Na polski rynek fonograficzny trafił prawdziwy rarytas dla koneserów metalu progresywnego. Z kuźni amerykańskiej formacji Dream Theater wyszedł już dziesiąty studyjny album, refleksyjnie zatytułowany "Black Clouds & Silver Linings".
Muzycy z Dream Theater radykalnie zmieniają nastrój oraz tempo, tworząc urzekającą balladę ”Wither”. Kluczowym elementem kompozycji jest partia wokalna Jamesa LaBrie, wydobywająca z tekstu dużą dawkę emocji. Również John Petrucci odegrał ogromną rolę w tworzeniu wzruszającego nastroju, komponując z epickim rozmachem wspaniałą sekcje solową.
”The Best of Times” rozpoczyna się delikatnie od wolnego, akustycznego wstępu. Fortepianowa partia, nostalgicznie przeplata się z sekcją smyczkową oraz rozwijającą się pasażem gitarowym, wprowadzając w stan napięcia emocjonalnego. Wszystko ciągnie się w niezmiernie wolnym tempie do czasu, gdy wkracza szybki, porywający pasaż Petrucci’ego diametralnie zmieniając nastrój oraz dynamikę. James LaBrie zasługuje na pochwałę za wydobycie z siebie emocji w większości partii wokalnych. John Petrucci potrafi cieszyć nie tylko pod względem kunsztownej gry na gitarze, lecz także wytłoczeniem solidnej dawki uczuć w partiach solowych. Zabieg w istocie był konieczny w kontekście warstwy tekstowej, poświęconej zmarłemu na raka w tym ojca Mike’a Portnoy’a.
”Shattered Fortress” znalazła się na albumie, wyłącznie ze względu na Portnoy’a. Jest to ostatnia część sagi, podsumowująca walkę Mike’a z jego nałogiem alkoholowym. Spoglądając na całokształt albumu, kompozycja nie wyróżnia się spośród reszty. Większość utworu stanowi układankę zapożyczonych partii instrumentalnych z poprzednich części alkoholowej sagi, zamieszczonych na wcześniejszych wydawnictwach. Pomimo bardzo złożonej struktury muzycznej oraz ciekawych momentów, jej sporym, rażącym mankamentem jest partia wokalna.
”The Count of Tuscany” jest najdłuższą piosenką, zamykającą najnowsze wydawnictwo Dream Theater. Jest dobrym przykładem tego, jak zespół potrafi odnaleźć złoty środek pomiędzy ciężarem, a melodyjnością. Podsumowując, album ”Black Clouds & Silver Linings” jest produkcją na wysokim poziomie. Pomimo kilku drobnych mankamentów album wirtuozów metalu progresywnego spisuje się na medal.