Facebook Google+ Twitter

Dowód na płeć: walka o dokumenty dla osób transpłciowych

Życie z ciałem, którego się nie akceptuje jest niemal tak trudne, jak prostowanie pomyłek natury. Dla osób transseksualnych operacja to poważny krok, ale niewystarczający. Kim w świetle prawa jest osoba w trakcie zmiany płci?

 / Fot. logo fundacji Trans-FuzjaPrawdziwa walka o zmianę tożsamości to starcie z ogromną biurokratyczną maszyną. Sporym ułatwieniem mogłyby być specjalne legitymacje wydawane osobom transpłciowym. Nie będą -
rządzący uznali pomysł za niepotrzebny.

W naszym kraju nie ma jasnych procedur w takich przypadkach. Dla sądów zmiana dokumentów powinna być poprzedzone operacją, natomiast lekarze wymagają zmian w papierach. Obawy chirurgów są zrozumiałe, natomiast fakt, że sąd wymaga od kogoś ingerencji chirurga jest dość kontrowersyjny. Organizacje reprezentujące osoby transseksualne podkreślają, że prawna zmiana płci powinna być prostą procedurą administracyjną. Ostateczną decyzję powinien podejmować nie sędzia, a seksuolodzy. Dodatkowym utrudnieniem jest konieczność pozwania własnych rodziców, którzy często nie rozumieją lub nie akceptują zmiany płci. Konfrontacja z własnym środowiskiem w sądzie jest trudna, a bliscy nie zawsze ułatwiają wydanie wyroku. Na sądowych korytarzach dochodzi do dramatycznych scen. Dla większości rodziców transseksualny syn lub córka to powód do wstydu. Proces bywa traumatycznym przeżyciem dla wielu osób po operacji zmiany płci. Paulina (2 lata po operacji) wspomina, jak matka prosiła ją na sądowym korytarzu, by się opamiętała i krzyczała, że ojciec może nie znieść takiego upokorzenia. Uzależnianie werdyktu sędziego od opinii rodziców, którzy nie uznają prawdziwej tożsamości swojego dziecka, jest czymś kuriozalnym. Odkrycie prawdy jest dla rodziców szokiem. Paulina „wpadła”, kiedy matka odkryła jej damską część garderoby. Zaczęło się piekło. Rodzice nie próbowali zrozumieć, wymagali „normalności”. Paulina prosi ich i sąd o nowe życie.

Polskie środowisko transseksualistów skupione jest wokół „Trans-Fuzji”. Prezeską tej fundacji jest wspomniana Anna Grodzka. Jej przemiana została udokumentowana w filmie „Trans-akcja”, który już niebawem będzie miał swoją telewizyjną premierę w stacji HBO. Historią Anny zainteresował się, nagrodzony Emmy, Sławomir Grünberg. „Transseksualny „coming out” wiąże się z niezwykle trudnymi sytuacjami społecznymi, ale przede wszystkim z trudną, osobistą burzą emocji” - tłumaczył reżyser. Kamera towarzyszyła Annie na sali operacyjnej, w budynku sądu, a także w wielu codziennych sytuacjach. Film świetnie pokazuje, jak trudna może być wizyta u fryzjera czy też rozmowa z dziećmi. Ujawnienie się przed synem było dla niej najtrudniejsze. Ania przygotowała syna, pokazując mu film o transseksualnym bokserze. Później przyszedł czas na pamiętnik i zdjęcia w wersji damskiej. Wyszło dobrze - syn zaakceptował Anię.

Organizacja wystąpiła w zeszłym roku do Rzecznika Praw Obywatelskich o pomoc we wprowadzeniu wzoru polskiej legitymacji osób transseksualnych. Janusz Kochanowski, ówczesny RPO, wsparł inicjatywę. Mniej entuzjastyczny był ówczesny minister spraw wewnętrznych, Grzegorz Schetyna. Minister stwierdził, że taki „trans-dokument” mógłby podważyć wiarygodność tradycyjnych dowodów osobistych. W piśmie nie ma natomiast mowy o całkowitym braku wiarygodności dokumentów osób, które są w trakcie procesu zmiany płci. Posługiwanie się męskim dowodem osobistym przez kogoś, kto nabiera coraz więcej cech kobiecych, nie zawsze może zostać zrozumiane. Prawie każda wizyta w urzędzie musi kończyć się „coming-outem”. Osoby transpłciowe muszą tłumaczyć urzędnikom skąd w ich dokumentach wzięły się takie a nie inne imiona. Często wiąże się to z szyderczymi uśmiechami.

Wzór legitymacji transseksualnej miałby zawierać miejsce na dwa zdjęcia - sprzed i po zmianie. „Trans-Fuzja” stoi na stanowisku, że posługiwanie się dokumentem odzwierciedlającym rzeczywisty wygląd i personalia jest konstytucyjnym prawem każdego obywatela. „Mieliśmy mnóstwo sygnałów, że policjanci drogówki czy kontrolerzy biletów w metrze mają kłopot, gdy dane zapisane w dowodzie nie zgadzają im się z tym, co widzą na własne oczy. Taka legitymacja rozwiałaby wszelkie wątpliwości” - tłumaczyła Grodzka.

Ponadto fundacja domaga się wprowadzenia jasnych regulacji prawnych, które nie tylko stwarzałyby możliwość wydawania nowych dokumentów, ale także modyfikowanie niektórych starych - wystawionych na poprzednie imię i nazwisko takiej osoby. Problemy dotyczą głównie aktów własności. Osoby transseksualne chcą także, by nowe dokumenty nie musiały oznaczać zaczynania od zera. Do tego potrzebne są właśnie przepisy, które zmusiłyby prywatne firmy do wystawiania starych świadectw pracy na nowe nazwiska takich osób.

Stanowisko ministra spraw wewnętrznych potwierdza dobrze znany w naszym kraju schemat- jeśli coś jest zbyt kontrowersyjne warto udawać, że nie istnieje. Osoby transseksualne wprawdzie nie znikną, ale rządzącym byłoby wygodniej, gdyby nie dopominały się zbyt głośno o swoje prawa.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

> Stanowisko ministra spraw wewnętrznych potwierdza dobrze znany w naszym kraju schemat- jeśli coś jest zbyt kontrowersyjne warto udawać, że nie istnieje.

Jakie to okropne. Mało, że mają problem ze sobą i rodziną to jeszcze urzędy utrudniają życie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.