Facebook Google+ Twitter

"Drogówka" czyli kolejna recenzja filmowa

Poszłam na "Drogówkę" bo Smarzowski to klasa sama w sobie. Portret Polaków własny z perspektywy policyjnego "prędkościomierza". Z ekranu patrzy na mnie Polska XXI wieku. To nie tygrys Europy ale kraj "możemy się dogadać".

Poszłam na "Drogówkę". Owszem, czytane wcześniej recenzje i wypowiedzi policjantów,przytoczone w G.W zaraz po premierze, nie były zachęcające. Ale Smarzowski to klasa sama w sobie. Najlepszy w mojej ocenie polski reżyser tym razem mnie nie zawiódł. Ani nigdy wcześniej. Jednocześnie już po kwadransie wiedziałam, że autorzy recenzji i osoby cytowane w G.W. były na zupełnie innym filmie niż ja. Z drugiej strony prosta interpretacja przedstawionej rzeczywistości w "Drogówce" może dać złą opinię na temat wspomnianej wyżej grupy. Zrozumiałam dlaczego ktoś może oskarżać, bawiącego się kinem, Tarantino o propagowanie przemocy. Równie prosto patrząc Smarzowski zrobił film o złych policjantach. Tylko czy aby na pewno o tym jest "Drogówka"?

Smarzowski znów przedstawia społeczeństwo polskie. Obraz to nawet nie smutny lecz przerażający. Przekrój "stołeczny" widziany z perspektywy "suszarki" i policyjnych nagrań wideo. Policjanci piją, zdradzają żony, biorą łapówki, kradną...No cóż...jakie społeczeństwo taka policja. Brutalność przedstawionego świata, brak granic u tych co "na górze" i tych co "na dole". Właściwie policjanci z drogówki, lekceważeni i nie szanowani, są na dole swoistego łańcucha pokarmowego układów i układzików a dokładnie z tyłu łańcucha pokarmowego....

Trudno recenzować ten film nie zdradziwszy istotnych szczegółów. Ogólnie mamy przedstawioną historię siedmiu policjantów, których poza pracą łączą: picie, wizyty w domach publicznych, interesy i wyścigi samochodowe... czyli typowa męska przyjaźń. Ich świat zmienia śmierć jednego z nich i oskarżenie drugiego o morderstwo kolegi. I tyle powinno wystarczyć. A nawet musi wystarczyć.

Mamy świetną reżyserię, dopasowany dobór środków przekazu: muzyka, prowadzenie kamery, realistycznie naszkicowane postacie. Doskonale zagrane: Sierżant Bogdan Petrycki przez Arkadiusza Jakubika, sierżant Krzysztof Lisowski przez Marcina Dorocińskiego. Nie zawodzi jak zawsze Marian Dziędziel. Świetnie portretuje "prawdziwego Polaka" Eryk Lubos. Główny bohater sierżant Ryszard Król, genialnie bo realistycznie i bez zbytniego przerysowania, przedstawiony przez Bartłomieja Topę przypomniał mi "Pestkę" książkę Anki Kowalskiej. Tam główna bohaterka mówi: „Każdy ma w sobie pestkę, każdy swoją. Jak owoc. Przylatują ptaki, przychodzi spustoszenie. Robak. Gnije to, co jest miąższem. Odpada. Ale pestkę trzeba uratować. Pestka musi zostać nietknięta. Pestką jest to, w co nie przestajemy wierzyć. Co najgłębiej jest nami, pomimo wszystko. Pomimo zła w nas. Pomimo naszych odstępstw, mimo wszystkich srebrników, jakieśmy wzięli. Kradnę, kłamię, cudzołożę - ale nie zabiję; tysiąc kompromisów, a kiedyś jednego nie; za żadną cenę, nigdy.". I sierżant Król, ma tą pestkę. I dlatego okazuje się być człowiekiem. Jedynym.

O Wojciechu Smarzowskim na Filmweb-ie można przeczytać "świetnie zapowiadający się twórca filmowy młodego pokolenia"... jeśli zauważymy, że reżyser ma 50-tkę na karku to młode pokolenie brzmi dość dziwnie. Z drugiej strony nie widzę możliwości by filmy takiego formatu jak "Wesele", "Dom Zły", "Róża" czy najnowsza "Drogówka" mógłby nakręcić ktoś z "krótszym stażem" życiowym. Można nie lubić Smarzowskiego jako obserwatora portretującego Polaków. Trzeba docenić jednak Smarzowskiego jako scenarzystę i reżysera.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.