Facebook Google+ Twitter

„Droga do Guantanamo”, czyli tak się robi politykę

Nie od dziś sztuka służy polityce i nie od dziś jest ona narzędziem w rękach rządzących, opozycji i osób wyznających taką bądź inną ideologię.

Droga do Guantanamo. Fot. Materiały dystrybutora Wojna, którą ponad pięć lat temu George Bush wytoczył terroryzmowi, stała się przedmiotem zaciekłej dyskusji, nie tylko w debatach polityków. Wielu artystów zabierało głos w sprawach interwencji w Afganistanie czy Iraku, często negując nie tyle zasadność samej idei przeciwstawienia się terrorystom, ile sposoby działania i niektóre rozwiązania.

„Droga do Guantanamo” to reakcja na powstanie i funkcjonowanie tytułowego więzienia na Kubie. Film rozpoczyna się od słów prezydenta Busha, który mówi, iż w Guantanamo zamykani są tylko „źli ludzie” – terroryści i mordercy. Twórcy obrazu od początku do końca starają się te zapewnienia zdyskredytować.

Oto czwórka muzułmańskich przyjaciół wyjeżdża z Wielkiej Brytanii do Pakistanu na ślub jednego z nich. Będąc na miejscu decydują się (tak naprawdę nie wiadomo, po co) na wyjazd do Afganistanu, niedawno zaatakowanego przez wojska USA. Szkoda, że tylko przez krótki czas dane nam jest obserwowanie kultury tego kraju. Zamiast tego, autorzy pokazują wystraszone społeczeństwo oraz afgańskie bojówki, które o dziwo, nikogo w tym filmie nie zabijają (ja przynajmniej nie zauważyłem). Trup pojawia się dopiero w momencie amerykańskich nalotów i bombardowań. I tak czwórka przyjaciół, zniechęcona obrazem wojny, próbuje uciec. Niestety trzech z nich (czwarty znika, nie wiadomo gdzie) dostaje się w ręce wojsk i zostają oskarżeni o terroryzm. Trafiają do miejscowego więzienia, a następnie do bazy Guantanamo. W tym momencie antybushowska propaganda zaczyna się na całego.

Twórcy filmu pokazują, jak nieludzko traktowani są osadzeni na Kubie. Pozostawiani na wiele godzin w prażącym słońcu, zamykani w ciasnych klatkach, otumaniani głośną metalową muzyką i szczuci psami mają w końcu pęknąć. Mają przyznać się do zarzucanych zbrodni i wydać współwinnych globalnemu terroryzmowi. Krytyka takich, niezgodnych z prawami człowieka działań, jest jak najbardziej na miejscu (tym bardziej, że podobne praktyki rzeczywiście w niektórych przypadkach udowodniono). Jak również krytyka bezpodstawnego zamykania w więzieniu zupełnie przypadkowych ludzi.

I w tym momencie stoję po stronie autorów filmu. Jednak współreżyserzy próbują nam wmówić, że tylko ich punkt widzenia jest słuszny i w tym momencie zachowują się jak politycy. Mają do tego pełne prawo, popieram zaangażowanie społeczne artystów. Na szczęście widz nie musi się z nimi w pełni zgadzać. Tutaj akurat twórcy chcą przekonać, że w obozie nie ma winnych. Sugestywność ich perspektywy ma wzmacniać stylizacja na reportaż (obraz powstał na podstawie realnych zdarzeń, jednak występują w nim aktorzy, a nie ich prawdziwi uczestnicy). To bohaterowie są narratorami historii, wypowiedzi każdego pojawiają się między kolejnymi obrazami znęcania się nad więźniami.

I wielu ludzi pewnie uwierzy w ich słowa. Trochę bezmyślnie, bez zastanowienia się nad sensem powołania do istnienia tytułowego obozu. Warto o tym pomyśleć oglądając ten, mimo wszystko, ciekawy i porządnie nakręcony obraz.

Droga do Guantanamo
Reżyseria: Michael Winterbottom, Mat Whitecross
Zdjęcia: Marcel Zyskind
Występują m.in. Riz Ahmed, Farhad Harun, Waqar Siddiqui, Arfan Usman

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.