Facebook Google+ Twitter

Druga Strona Krakowa. O niepocztówkowych zdjęciach miasta

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2011-06-16 14:02

Dzielenie się swoim kawałkiem Krakowa, szukanie klimatycznych miejsc czy zwykły turpizm? Sami oceńcie.

Kamieniołom "Liban" / Fot. Joanna LidwinKraków, jaki jest, każdy widzi; dodatkowo – każdy widzi go inaczej. Kraków tonie w uśmiechach turystów, wybrzmiewa krzykami Anglików łajdaczących się na Rynku, dusi się w dymie papierosowym artystycznej bohemy gromadzącej się co wieczór w dziesiątkach klaustrofobicznych knajp, kisi się w swoim własnym sosie w godzinach szczytu, oddycha ciężkim, spalinowym powietrzem i przyciąga kulturą przenikającą wszystko do szpiku kości. Niepotrzebne skreślić.

Dla większości Kraków, to przede wszystkim Wawel, tak, ten Zamek Królewski, do którego wstęp jest tak koszmarnie drogi oraz przed którego wejściem prześwietlają bagaż. To Sukiennice, gdzie sprzedaje się chińskie bzdury, wmawiając, że to polskie rękodzieło. To gwizdki i smoki z pianki, prowadzone na drucie. To ćwierkające ptaszki do dmuchania, które zastanawiam się czy ktokolwiek kupuje. To mimowie – lewitujący, straszący, rozbawiający, a przede wszystkim wyglądający tak, aby zarówno odróżnić się od codzienności, a jednocześnie wpasować w klimat miasta. To uliczni grajkowie z Floriańskiej, których przegania straż miejska. Wisła śmierdząca Bałtykiem, „Wierzynek” z paskudnym kremem borowikowym, Piotr Skrzynecki, całkowany w usta przez nastolatki nie mające pojęcia, kim był.

Z drugiej strony mamy kwiaciarki, które w szaleńczej woni kwiatów formują bukiety. To wesołe dzieci, śmiało wbiegające w stado gołębi. To wielkie i małe bańki puszczane na Rynku oraz w mniejszych uliczkach. To Kazimierz, gdzie kawiarnie są tak małe, że ledwo pomieszczą kilka osób. To Floriańska rozbrzmiewająca wszystkimi językami świata, precle z makiem za złoty pięćdziesiąt, smok zionący ogniem w odpowiedzi na esemesa. To jaki on właściwie jest?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Kraków posiada wiele zapomnianych miejsc do wypoczynku i czynnej rekreacji.
Stały brak pieniędzy powoduje, że mieszkańcy Krakowa , a także powołane instytucje ograniczają sie do centrum oraz taniego bliskiegow odwiedzania miejsc. Przykładem tego jest, że wystarczy wsiąąs do autobusu miejskiego w Borku Fałęckim i udać np. do Rajska. Innym przykładem jest też podróż autobusem miejskim z pod Dw. PKP Kraków - Płaszów i pojechać do Kosocic. A takich miejsc w odległości do 10 km od Krakowskiego Rynku mozna znaleźć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.