Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

169438 miejsce

Dramatyczna walka o serce Franka

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2008-05-13 17:01

Franek Wiłkomirski ma osiem miesięcy. I przez cały ten czas dramatycznie walczy o przetrwanie. Urodził się z jedną komorą serca, niewykształconą zastawką i bez części tętnic płucnych. Jeszcze kilka lat temu to był wyrok śmierci. Nawet w XXI wieku maluszek dwukrotnie umierał i był przywracany do życia.

Krzysztof Wiłkomirski to tata Franka. Ma serce jak dzwon, płuca jak miechy kowalskie, a jego tętnice są w stanie przepompować tyle krwi, by organizm wytrzymywał najbardziej ekstremalne obciążenia. To dzięki nieprzeciętnemu organizmowi będzie walczył o medal olimpijski w judo podczas igrzysk w Pekinie. Ma też oczy smutne i blade, jakby łzy wypłukały mu całą tęczówkę. Gdyby mógł, to wyjąłby swoje serce i oddał je dziecku.

Niestety, Franka uratować mogą tylko bardzo skomplikowane i kosztowne operacje w klinice w Monachium. Jedna kosztuje ok. 70 tys. zł. W tym roku potrzebne są dwie. Kolejna operacja - za rok.
- Razem z wieloma niesamowitymi ludźmi zbieramy pieniądze. Liczy się każda złotówka, bo do połowy maja trzeba wpłacić przeszło 20 tys. euro - wyjaśnia judoka, ale słowa grzęzną mu w gardle. Sam przyznaje, że w zeszłym roku więcej płakał, niż trenował. Gdy w styczniu po szpitalnym horrorze Franek wrócił do domu, jego mama - Dorota - która każdą chwilę spędzała przy dziecku, była na skraju wyczerpania. Tata pojechał na badania fizjologiczne i okazało się, że w porównaniu ze szczytową formą stracił niemal wszystko.
 / Fot. Gość dnia
- Teraz wracam do dyspozycji. Mam dla kogo walczyć. Chcę w Pekinie zdobyć medal dla Franka - mówi judoka.
I ma wszelkie szanse na to, by przywieźć z Chin nawet złoty krążek, którym może pobawi się Franuś. Krzysiek wygrał już ze wszystkimi najlepszymi judokami świata. Nie ma w tej chwili dla niego przeciwnika poza zasięgiem. W zeszłym roku zdobył Superpuchar Świata w Rotterdamie. Wówczas nie wszyscy rywale schodzili z maty o własnych siłach, choć sam walczył z zabandażowaną głową i zaklejonymi plastrami palcami oraz nadgarstkiem. Wiłkomirskiemu jednak brakuje czasem zimnej krwi. Ostatnio trudno było go jednak za to winić.

Gdy w 2001 r. w Monachium patrzyłem mu w oczy przed walką otwierającą drogę do brązowego medalu mistrzostw świata, widziałem w nich spokój. Za chwilę miał stawić czoło przeciwnikowi, który mógł pozbawić go
przytomności przez duszenie, usiłować złamać rękę czy pogruchotać kości, rzucając nim o twardą matę, a Krzysiek powoli, precyzyjnie wiązał skomplikowany supeł na czarnym pasie. Wczoraj w jego oczach widziałem determinację. - Do Pekinu pojadę po medal. Gdybym w niego nie wierzył, szkoda byłoby tracić czas, który mógłbym poświęcić rodzinie - dodaje judoka.

Po chwili przyznaje, że lekarze do niedawna mówili, by cieszył się każdą minutą życia Franka, bo jutro może
dla dziecka nie nadejść. Żył więc tylko jednym dniem i czerpał radość z chwili, która trwa. Rodzice przeszli jednak gehennę, patrząc na męczarnie malca. Podczas jednej z operacji został uszkodzony nerw przeponowy. Konieczna była następna operacja. Kolejne tygodnie były walką z sepsą, gronkowcem, rotawirusem, które dwukrotnie doprowadziły do śmierci klinicznej.

Maluszek tak długo był podwpływem narkotyków uśmierzających jego cierpienia, że musiał przejść terapię odwykową. Błąd lekarza podczas zakładania sondy, którą miał być karmiony, spowodował przebicie jelita i
piątą operację ratującą życie.

Teraz Franek jest już w domu i wielu specjalistów mówi: To cud! Jednak aby cud trwał dalej - potrzebne są pieniądze. Judoka zbiera je gdzie się da. Wspierają go fundacje Polsatu (można odpisać 1 proc. podatku, by ratować dziecko) i Cor Infantis. Znajomi z Warszawy zorganizują 27 kwietnia koncert hiphopowy w klubie The Fresh, który poprowadzi Hirek Wrona. Środki zbierane są nawet w USA. Tam o wsparcie został poproszony aktor John Malkovich (rozmowy trwają).

- Myślę, że mamy mniej więcej połowę kwoty na pierwszą operację - wyjaśnia z lękiem w głosie tata Franka.
A przecież Krzysztof jest jak nieustraszony gladiator: w zawodach międzynarodowych pokonał już ponad setkę twardych judoków. W życiu stoczył około 600 pojedynków. Ojciec Krzysztofa prowadził do niedawna
szczegółową dokumentację jego osiągnięć: Wiłkomirski ma już na koncie ponad 500 wygranych starć, z czego blisko 400 przed czasem! Teraz toczy tę najważniejszą walkę - o życie własnego dziecka.

- Jeśli ja jestem twardy, to moja żona Dorotka bije mnie na dwie głowy. Sypia po 3-4 godziny na dobę. Czasem chce mi się płakać, gdy patrzę, jak jest wykończona. Franuś też jest twardy i walczy ze śmiercią - wyjaśnia
Krzysztof.Czas biegnie jednak nieubłaganie i aby Franek wygrał pojedynek o życie, niezbędne są pieniądze. Już teraz każdy może pomóc maluchowi, zasilając konto fundacji.

Jak pomóc?
Dowolne wpłaty własne:
Fundacja "Cor Infantis", z dopiskiem w tytule przelewu "Koszt operacji
Franciszka Wiłkomirskiego"
nr konta:86 1600 1101 0003 0502 1175 2150

Strona o Franku

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.