Pozycja materiału w rankingach:
Mendes inscenizuje melancholijny spektakl życiowej klęski w czasach prosperity, hollywoodzkie schematy obyczajowego dramatu przesycając atmosferą iście bergmanowskiego niepokoju. Uwiarygadniają jego wysiłki aktorzy w najwyższej formie.
Mistrz błazeńskiej filozofii, Woody Allen, podzielił niegdyś ludzkie życie na dwie kategorie: straszną i żałosną. Pierwsza przypada w udziale ludziom dotkniętym fizycznym cierpieniem, druga jest losem całej reszty. Sam Mendes zdaje się podejmować allenowskie szyderstwo i w kolejnym swoim filmie kwintesencji egzystencjalnej żałosności docieka w amerykańskiej klasie średniej. I znów, jak w „American Beauty”, czyni to znakomitym stylu.Zobacz także:
Artykuły
(19)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.85)
Wiek: 26 | Miejscowość: Gdańsk | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Anna Winczakiewicz 10.02.2009 09:35
(+) Za styl. Film ogląda się tak dobrze głównie dzięki grze aktorskiej, szkoda że w polskim kinie tego nie doświadczamy
Autor usunął profil 09.02.2009 20:37
Widziałam recenzję filmu w jednym z programów TV. Sporo także czytałam na temat tej produkcji. To podobno bardzo dobry film i nieźle zagrany przez głównych bohaterów.
Krzysztof Kalkowski 09.02.2009 13:54
Film z głębią, przynajmniej dla mnie...
5. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie oraz 80. urodziny Wojciecha Kilara. Relacja
(odsłon: +504)