Facebook Google+ Twitter

Dowartościować "polskie pogromy"?

Od pewnego czasu reagujemy na używanie przez media oszczerczych sformułowań fałszujących prawdę o polskiej historii. Ale czy to, co słusznie oburza nas, gdy dotyczy jakiejś gazety czy telewizji, mamy tolerować ze strony tzw. „wypędzonych".

Sprawa związana jest z szczególnego rodzaju działalnością edukacyjną prowadzoną przez tzw. „wypędzonych” (przy okazji, czy to nie jest skrót myślowy wyrażenia „wypędzeni przez III Rzeszę”?). Za pośrednictwem internetowych stron organizacji zrzeszających owe środowiska, każdy zainteresowany może zapoznać się między innymi z bogatą historią niemieckich społeczności do 1945 r. zamieszkujących terytoria środkowej i wschodniej Europy. Dzięki witrynie Centrum przeciw Wypędzeniom możemy zaś nie tylko docenić niemieckie poczucie humoru (vide: zwycięstwo Karola Lotaryńskiego w bitwie pod Kahlenbergiem w 1683 r.), ale także wzbudzić szczerą empatię wobec niemieckiej martyrologii lat 40. ubiegłego wieku. Jej symbolem stały się słynne „polskie obozy koncentracyjne”, a także „polskie pogromy”. Dodajmy – symbolem na świecie obecnym na poziomie potocznej świadomości. Temat może się wydać mało istotny, dopóki nie spojrzeć nań bez uprzedzeń. Na przykład okiem młodego, ambitnego Kalifornijczyka, który, powiedzmy, zapragnął poświęcić się studiom nad skomplikowanymi relacjami między narodami Europy Środkowej. Warto uświadomić sobie, że ów młody mieszkaniec Krzemowej Doliny wyniósł ze szkoły zestaw dobrze ugruntowanych wyobrażeń. Jakich?

Keine Witze

 

Jak znakomita większość kolegów przekonany jest, na przykład, że tzw. naziści w rzeczywistości byli nie tyle Marsjanami (jak powszechnie uważa się dzisiaj w Niemczech), co Polakami... I wbrew pozorom to nie jest przejaw publicystycznej przesady ze strony autora. Oto kiedy w 1998 r. grupie kalifornijskich uczniów pokazano notatkę o aresztowaniu strażnika obozu koncentracyjnego, a następnie zapytano „Kim byli naziści?”, młodzież zgodnie odparła: „Polakami!”. Szukając źródeł do swych badań, nasz Amerykanin z łatwością może trafić na wielokrotnie pojawiające się na łamach „The New York Times” sformułowania w rodzaju: „Polish Holocaust”. Przy odrobinie szczęścia (w Sieci jest wszystko!) uda mu się również zapoznać z notatką, jaka ukazała się 21 stycznia 2005 r. w nowojorskim tygodniku „Jewish World”. Oto fragment: „spośród 6,5 tys. esesmanów, którzy pracowali w Auschwitz i przetrwali wojnę, zaledwie 750 zostało osądzonych. W większości byli to Polacy.”. Dla porządku warto dodać, że mimo trwających ponad rok wysiłków byłego polskiego więźnia KL Auschwitz, podana „informacja” nigdy nie została sprostowana. Bo i po co...

Zrzut strony internetowej http://www.z-g-v.de/index_noflash.htmlKres barwnego świata

 

Kiedy już wiedza historyczna naszego Kalifornijczyka stanie się trochę ugruntowana, mogą go zainteresować dzieje niemieckich Heimatów na wschodzie. Zanim wsiądzie w samolot, by osobiście wybrać się do Berlina, prawdopodobnie zajrzy na internetową witrynę Centrum przeciw Wypędzeniom. W ten sposób jego obraz zacznie się układać w spójną całość. Zrozumie to, co z największym trudem udaje się przyjąć do wiadomości mieszkańcom przywiślańskiego kraju. A przecież – wydawałoby się - wnioski nasuwają się same. Oto przez setki lat na wschodzie Europy (czyli w Niemczech i Rosji, bo przecież między nimi nigdy nic nie było) żyły obok siebie w przyjaźni narody, które najbardziej ucierpiały w wyniku barbarzyństwa XX wieku - Żydzi oraz Niemcy.

Po roku 1918 ex nihilo pojawił się na mapie twór nazwany przez Wiaczesława Mołotowa „potwornym bękartem traktatu wersalskiego”. Kolejną odsłoną dramatu były lata 30., kiedy to po całej Europie rozpleniła się zaraza „polskiego antysemityzmu” (któż o nim nie słyszał?!). Jego naturalną konsekwencją stały się wspomniane "polskie pogromy" i eksterminacja obu wymienionych mniejszości. Dzisiaj, u progu XXI wieku, tylko całkowicie zaślepieni nacjonaliści nie potrafią dostrzec tej bolesnej prawdy...

Uwzględniać konsekwencje

 

Tych, którzy nie do końca odnajdują się w powyżej naszkicowanej wizji, może zainteresować swego rodzaju niekonsekwencja. Jak to możliwe, że o ile polskie władze wspierają (bądź inicjują) walkę z oszczerstwami, jakich dopuszczają się światowe media, z analogiczną reakcją nie spotyka się działalność „edukacyjna” środowisk skupionych wokół Eriki Steinbach? Wiedziony ciekawością, zwróciłem się w tej sprawie do polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które także angażuje się w akcję pod hasłem „Przeciw >polskim obozom<”. Odpowiedzi udzielił Przemysław Antoniewicz z Departamentu Systemu Informacji MSZ. Obiecując konsultacje w Departamencie Europy MSZ, Antoniewicz zaznaczył, że sprawa jest znana specjalistom ds. niemieckich i historykom zajmującym się najnowszą historią stosunków polsko-niemieckich. Jednak z uwagi na to, że polski rząd nie utrzymuje oficjalnych kontaktów z organizacjami przesiedleńców, przy rozpatrywaniu naszych reakcji powinniśmy „uwzględnić ich ewentualne następstwa tj. ewentualne ‘dowartościowanie’ propagandowe organizacji Steinbach (...) Nie możemy też abstrahować od faktu istnienia w powojennej Polsce obozów dla Niemców podejrzanych o przestępstwa wojenne - np. w Łambinowicach, w których dochodziło do naruszeń prawa.”

Zaniechanie czy dowartościowanie?

Powyższa odpowiedź rodzi szereg wątpliwości. Po pierwsze: argument o "dowartościowywaniu" zdaje się być zasadny w przypadku każdej mniej lub bardziej znanej instytucji czy medium, które raczą posługiwać się sformułowaniami w rodzaju "polskie obozy śmierci", "polskie obozy koncentracyjne", "polskie Gestapo" (sic!). Gdyby zatem stosować ów argument konsekwentnie, należałoby chyba w dalszym ciągu chować głowę w piasek. A przynajmniej zrezygnować z akcji „Przeciw >polskim obozom koncentracyjnym<”.
Po wtóre: czy rzeczywiście na określenie obozów dla Niemców podejrzanych o przestępstwa wojenne, które istniały w części Europy „wyzwolonej” przez Armię Czerwoną da się - w sposób zasadny - stosować termin „Konzentrazionslagern”? Taki termin znajdujemy na stronie www. Centrum przeciw Wypędzeniom.
Po trzecie: nie da się chyba obronić tezy o dopuszczalności sformułowania „polnischen Pogromen” dla opisania wydarzeń, jakie miały miejsce we wrześniu 1939 r. na terenie ówczesnego województwa pomorskiego.
I wreszcie po czwarte: czy brak jakiejkolwiek reakcji na te fakty nie oznacza naszego przyzwolenia na kłamstwo i oszczerstwa ze strony środowisk, które dotąd nie pogodziły się ze skutkami II wojny światowej? Skoro bowiem piętnujemy jako nieprawdziwe i szkalujące Polskę sformułowania, jakimi posługują się światowe media, a zarazem godzimy się na prowadzenie podobnej propagandy za pośrednictwem internetowej witryny Centrum przeciw Wypędzeniom, de facto uznajemy, że akurat „wypędzonym” oraz ich instytucji, coraz chętniej przecież wspieranej przez niemieckie elity polityczne, wolno więcej. Więcej niż na przykład amerykańskiej gazecie albo kanadyjskiej telewizji.

Trudno w tym kontekście opędzić się przed skojarzeniem ze znanym cytatem: „Wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze”. Ocenie czytelników pozostawiam kwestię, czy takie zaniechanie nie stanowi dopiero prawdziwego „dowartościowania”.

Autor jest publicystą i prezesem Fundacji Paradis Judaeorum

 

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

NIe ma równości, a sprawiedliwość to mit. Na każdy przejaw fałszowania historii, niezależnie od powodów tegoż, trzeba reagować szybko i ostro. W innym przypadku z czasem coraz więcej osób będzie wierzyć, że to Polacy budowali obozy i zasilali Gestapo, tak jak wielu ludzi wierzy w kosmitów.

Swoją drogą - kosmici istnieją :):):)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgadzam się z polskim MSZ, nie ma co walczyć z wolnymi, prywatnymi organizacjami, które przynajmniej oficjalnie nie są popierane przez niemiecki rząd. Bo wyjdzie z tego taka sama kicha jak obrażanie się na jakąś szmatławą gazetkę za kartofla.

Można by jednak podjąć (tylko kto?) jakieś działania pozytywne: kreować i promować w świecie "polską" wizję "prawdy historycznej". Dlaczego np. przeciętny Kalifornijczyk wybierający się do Europy Środkowej ma odwiedzać tylko niemieckie strony internetowe?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.