Facebook Google+ Twitter

"Droga krzyżowa" Daniela Brüggemanna. O cudzie i religii okiem laika

"Droga krzyżowa" Daniela Brüggemanna, zwyciężczyni plebiscytu publiczności Wiosny Filmów to refleksja na temat religii przedstawiona okiem laika. Nie brak w niej ani krytycznego spojrzenia, ani myśli nad ogromem rzeczy niezbadanych.

Kreuzweg, / Fot. materiały promocyjne „Droga Krzyżowa” Daniela Brüggemanna to uniwersalna opowieść o wierze osadzona jednak w bardzo konkretnych realiach, w zamkniętej, klaustrofobicznej społeczności Bractwa Kapłańskiego świętego Piusa X (tzw. lefebrystów), odrzucającego nauki Soboru Watykańskiego II.

Film składa się z czternastu scen nazwanych według stacji tytułowej „Drogi krzyżowej”. Dziewczyna, Maria, wychowująca się w religijnej, chrześcijańskiej rodzinie, z dominującą matka, wysłana zostaje na misję zbawiania świata przez dość zasadniczego, młodego księdza. Jako cel obiera sobie wymodlenie się o boskie uzdrowienie młodszego brata, który mając już kilku lat wciąż nie mówi.

Na pokazie w Kinie Praha w sobotę obecny był sam reżyser i nie obeszło się bez niejasności. Jeden z widzów na debacie po pokazie dopytywał Bruggemana, o to, czy jest on katolikiem i czy film traktuje o katolikach. Gdy reżyser pragnął odpowiedzieć na zadane mu pytanie cytując Eagelsów, widz przerwał mu i skonstatował, że nie pyta o Eagelsów, tylko o to, czy reżyser jest katolikiem: tak, czy nie? Brüggemann odparł: tak, jestem chrzczony, więc technicznie rzecz biorąc, jestem katolikiem. Na pytanie o to, czy film dotyczy katolików dopowiedział, wtrącając się, dyrektor Wiosny Filmów, Maciej Zabojszcz, tłumacząc, że lefebryści mimo suspensy wciąż są uznawani za członków Kościoła katolickiego, jakkolwiek widz nie usłyszał repliki samego reżysera, bo najprawdopodobniej znudzony, wyszedł w trakcie udzielanej mu odpowiedzi.

„Droga krzyżowa” to niemieckie kino katolickie, ciekawe samo w sobie. Podobnie jak nieco starsze „Requiem” Hansa-Christiana Schmida zainspirowane historią Emily Rose - ukazuje pewną ekstremalną sytuację związaną z religią - o ile jednak w tamtym przypadku był to wstręt do religii uznawany przez nadmiernie zaangażowanego księdza za opętanie, tak tutaj jest na odwrót - bohaterka jest przedstawiona jako przyszła święta, męczennica. W obu przypadkach twórcom chodzi jednak o spojrzenie na religię świeckim okiem.

Co ateista lub agnostyk może myśleć o cudzie, skoro formuła "niezbadane są wyroki boskie" jest przez niego odrzucana z definicji? „Droga krzyżowa” to po „Raju: wierze” Ulricha Seidla i nominowanemu do Oscara „W kręgu miłości” Felixa van Groeningena kolejny film o religijności nakręcony w ostatnim czasie. Seidl ustawiał się zupełnie z zewnątrz i ukazywał katolicyzm w jego wersji skrajnie dewocyjnej, w kontekście walki klas i walki religijnej (pomiędzy żoną katoliczką, a niepełnosprawnym mężem - muzułmaninem). Van Groeningen koncentrował się na relacji mężczyzny - ateisty i kobiety usiłującej wierzyć, choćby po to, by nie cierpieć i traktować religię jako świadome placebo - które działa.

W "Drodze krzyżowej" brak takich zestawień jest odczuwalny, osoby laickie - te z zewnątrz - pojawiają się w pojedynczych scenach, mają charakter epizodyczny, tak samo z resztą, jak te znane z oryginalnej drogi krzyżowej. Film Brüggemanna wyróżnia się więc w efekcie przede wszystkim konstrukcją, faktycznie jest tu czternaście ujęć, nagrywanych najczęściej nieruchomą kamerą; ogląda się je jak rodzaj teatru telewizji, albo eksperymentalnej formuły filmowo-teatralno-malarskiej spod znaku Petera Greenawaya'a. Na najważniejsze postawione przez sam film pytania, o sens poświecenia i o drogę lub cel, "Droga krzyżowa" jednak nie odpowiada, chyba, że jest tak jak ze wskazanym widzem - poszukiwanej odpowiedzi tak naprawdę nie chcemy usłyszeć.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.