
Korepetycji z języka angielskiego poszukuje prawie 17 proc. uczących się. Z matematyki aż 13 proc., a z niemieckiego, fizyki, chemii czy polskiego po 5 proc. - W tej liczbie są uczniowie, studenci i osoby dokształcające się, jednak największe są dwie pierwsze grupy - mówi Tomasz Orłowski, przedstawiciel Ekorki. pl Jak łatwo policzyć, dwie godziny fizyki tygodniowo to wydatek 200 zł miesięcznie... oczywiście o ile rodzic poprzestanie na jednym przedmiocie.
Tacy słabi czy tacy ambitni?Bartosz Antkowiak podliczył, że na korepetycje z trzech przedmiotów dla syna wydawał 4 tys. zł rocznie. Teraz jego syn jest już na drugim roku medycyny. Co prawda nie miał problemów w szkole, ale czy bez płatnej pomocy zdałby tak świetnie nową maturę? - Trzeba było się przygotować, więc wyszperałem pieniądze na dodatkowe lekcje fizyki, biologii i chemii - wzdycha Antkowiak. Z kolei córka Anety Zawardki jest dopiero w piątej klasie szkoły podstawowej, ale korepetycje z angielskiego ma już od drugiej klasy. - W szkołach podstawowych połowa dzieci chodzi wcześniej na angielski i umie więcej od pozostałych. Te, które nie chodzą na angielski prywatnie, nie są w ogóle zauważane i nikt nie stara się im pomóc - tłumaczy mama Kasi, która funduje córce dwie lekcje w tygodniu. Maria Sławińska, nauczycielka z ośmioletnim stażem i korepetytorka, wyjaśnia, że klasy są zbyt liczne, aby nauczyciel mógł podejść indywidualnie do każdego ucznia. - Teraz lekcja angielskiego to jest nie nauka komunikacji tylko przygotowanie do egzaminu. Nauczyciel musi realizować program, więc nie może sobie pozwolić, żeby czekać na słabszych - mówi. - Szkoła nie daje rady i nic na to nie poradzimy, choćbyśmy wprowadzali nie wiem jakie programy. Po prostu nauczyciele nie są w stanie mieć odpowiedniego kontaktu z uczniem przy tak napiętym programie, dużej liczbie uczniów w klasie, a niewielkiej liczbie godzin - uważa Marek Pleśniar z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty zrzeszającego dyrektorów polskich szkół. Na tej niewydolności tracą uczniowie i ich rodzice, a korzystają studenci i młodzi nauczyciele. Joanna Zemuła od dwóch lat uczy polskiego w podkrakowskim liceum. Po godzinach doucza niemieckiego i angielskiego. Miesięcznie dorabia sobie w ten sposób nawet 800 zł. - To prawie druga pensja, gdyby nie korki, nie wiem jak związałabym koniec z końcem - przyznaje.
Dużo i częstoPod względem ilości korepetycji idziemy łeb w łeb z Wielkopolską. Bije nas na głowę Mazowsze (22 proc.) i Śląsk (14,5). - To może wynikać z faktu, że tam są większe aglomeracje - przypuszcza Tomasz Orbitowski, przedstawiciel portalu Ekorki.pl. Małopolska wicekurator oświaty Agata Szuta przyznaje, że kuratorium nie wie, czy wśród uczniów korzystających z korepetycji dominują ci, którzy chcą poszerzyć swoją wiedzę i uzupełnić braki programu szkolnego, czy też raczej uczniowie mający trudności w nauce. - Jednak chyba nie jest tak źle, skoro dobrze wypadamy w egzaminach zewnętrznych. W tym roku nasi maturzyści wypadli najlepiej w kraju, a w statystykach wyników egzaminów kończących szkołę podstawową i gimnazjum Małopolska była druga - przypomina Szuta. Jednak wyniki z przedmiotów ścisłych są słabsze i widać to w korepetycyjnym rankingu. Fizyka była w nim w ubiegłym roku siódma, a w tym - awansowała na czwarte.
Pora na przedmioty ścisłeAnna Widur, przewodnicząca Krakowskiego Oddziału Stowarzyszenia Nauczycieli Matematyki i doradca metodyczny Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Krakowa wcale się temu nie dziwi. - Poziom matematyki stale się obniża, przez co nauczanie fizyki staje się fikcją. Dzieciom brakuje narzędzi matematycznych potrzebnych do zrozumienia fizyki i nie pomoże nawet gdy tłumaczy ją dobry nauczyciel. To naturalne, że uczniowie, których na to stać po prostu uzupełniają deficyty wynikające z konstrukcji programu nauczania na prywatnych lekcjach - mówi. Według niej byłoby idealnie, gdyby uczeń miał codziennie lekcje trzech przedmiotów: języka polskiego, języka obcego i matematyki, bo to języki współczesnego świata.
ANNA ZIELIŃSKA
-
Gazeta Krakowska