Facebook Google+ Twitter

Dozgonna przyjaźń

Ktokolwiek powiedział pierwszy: "chroń mnie Panie od przyjaciół, bo z wrogami sam sobie poradzę" - był człowiekiem genialnym, ustanawiając zasadę uniwersalną po wsze wieki. Oto dowód.

Pani O. prezentowała się imponująco. Wysoka, masywnie zbudowana, o szerokich biodrach i niezwykle dużych stopach, na burej ulicy małego miasteczka wyróżniła się zawsze lśniącymi bucikami oraz bezbłędnie dobranymi dodatkami. Miała piękne dłonie, zawsze starannie wykonany manicure, z lakierem w kolorze pomadki. Klasa sama w sobie, szyk i autentyczna, przedwojenna elegancja.

Zawierucha wojenna ominęła ją na tyle, że zachowała na ścianach mieszkania piękne obrazy, w szkatułce – biżuterię, a w szafie – eleganckie kostiumy z bielskiej wełny. Chodziły słuchy, że bogata, ale też niektórzy uśmiechali się dwuznacznie, kiwając głowami: „ach, ta, no tak, przecież ludzie pamiętają, oj tak, moja pani, ano właśnie, moja droga, no wiesz…”

Szeptali, ale co tam ludzie mieli pamiętać i nad czym głową kiwali, pozostawało tajemnicą dla młodszych i dyskretnie przemilczaną prawdą dla gorzej uświadomionych mieszkańców miasteczka. Coś tam przebąkiwano o temperamencie, o mężu, który wyjechał nie wiadomo gdzie, o przyjaźni z wdową po koledze z pracy, o bujnej przeszłości, nadmiernym zamiłowaniu do młodzieży i kto wie, o czym tam jeszcze.

Niemniej jednak, pani O. była osobą o ustalonej pozycji towarzyskiej i miała własne kółeczko przyjaciół, pozostając o dziwo - w oziębłych stosunkach z jedynym bratem; człowiekiem szacownym i na stanowisku. Wiodła życie dostatnie, aktywne, wielką estymą darząc córeczkę zmarłego kolegi. Trochę ta przyjaźń była jednostronna, bo wdowa, mimo wieloletniej znajomości obu pań i troskliwego zainteresowania okazywanego małej Magdusi – utrzymywała w stosunku do pani. O. chlodny dystans.

Ze strony pani O. ciągoty do Magdusi powodowała zapewne własna bezdzietność, z drugiej zaś, mała zaprzyjaźniła się z panią O. bardzo, bo matka, zapiekła w bólu po śmierci męża, z nikim w nadzwyczajnej komitywie nie pozostając, poświęcała więcej uwagi i serca - jak dwie krople wody podobnemu do ojca - synowi.

Mijały lata. Magda zdała maturę i studiowała na Uniwersytecie, matka przeniosła się do syna w dużym mieście, Pani O., na emeryturze, udzielała lekcji języka obcego, prowadząc również konwersację z osobami pragnącymi swe umiejętności pielęgnować. I wszystko zapewne potoczyłoby się zgodnie z planami Magdy i jej rodziny, gdyby, odwiedzając, jak to miała w zwyczaju, panią O., nie spotkała w jej domu jednego z uczniów; pana Iks.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

+ a to ci pani O.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"utrzymywała do pani O. chłodny dystans" - intuicja !
Niewyobrażalna perfidia owej pani O.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeszcze trochę, to takie felietony zajmą miejsce tekstów Szczepkowskiej w Wysokich Obcasach. Chylę czoła nie tylko za pomysł, ale za kapitalny styl przede wszystkim :) (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

:)
Tak, niech drżą te młode...niedouczone...beztalencia...
;)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 14.11.2008 19:35

(+) rety... przepraszam, brak mi slow...

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 14.11.2008 19:15

(+) Plus !!! .. " ludowy akt miłości" ... :-) IS

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.