Facebook Google+ Twitter

Drodzy studenci - co nas nie zabije, to nas wzmocni!

Napoje energetyczne, litry kawy, trzy godziny snu na dobę, nocne "dziobanie" oraz jeden cel: byle zaliczyć! Słowem - sesja egzaminacyjna trwa.

Sesja egzaminacyjna w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej i Telewizyjnej w Łodzi. Fot. Grzegorz Gałasiński Dziennik Łódzki Przełom stycznia i lutego, pomimo zimowej aury, jest dla studentów okresem gorącym. Zaliczenia, egzaminy i ewentualne poprawki potrafią skutecznie podnieść temperaturę na uniwersyteckich korytarzach (a niektórym nawet i ciśnienie). Atmosferę podgrzewają sami studenci. Jeśli pokusić się o klasyfikację zachowań dzielnych żaków, to da się zauważyć kilka ciekawych typów. Umownie, z przymrużeniem oka, można nazwać je tak: kujon, luzak, gryzipazurek, panikarz, stoik.

Pierwszy z nich - kujon . Wyuczył się wszystkiego, łącznie z obcojęzycznymi nazwiskami i ich wymową, szczegółowymi datami, nazwami miejsc wydarzeń, czasami i z przecinkami. Potrafi przedstawić ogólny zarys sytuacji, w tzw. pytaniach przekrojowych czuje się jak ryba w wodzie, nie zaskoczą go też i szczegóły. Uzbrojony w taką wiedzę, pewnie wkracza w progi gabinetu egzaminatora; nie ma się czego bać, profesor zapamiętał go z zajęć, ponieważ na każdych był aktywny, zebrał możliwie największą ilość plusów i gorliwie przygotowywał lektury nadobowiązkowe. Egzamin, to właściwie formalność, pod warunkiem, że egzaminator nie wejdzie mu w słowo. Wybicie z rytmu grozi bowiem chwilową utratą danych, czyli tzw. zacięciem się, kujon unika więc takiej ewentualności, nie dając dojść do głosu rozmówcy i zazwyczaj wychodzi z piątką w indeksie.

Luzak - na twarzy uśmiech, do garnituru trampki, a w głowie pusto. Nie ma przecież sensu obciążać umysłu wiedzą, która i tak się potem nie przyda, a w razie nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, można wybrać się na "kampanię wrześniową". Czasami jednak luzaka "obleci" strach, z najwyższym więc samozaparciem przejrzy odkserowane notatki wieczór przed. Na egzaminie jest niezwykle kulturalny: "Dzień dobry szanowny panie profesorze..." itp., itd. Jak przystało na luzaka ma szczęśliwą rękę i dobrą "gadkę", tak więc w wylosowanym zestawie na pierwsze pytanie odpowie z przeczytanego ksero, na drugie kojarzy coś z wykładu, bo akurat zdarzyło mu się kiedyś na jednym być, a na trzecie, choć nic nie wie, to i tak "ściemni". Następnie wciągnie egzaminatora do filozoficznej dyskusji odbiegającej nieco od zadanego tematu, oczaruje elokwencją, trafnością spostrzeżeń, słusznością wniosków oraz błyskotliwą inteligencją i egzamin zdany.

Gryzipazurek - uczy się i uczy, ślęczy po nocach (bo nerwy i tak mu nie pozwalają spać), żyje tylko dzięki pitej litrami kawie i wzrastającej w żyłach, w miarę zbliżania się egzaminacyjnej "chwili prawdy", adrenalinie. Stojąc przed gabinetem przegląda nieustannie plik notatek, próbuje je powtarzać w myślach, lecz z przemęczenia i niewyspania nie może się w sobie zebrać. Zaczyna więc mówić na głos, ale panujący wokół harmider i wychodzący z gabinetu co jakiś czas szczęśliwcy, rozpraszają go tak, że nie rozumie tego, co powtarza. Gryzipazurek chwyta się więc ostatniej deski ratunku: siada po turecku na korytarzu, zatyka uszy dłońmi i kołysze się w przód i w tył, w przód i w tył... niczym człowiek z syndromem osieroconego dziecka. Książki odkłada na chwilę przed wejściem do "jaskini lwa", a przy tym poci się i trzęsie. Siedząc przed egzaminatorem "face to face" ze stresu połowę zapomina, ale wychodzi szczęśliwy - w końcu męka i ból brzucha się skończyły.

Panikarz - choćby milion razy przeczytał zadaną na egzamin książkę, choćby śpiewająco umiał wyliczyć i scharakteryzować wszystkich bohaterów owej książki, choćby odnosząc się do różnych badaczy i krytyków dawnych i współczesnych potrafił określić styl i kompozycję lektury, to przychodząc na egzamin, od początku melduje: "Nie zdam! Co to będzie?! Wszyscy zdadzą, ale ja na pewno nie zdam! Przecież ja nic nie umiem?!". Rozpiera go energia, więc rozmawia z jednym, podchodzi do drugiego, zaczepia trzeciego i wszystkich nieustannie zamęcza swoim "Nic nie umiem, nie zdam!". Kiedy towarzysze niedoli, już zniecierpliwieni uspokajają delikwenta, panikarz podchodzi pod drzwi gabinetu i nasłuchuje. Długo jednak nie może wytrzymać w miejscu, więc odchodzi, co gorsza, z nerwów zaczyna błaznować i rozśmieszać pozostałych, ale gdy tylko ktoś wychodzi z egzaminu, słysząc ich pytania, natychmiast zaczyna: "No nie! Nie mogłaś innego zestawu wylosować? Teraz to już na pewno nie zdam!". Koniec końców - egzamin idzie gładko. I po co tyle nerwów?

I ostatni – stoik . Jak starożytni, kieruje się zasadą złotego środka, ile się nauczył, tyle się nauczył, jak zda, to dobrze, jak nie, to przecież jeszcze nie koniec świata. Nie ma sensu tracić energii na nocne męczenie się nad książką, na nerwy, panikę czy zastanawianie się "Co by było gdyby?". Rzucanie się ze skrajności w skrajność i poddawanie emocjom, to nie w jego stylu, zawsze zachowuje zimną krew i mawia stonowanym głosem: "Tylko spokój nas uratuje, będzie dobrze". I kto wie, czy nie wychodzi na tym najlepiej?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (21):

Sortuj komentarze:

Za komentarze i punkty-wielkie dzięki :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Witam:-) ten tekst powstał pod natchnieniem chwili, akurat byłam po egzaminie(w dodatku ustnym, których strasznie nie lubię), był formą rozładowania emocji i nieźle się bawiłam przy jego pisaniu; śmiałam się z samej siebie, bo mogę się do gryzipazórków zaliczyć ;-) oczywiście można do niego dodać inne typy. W każdym razie, cały ten stres przedegzaminacyjny i zachowania ludzi przed, wydały mi się zabawne he he:) (pewnie tak bym się nie cieszyła gdybym egzaminu nie zdała). Życzę powodzenia wszystkim, których jeszcze trawi przedegzaminacyjna gorączka:) może jak przeczytają ten tekst, to nabiorą dystansu do sesji i samych siebie. Takie tez było moje założenie przy pisaniu. Trzymajcie kciuki, jutro znów mi przyjdzie przeżyć "chwilę prawdy" he he :-) dobrze, że to pisemny..

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 07.02.2007 07:13

Ja już po :-) To oczywiste, że panikarze są najgorsi - nic tak nie stresuje jak właśnie oni. A ja też raczej stoicko.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Witaj Izo! Miło jest widzieć Mistrza i Ucznia razem na czołówce :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

bardzo ciekawy tekst...chociaż wielu poważnych egzaminów jeszcze nie miałem, chyba jednak jestem stoikiem. Plus za humor i temat:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wiem, wiem :) Niestety na moim wydziale mają alergie na zerówki. Wszystkie egzaminy i zaliczenia są w sesji. Na normalnych wydziałach chociaż zaliczenia maja przed... Oby wytrwac do piątku! Żyje myślą, że jeszcze tylko masakryczny egzamin z opisówki i bede wolna! I wreszcie coś napisze, bo juz kota dostaję.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Agnieszko, no, zerówki.
Większość profesorów jest anty, ale my ich męczymy aż mówią: no dooobrze.
Nie zawsze się udaje, ale potem oni chcą mieć mniej we wlaściwym terminie, więc czasem się zgadzają.
W ubieglym roku mialam egzaminy od jednego piątku do kolejnego wlącznie, z wyjątkiem weekendu. Dobrze, że wtedy nie znalam Wiadomości24 ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przedterminy? Jakie przedterminy? Takie rzeczy tylkow erze, a nie na WLSiFW UW

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ za poczucie humoru. Najbardziej nie lubię kujonów, sama zaliczam się do luzaków;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja chodzę na wszystkie przedterminy, kiedy tylko się da i profesor chce pytać. Ale zawsze sieję panikę. Tylko że naprawdę wydaje mi się, że kompletnie wszystko zapomnialam. Wiem, że to okropne, zawsze podtrzymuję koleżanki na duchu aż do TEGO dnia...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.