Facebook Google+ Twitter

"Droga do szczęścia", czyli ścieżką na szafot

Mendes inscenizuje melancholijny spektakl życiowej klęski w czasach prosperity, hollywoodzkie schematy obyczajowego dramatu przesycając atmosferą iście bergmanowskiego niepokoju. Uwiarygadniają jego wysiłki aktorzy w najwyższej formie.

Kadr z filmu / Fot. Fot. UIPMistrz błazeńskiej filozofii, Woody Allen, podzielił niegdyś ludzkie życie na dwie kategorie: straszną i żałosną. Pierwsza przypada w udziale ludziom dotkniętym fizycznym cierpieniem, druga jest losem całej reszty. Sam Mendes zdaje się podejmować allenowskie szyderstwo i w kolejnym swoim filmie kwintesencji egzystencjalnej żałosności docieka w amerykańskiej klasie średniej. I znów, jak w „American Beauty”, czyni to znakomitym stylu.

Oprowadza widza po Revolutionary Road – sielskiej ulicy, przecinającej jedno z tysięcy typowych amerykańskich przedmieść, podgląda idylliczne obejścia zamożnych rezydencji rodem z cukierkowych landszaftów. Pedantycznie ostrzyżone trawniki i wypielęgnowane żywopłoty tworzą tu niemal archetypiczną dekorację dla ziszczonego american dream, które w interpretacji Mendesa zdaje się nie pięknym snem o sukcesie i dostatku, a cichym, okrutnym koszmarem milionów. Za mleczną fasadą bowiem identycznych architektonicznie domostw nie życie się toczy, lecz żenujące spektakle, zmontowane z socjologicznej sztampy i społecznie usankcjonowanych schematów, pozorne farsy pod czujnym okiem sąsiadów, każda podobna do pozostałych. I nie ma tu kochających rodzin – są perfekcyjnie rozpisane, uładzone scenariusze dla kalekich emocjonalnie aktorów, nie ma wolnych ludzi – są marionetki wyciosane ze zbiorowego banału, konserwatywnych wzorców osobowych i tandety rodem z mydlanej opery.

Prawdziwa jest jedynie męka indywidualnego istnienia, które złamać się musi pod terrorem zaborczej większości, czającej się za płotem i w oknach z naprzeciwka. Znają ją dobrze Frank i April Wheelerowie, młode małżeństwo, które sprowadziło się tuż po ślubie do jednej z tutejszych willi. On jest romantycznym marzycielem w trakcie poszukiwań swojego miejsca, ona ambitną absolwentką szkoły aktorskiej. Dla obojga Revolutionary Road stanowi ledwie jeden z etapów życiowej drogi i nawet nie zauważają, kiedy w oknach ich śnieżnobiałego przystanku pojawiają się kraty. Jeszcze się szarpią, coraz bardziej uwikłani w konwencje osaczającego ich mieszczaństwa, jeszcze bronią się mgielnymi projektami wyjazdu do mitycznego Paryża, ale fatalizm tutejszego teatru pustych form szybko krępuje ich w kaftan powszechnego marazmu. Między nimi a idyllą nad Sekwaną tkwi bowiem ściana niewidzialnego więzienia, rosnąca razem z dziećmi, ilością towarzyskich koneksji i kolejnymi cyframi na bankowym koncie. Wciąż odkładane na później plany podróży pod wieżę Eiffela stają się powoli symptomem absurdu ich położenia, swoistą odmianą czekania na Godota.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

(+) Za styl. Film ogląda się tak dobrze głównie dzięki grze aktorskiej, szkoda że w polskim kinie tego nie doświadczamy

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 09.02.2009 20:37

Widziałam recenzję filmu w jednym z programów TV. Sporo także czytałam na temat tej produkcji. To podobno bardzo dobry film i nieźle zagrany przez głównych bohaterów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Film z głębią, przynajmniej dla mnie...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.