego teatru, z nieżyjącym już Kazimierzem Dejmkiem i z Jerzym Jarockim. Proszę opowiedzieć o tych doświadczeniach.
- U Dejmka grałam Gospodynię w "Requiem dla gospodyni" Wiesława Myśliwskiego. Pamiętam okropny lęk przed tą pracą. Dejmek miał sławę strasznie wymagającego reżysera, z którym praca jest frapująca, ale też potwornie ciężka psychicznie. To był wielki kaliber. Wyczuwał najmniejszy fałsz w naszej grze i miał nad nami wszelaką przewagę, doświadczenia, wiedzy, intelektu, przytłaczał nas. Wspominam jednak tę pracę jako cenne przeżycie. Pamiętam, że gdy zauważył że boję się swojego zadania, powiedział do mnie uspokajająco, dając jednocześnie wskazówkę: "Niech się pani nie boi tej roli, to jest Medea".

A Jerzy Jarocki i "Błądzenie" wg tekstów Gombrowicza, w którym zagrała pani Iwonę i Simone Weil?
- Podobne poniekąd odczucia. Jarocki to artysta o wielkim intelekcie, wielkiej wiedzy i silnej indywidualności. Praca nad tym wielogodzinnym spektaklem to była udręka, tortura, ale artystycznie fascynująca.

Czy często obserwuje Pani sytuacje, w których na próbie spotykają się indywidualności i koncepcje tak odmiennne, że nie mogą ze sobą współpracować z powodu złej aury psychicznej?
- Bardzo często, choć ja staram się być otwartą i unikać uprzedzeń.

Słyszy się często, że ciekawych ról kobiecych jest znacznie mniej niż męskich...
- To prawda, a przecież świat jest kobietą.

Pobrzmiewa w tym nuta feministyczna. Jaki ma Pani stosunek do tego ruchu?
- Nie czuję się feministką, bo dalekie mi są takie organizacyjne zaangażowania, ale problem walki kobiet o wolność i niezależność jest mi bardzo bliski. Przeraża mnie samo posiadanie legitymacji.

To z kolei nuta antymęska?
- Ależ skąd, bardzo lubię mężczyzn, od dzieciństwa, już w rodzinie, wokół mnie byli głównie mężczyźni.

Zagrała Pani tytułową rolę w "Norze" Henryka Ibsena, której premiera niedawno odbyła się w Teatrze Narodowym. Reżyserka spektaklu, Agnieszka Olsten odwróciła niejako sens tradycyjnie przypisywany tej sztuce, zgodnie z którym nieodpowiedzialna, infantylna, lekkomyślna kobieta mimowolnie niszczy rodzinę, której ostoją jest mężczyzna. W tym spektaklu, to mężczyźni są infantylnymi, wiecznymi chłopcami, a Nora walczy o swoją wolność. Czy tacy są Pani zdaniem współcześni mężczyźni?
- Często tak. Są wbrew pozorom słabsi i delikatniejsi od kobiet. A mimo to gotowa jestem w razie potrzeby własnymi włosami wycierać męskie stopy.


Dorota Landowska - ur. 1966, jedna z najbardziej utalentowanych aktorek swojego pokolenia. Na koncie ról teatralnych ma m.in. Ficię w "Onych" Witkacego, Zutę w "Ferdydurke" W. Gombrowicza, Marynę i Marysię w "Weselu" St. Wyspiańskiego, Ninoczkę w "Ninoczce" M. Lengyela, Niewiastę w "Akropolis" Wyspiańskiego, Żonę w "Nieboskiej komedii" Z. Krasińskiego. W teatrze telewizji wystąpiła m. in. jako Czarna w "Na szkle malowane" E. Brylla, Smugoniowa w "Uciekła mi przepióreczka" Żeromskiego, Donia Sol w "Hernanim" W. Hugo, Depeszówka w "Niuz" R. Bugajskiego. Ma na swoim koncie także role filmowe, m.in.: w "Prawie ojca" reż M. Kondrata, Katarzynę w "Patrzę na ciebie, Marysiu" reż. Ł. Barczyka, w "Daleko od okna" J.J. Kolskiego, także w serialalach telewizyjnych "Miasteczko", "M jak Miłość" i "Kryminalni".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.